Jak osiągnąć długofalowy wzrost firmy i
jej supremację nad konkurencją mając do dyspozycji
tylko kilkadziesiąt tysięcy zł i otwarty
umysł?
Uważa się,
że najlepszym managerem świata jest Jack Welch, wybrany na
„Menedżera Stulecia” przez tygodnik „Fortune”. Wartość rynkowa
firmy General Electric, którą zarządzał przez 20 lat, wzrosła w
tym czasie z 14 do 410 miliardów dolarów.
Welch, z wykształcenia inżynier chemii, trafił do GE w roku
tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym. Ale już po roku,
niezadowolony z biurokratycznego stylu zarządzania korporacją i
ze zbyt niskiej podwyżki (1000$ rocznie), chciał odejść.
Wówczas jego ówczesny szef, niejaki Gutoff, zaprosił Welcha
i jego żonę do siebie do domu na obiad i przez cztery godziny
przekonywał go do pozostania. Udało się.
Ustalili, że przez rok Welch będzie zarządzał działem
wielkiej firmy tak, jak zrządza się małą firmą, bez dziewięciu
szczebli kierowników nad sobą.
„To była jedna z najlepszych decyzji marketingowych w
moim życiu” – wspomina po latach Gutoff.
Działy, którymi zarządzał Welch zwiększały zyski o kilkaset
procent, a on sam awansował. W 1981 został CEO General
Electric. Wtedy rozwinął skrzydła. Wcielił w życie od dawna
układany plan.
General Electric jest obecnie dwunastą co do wielkości firmą
świata. Za rządów Welcha spółka zwiększyła zyski z 26.8
miliarda dolarów do 130 miliardów dolarów.
On sam zarabiał 4 miliony $ rocznie. A wszystko zaczęło się
od podjęcia przy rodzinnym obiedzie właściwej decyzji przez
menedżera…
Co spowodowało tak wielki sukces General Electric? Jak Jack
Welch zarządzał swoimi działami, a potem całą korporacją?
Czy Ty również chciałbyś odnieść wielki sukces ze
swoją firmą?
Teraz opowiem Ci o usłudze doradczej, dzięki której zarobisz
i… Spełnisz marzenia…
Nie te o szklanym wieżowcu z logo Twojej firmy wśród chmur,
nie o owacji na stojąco po wejściu na giełdę w Nowym Jorku, nie
o przechadzce po czerwonym dywanie z hollywoodzką gwiazdą u
boku, ale – dokładnie te, które sobie zażyczysz.
Skrystalizuję cele Twojego biznesu, a jeżeli ich nie
posiadasz, to pomogę Ci je sprecyzować. Następnie dobiorę do
nich strategie realizacji, które doprowadzą Cię do sukcesu.
Dokładnie takiego, jaki sobie wymarzysz.
W chwili obecnej możesz podążyć co najmniej dwiema
ścieżkami:
(1) Po pierwsze, możesz dalej samodzielnie
wyznaczać kierunki rozwoju Twojej firmy. Możesz próbować łączyć
zarządzanie bieżące Twoją firmą wraz z zarządzaniem
strategicznym, które wymaga czystego umysłu i zdystansowanego,
szerokiego spojrzenia na Twoją firmę i jej otoczenie. Możesz
nadal męczyć się, próbując pogodzić te dwie sprzeczne
sprawy.
(2) Po drugie, możesz skorzystać z mojej
usługi, która ustawi Twoją firmę na ścieżce do super
dynamicznego rozwoju. Możesz zlecić mi stworzenie z Twoją
pomocą Planu Strategicznego Twojej firmy. Zanim jednak
podejmiesz decyzję w tej sprawie, zastanówmy się, co jest Ci
potrzebne i co będziesz z tego miał?
By móc skorzystać z mojej oferty, potrzeba Ci tylko dwóch
rzeczy:
(1) Po pierwsze musisz mieć fundusz na
rozwój – nie jestem szarlatanem oferującym cud za darmo;
przedstawiam konkretną ofertę inwestycji biznesowej, która
przynosi konkretny zysk. Są firmy, które na moją usługę stać i
są takie, których nie stać. Ja zwracam się do tych, które
poszukują teraz najkorzystniejszej inwestycji, czyli – sądząc z
tego, że wciąż czytasz – do Ciebie.
(2) Po drugie – i to, wbrew pozorom, jest
ważniejsze – zwracam się tu do przedsiębiorców, którzy za udany
uważają ten dzień, w którym nauczyli się czegoś nowego.
Interesuje Cię rozwój firmy – jesteś mi bratnią duszą.
Na czym to polega? Za moment wyjaśnię, lecz pozwól, że
najpierw opowiem branżową anegdotę o królowej Anglii...
Pewnego razu, podczas prywatnej audiencji, minister spraw
zagranicznych Francji Théophile Delcassé spytał królową Anglii:
„Proszę wybaczyć naiwne pytanie, ale do czego konkretnie Wasza
Wysokość używa jabłka i berła?”.
Władczyni odparła: „Do marketingu”.
(Théophile Delcassé, 1852-1923 – minister spraw
zagranicznych Francji, jeden ze współtwórców entente
cordiale).
Wszystkie rody królewskie, którym udało się przetrwać do
dziś, wiedzą, że monarcha musi prezentować poddanym taki
wizerunek, jakiego od niego oczekują. Od wieków to się
opłacało. I cały czas się opłaca.
Już się domyślasz, że moja oferta dotyczy marketingu, czyli
nauki o tym, jak ubrać Twoją markę, byś został monarchą branży.
Mówi się, że sukces globalnych korporacji, religii, czy partii
to w lwiej części marketing.
Nie wydaje Ci się czasem, że Microsoft sprzedaje więcej niż
produkuje? Czy nie jest hochsztaplerstwem sprzedawać więcej niż
się ma do sprzedania?
Jako człowiek obyty w biznesie wiesz, że – nie; że to
wiedza. Microsoft sprzedaje wraz z towarem markę. A ja mogę
sprzedać Ci wiedzę o tym, jak Twoją markę podnieść do tej
rangi, by klienci kupili ją razem z produktem, płacąc
równiutkimi plikami banknotów.
Pewnie wiesz, że coraz większa liczba globalnych korporacji
przekazuje części procesu produkcyjnego w ręce podwykonawców,
aby skoncentrować własne inwestycje w obszarach, w których
osiąga się większą rentowność – w obszarach marketingu i
sprzedaży.
Inaczej mówiąc, nawet wielkich korporacji nie stać na
realizowanie wszystkich pomysłów na raz, więc zostawiają sobie
te kawałki tortu, na których zarabia się najszybciej; bez
kupowania trudnych do zbycia budowli i maszyn; bez zatrudniania
na etat blokowisk ludzi.
Przykładowo, niektórzy producenci inwestują 100-500 tysięcy
złotych w nową maszynę. Inwestycja zwraca się po kilku latach.
Tymczasem inwestycja w marketing zwraca się po paru miesiącach,
w wielu przypadkach – nawet po miesiącu. A kosztuje dziesięć
razy taniej i czasem nawet nie wymaga tworzenia nowych
stanowisk pracy.
Być może bliskie są Ci słowa:
„Nie mam pieniędzy na zatrudnianie specjalistów z tej
branży, a zwłaszcza absolwentów Harvardu, jakich zatrudnia
Microsoft. Od globalnych korporacji dzieli Polskę przepaść,
która stale się pogłębia”.
I tu dochodzimy do sedna sprawy.
Po stokroć słyszałeś oczywiste prawdy, że „żyjemy w dobie
gospodarki opartej na wiedzy”, że „od szybkości i zdolności do
wprowadzania innowacji zależy powodzenie firmy”.
Królowie i papieże od mileniów, a rady nadzorcze wielkich
korporacji od dziesięcioleci używają z powodzeniem marketingu,
stale go doskonaląc. Chcesz walczyć z nimi jak równy z równym –
musisz używać ich najskuteczniejszej tajnej broni!
Nie można „kopać się z koniem” i boksować z F16. Szczęście
nie wystarczy, by ograć szulera; ciężka praca nie wystarczy, by
wygrywać na giełdzie. Potrzebna jest wiedza. To wiesz.
Sapkowski napisał kiedyś, że „Biedaków nigdy nie stać na
nic, dlatego właśnie są biedakami”. Dlatego jedynie
inwestując w swoją firmę przyczynisz się do jej rozwoju. A ona
spłaci Ci to z potężną nawiązką.
Trzeba jednak wiedzieć w co inwestować. Jest jedna rzecz w
biznesie, która generuje ustawiczne polepszanie się wyników.
Jest to strategia. Tylko przewaga, która jest strategiczna, da
Ci długoletnie efekty i korzyści w postaci morza pieniędzy. W
pierwszej kolejności firma powinna inwestować w Plan
Strategiczny. A my tym właśnie się zajmujemy.
Ustaliliśmy, że interesuje Cię rozwój, masz otwarty umysł i
co rano zadajesz sobie następujące pytania...
- „Co jeszcze mogę zrobić, aby rozwinąć moją firmę?”
- Jak nie dać się wyprzedzić kolejnym pokoleniom, nie
mając czasu studiować wszystkich tych nowych kierunków co
oni?
- Albo odwrotnie – jak dorównać doświadczonym menedżerom,
nie mając możliwości przeżycia tego wszystkiego co
oni?
- Jak użyć przeciw liderom ich własnej broni, nie
dysponując ich budżetem i nie zatrudniając na etatach
absolwentów Harvardu?
Wszystkie kariery wielkich gwiazd mają jeden wspólny
element. Sukces zaczyna się od pojedynczej decyzji –
natychmiast potem następuje oszałamiające przyspieszenie.
Każda wspominająca to gwiazda podkreśla, że gdyby ktoś
pokazał jej przed przełomem, jak będzie żyć za kilka miesięcy,
nigdy by w to nie uwierzyła. Spośród setek podobnych wspomnień,
zacytuję Diego Maradonę:
„Wiedziałem, że zaczyna się w moim życiu coś ważnego. (…)
Wszystko działo się tak szybko, jak tutaj opowiadam, dokładnie
tak. (…) To prawda, przecież w mniej niż trzy lata przeszedłem
z Fiorito do magazynów, telewizji, reportaży”
(Diego Armando Maradona, El Diego, Zysk i S-ka, Poznań 2005,
s. 18-19. Fiorito było pierwszym klubem Maradony).
Wyobraź sobie Siebie za kilka miesięcy… Wyobraź sobie jak
wchodzisz rankiem do biura dużego, przeszklonego i słonecznego
jak atelier artysty.
Podajesz rękę swoim menedżerom, dostrzegasz błysk podziwu w
oczach personelu płci przeciwnej. Twój sukces, to sukces
firmy.
Ktoś inny czułby dumę, ty czujesz spokój niczym Dalajlama
szczycie ośnieżonych szczytów. Nie możesz uwierzyć własnym
wspomnieniom, które mówią Ci:
„Przecież wystarczyło do nich napisać. Wystarczyło
zlecić im stworzenie tego Planu...”.
I nagle wszystko się zaczęło! Postanawiasz ponownie wynająć
doradców, dzięki którym tyle zarobiłeś. Wracasz do gabinetu,
wciągasz w nozdrza zapach kawy i oznajmiasz podwładnym:
„Oto moja decyzja… Musimy to wspólnie osiągnąć. Kolejne
wyzwanie przed nami!”
Marketingowy Plan Strategiczny to kilkudziesięcio-stronicowy
raport. Poświęcony jest tylko i wyłącznie Twojej firmie.
Napisany specjalnie dla Twojej firmy przez ekspertów z Ententy,
po jednym, dwóch lub trzech miesiącach badań.
Plan Strategiczny od uroczystości przekazania staje się
„Biblią” Twojej firmy i jej marki, ponieważ określa na około
trzy następne lata cele jej działalności i dobiera do nich
strategie, ustalone po wnikliwej analizie:
- mocnych i słabych stron firmy,
- rynku, szans i zagrożeń z niego płynących,
- po zrozumieniu kim są Twoi klienci i czym kierują się przy
zakupie.
Plan Strategiczny można porównać do mapy drogowej z GPS,
dzięki której masz stale przed oczami kolejne etapy podróży i
najkrótsze drogi do nich.
Jak to działa? Co daje Plan
Strategiczny?
Mój współpracownik opowie Ci teraz jak wspomógł kiedyś
przyjaciela, dając mu w prezencie stworzoną na żywo namiastkę
Planu Strategicznego, która uratowała jego sklep:
"Pewien sklepikarz z Montevideo handlował grami. Ilekroć
przed sjestą wchodziłem do jego zagraconej sutereny, zastawałem
staruszka w towarzystwie gimnazjalistów, którym bezskutecznie
udowadniał wyższość szachów nad Playstation.
Efekt był niezmienny – dzieciaki uwielbiały z nim gadać,
wciąż grały na Playstation, zaś na stoły do bilarda i mahoniowe
szachownice nie było ich stać.
Staruszek, którego obroty z miesiąca na miesiąc spadały,
poszerzył asortyment o artykuły papiernicze, potem o kosmetyki,
w końcu przemienił sklepik w mini hipermarket… tyle że
droższy.
Z dawnego wyposażenia zostali mu jedynie gimnazjaliści,
których obecność krępowała nieliczne nabywczynie pończoch i
bielizny.
Gdy kończył się nasz kontrakt w Montevideo, poszedłem
pożegnać staruszka. Oznajmił, że bankrutuje. Zrobiło mi się
bardzo przykro. Postanowiłem pożyczyć mu dziesięć tysięcy
pesos, pod warunkiem, że zastosuje kilka moich rad.
Po pierwsze zastanowiliśmy się nad tym, co jest pasją
Eduarda… oczywiście gry. Gdy ktoś robi w pracy to co lubi, jest
najbardziej efektywny.
Jakimi atutami dysponuje jego firma? Posiada sklep z
odpowiednim „klimatem” do sprzedaży gier, co wyróżnia go wśród
konkurentów. Właściciel ma ogromną wiedzę o grach i umiejętność
„zarażania” pasją klientów.
Jakie są problemy firmy? Eduardo odpowiedział:
„Brak pesos, poza tym, dziękuję, wszyscy zdrowi”.
Ponieważ Plany Strategiczne zawsze są ściśle dostosowane do
firmy, musiałem zaproponować mu jak najwięcej rozwiązań, które
można wdrożyć minimalnym kosztem albo wręcz za darmo.
Doszliśmy do najtrudniejszego pytania:
„Czy istnieje w mieście wystarczająco duży rynek na gry, by
Eduardo mógł żyć tylko z ich sprzedaży?”
Normalnie Ententa bada to za pomocą mailingu i telefonów do
tysięcy klientów; tu nie mieliśmy czasu, więc odwołaliśmy się
do wiedzy samego właściciela. Odpowiedź brzmiała:
„Kiedyś dało się z tego wyżyć”.
Co więc się stało? Dzieci przestały bawić się grami i całe
dnie poświęcają na naukę trygonometrii? Nie, oczywiście
nie!
Dzieci zainteresowały się nowymi rodzajami gier, głównie
komputerowymi i na konsole. Problemem pozostało to, że
większość nastolatków z Montevideo miała mało pieniędzy.
Dlatego doradziłem Eduardowi...
Dlatego doradziłem Eduardowi przekształcić sklep w komis.
Dobraliśmy do tego odpowiednią politykę cenową. Zastosowaliśmy
do promocji tzw. „referal system”, czyli usystematyzowany
sposób na to, by obecni klienci polecali sklep nowym osobom.
Wprowadziliśmy kilka nowych produktów usługowych.
Z marką komisu nie trzeba było dużo kombinować – Eduardo był
jej personifikacją. Wystarczyło opisać go, aby udokumentować
markę, która przemawia do młodzieży.
W razie przejścia na emeryturę starego Eduardo, jego rodzina
będzie miała wystarczające informacje, by przedłużyć to
wszystko, co on stworzył.
Proszę sobie wyobrazić, że po roku mój znajomy staruszek
napisał do mnie… e-maila!
Okazało się, że kupił komputer, na którym – zgodnie z moją
radą – zaprowadził bazę stałych, starszych klientów, którym
rozsyła listy z informacjami o nowych, interesujących ich
grach.
Przy okazji Eduardo polubił gry komputerowe do tego stopnia,
że sam zaczął grać z klientami przez Sieć. Zwrócił mi dług i
spytał, czy mógłby rozszerzyć sprzedaż na Internet."
To tyle opowieści… Spytasz:
„Jak to się ma do mojej firmy i jej
problemów?”
W dzisiejszych czasach zbyt wielu menedżerów jest zajętych
tylko tzw. gaszeniem pożarów. Do tego stopnia pochłaniają ich
sprawy „na dziś”, że nie mają czasu wypunktować sobie w
terminarzu planów na przyszłość, a tym bardziej przeprowadzić
analizy swojej firmy, jej otoczenia bliższego i dalszego.
W efekcie prawie wszyscy mali przedsiębiorcy borykają się z
problemem „efektu błądzenia losowego” oraz „chwytania się
wszystkich przychodzących szans”.
Jak pisał swego czasu świętej pamięci Peter Drucker,
największe marnotrawstwo to robienie perfekcyjnie
rzeczy, które w ogóle nie powinny być robione!
Plan Strategiczny zapobiega błądzeniu – jako się rzekło –
jest jak mapa drogowa z GPS, dzięki której jasno widzisz
najkorzystniejszy cel (z wielu możliwych do osiągnięcia) i
najtańszą (z wielu możliwych do wybrania) drogę do niego.
Dlaczego, skoro Plany Strategiczne są tak skuteczne,
firmy nie tworzą ich same, a zlecają to firmom
konsultingowym?
Z trzech powodów...
*
O pierwszym już mówiliśmy – który przedsiębiorca czy
menedżer może zostawić firmę, by toczyła się jak pociąg bez
maszynisty, samemu wraz z grupą pracowników zajmując się na
spokojnie robotą koncepcyjną?
To tak, jakby kierowca w trasie przestał patrzyć na drogę i
zaczął czytać mapę, jadąc nadal z prędkością 100 km/h.
Samobójstwo. A gdybyś tak jak Hołowczyc miał obok swojego
pilota, który mówi Ci gdzie jechać, w którą stronę, na co
uważać?
Takim pilotem Twojego biznesu jest planowanie strategiczne.
Ogromnie trudne, jeśli zarządzasz swoją firmą na co dzień.
Ententa zajmuje się jednak planowaniem za Ciebie. Spytamy się
Ciebie gdzie chcesz dotrzeć – i dobierzemy trasę dla Twojej
firmy.
I pomożemy Ci wyprzedzić konkurencję, nawet jeśli Twoja
branża jest bardziej konkurencyjna niż rajd Dakar.
**
Po drugie, gdy człowiek długo działa w jednej gałęzi
biznesu, nie ma czasu obserwować innowacji marketingowych spoza
niej i zaczyna kopiować pomysły konkurencji…
Czasem – niczym krótkowzroczny okularnik zza monitora – nie
widząc, że są to wariacje na temat jego własnych dawnych
rozwiązań.
Jay Abraham – znany amerykański strateg marketingowy –
radzi, a ja go popieram, aby obserwować inne gałęzie biznesu i
czerpać z nich innowacje.
Ententa ma tzw. szerokie spojrzenie, nabyte w pracy z
klientami z wielu branż oraz dzięki studiowaniu na bieżąco prac
z dziedziny marketingu.
***
I to trzeci powód – najważniejszy. Ententa zajmuje się
konsultingiem – dysponuje wiedzą o marketingu na światowym
poziomie.
Konsultanci Ententy dla Ciebie i za Ciebie dokonają
profesjonalnej analizy Twojej firmy i nakreślą dla niej „mapę
drogową z GPS”, czyli Plan Strategiczny.
Co więcej! Plan Strategiczny objęty jest
bezwarunkową gwarancją! Przez rok od momentu jego
ukończenia masz możliwość skontaktowania się z autorami
telefonicznie, mailowo lub w inny wybrany przez Ciebie sposób,
i zadania im pytań służących wyjaśnieniu wątpliwości
dotyczących Planu.
W praktyce więc, kupując Plan, kupujesz rok nieodpłatnego
konsultingu!
Czytelniku, skoro udało Ci się dotrzeć aż tu, masz pewnie
mnóstwo pytań odnośnie Planów. Jeśli nie chce Ci się dzwonić,
pisać, czy mailować do Ententy (do czego z
resztą serdecznie Cię zapraszamy, adresy na końcu oferty),
przeczytaj poniższy dialog.
W dialogu tym Pan Nowak – postać, będąca zlepkiem
najbardziej wymagających klientów z ostatnich lat – zadaje
autorce Planów Strategicznych – nazwijmy ją Panią Kowalską –
serię najczęściej zadawanych pytań.
Wyobraź sobie taką historię...
„Pan Nowak zadzwonił zeszłego lata do Pani Kowalskiej,
konsultantki agencji doradztwa strategicznego. Zażyczył sobie,
by biznes lunch odbył się w restauracji położonej na najwyższym
piętrze hotelu Hyatt, przy oknie z widokiem na panoramę
miasta.
Zupełnie jak w filmach. Natychmiast po powitaniu, Pan Nowak
przeszedł do ataku.
– Jestem człowiekiem konkretnym. Szanuję swoje pieniądze i
zamówię Plan Strategiczny wyłącznie wtedy, gdy udowodni mi pani
czarno na białym, że na tym zarobię.
– Proszę opowiedzieć mi o swojej firmie i wyjaśnić, dlaczego
chce pan zainwestować w Plan?
– Działam w branży muzycznej; dawniej to zwało się wytwórnią
płytową. Osiągnąłem sukces na tyle duży, że funkcjonuję na
rynku jako jeden z nielicznych niezależnych wydawców. Nie muszę
i nie chcę sprzedać firmy majorsom.
– Czyli globalnym koncernom jak Sony, Warner, Universal i
EMI?
– Dokładnie tak. Muszę z nimi konkurować. Dotychczas
zarządzałem firmą na tzw. na zdrowy rozsądek.
– Ma pan zmysł do interesów?
– Kobiety nazywają to szóstym zmysłem, mężczyźni – chłopskim
rozumem. Ale wydaje mi się, że co było dobre wczoraj, nie
wystarczy jutro. Nie mogę liczyć twardo na szczęście. Chcę
czegoś wymiernego, czegoś z dziedziny księgowości, a nie
loterii – chcę wiedzy o zarządzaniu, o marketingu. Nie mam
czasu na samodzielne douczanie się o Planach, nie wpuszczę do
firmy żadnych majsterkowiczów bez praktyki – chcę czegoś
sprawdzonego. Będę z panią szczery…
– Bez wzajemnej uczciwości Planu Strategicznego nie
stworzymy.
– Osiągnąłem na tyle dużo w branży, że zdaję sobie sprawę,
że są ludzie, którzy wiedzą więcej ode mnie. Dlatego chcę
wynająć firmę konsultingową. Jeśli mam konkurować z Sony, to
muszę korzystać z wiedzy, z której korzystają koncerny
japońskie, niemieckie, amerykańskie…
– Nasza firma zatrudnia ekspertów, którzy odsłonią przed
panem swoje metody planowania strategicznego, będące syntezą
najlepszych elementów różnych szkół zarządzania. Czy Plan
dotyczyć ma całej pana firmy, czy jednej z marek?
– Chcę wejść na rynek z nowym produktem. Mogę to zrobić tak
jak dotychczas, ale chcę spróbować w waszym „harvardzkim”
stylu.
– Jaki to produkt?
– Sklep Internetowy z muzyką do ściągnięcia. Jak iTunes
Apple’a. Na początek utwory wykonawców z mojej stajni, potem
reszta.
Pani Kowalska i Pan Nowak obejrzeli na laptopie jak
funkcjonuje iTunes, po czym klient przedstawił jej pokrótce
jakimi dysponuje środkami finansowymi, niefinansowych i
niematerialnymi.
Powiedział kilka słów o klientach, partnerach, konkurentach
i dostawcach swojej firmy. Kwestie prawne i technologiczne
zostawili na później. Gdy kelner przyniósł filiżanki z
kolumbijską kawą, Pani Kowalska podjęła temat:
– Podstawą Planu Strategicznego jest wyznaczenie celów,
które chce się osiągnąć. Przy okazji – cele wyznacza się na
tyle konkretnie, by potem były miernikami realizacji planu. Gdy
cel zostaje osiągnięty, znaczy że plan działa.
– Jakie to będą w moim wypadku cele, poza zarobieniem więcej
niż dotąd?
– Reaktywacja starych klientów, skłonienie ich do zakupów w
nowym sklepie. Sprawienie, by klienci kupowali pana produkty i
w tzw. „realu”, i za pośrednictwem Internetu. Sprawienie, by
kupowali i więcej, i częściej. Wreszcie, pozyskiwanie nowych
klientów. Do tego dochodzą patenty marketingowe…
– Jakie to patenty marketingowe?
– Wykreowanie wizerunku marki. Zaprojektowanie marki, jej
misji i wizji, sloganu, loga, itd. O to, by wyróżniać się od
konkurencji na plus, o to by pańska marka stała się dla
klientów symbolem statusu, przynależności do ich ulubionej, czy
wymarzonej, grupy, czyli – jak to się dziś określa – „trendy”.
Aby kupujący płacił za towar i dokładał drugie tyle za markę,
po to by poczuć się modnym, bogatym, pięknym… no właśnie
„trendy”. Jak pan wie, ludzie kupują dziś własne marzenia, a
nie sam towar. I płacą za to zupełnie realną walutą.
– Ja sam nie ma w zwyczaju przepłacać za markę.
– Możliwe, że nie kupuje pan markowych produktów. Możliwe że
nie uważa pan towarów bez podanej nazwy producenta za tandetę.
Możliwe, że nigdy nie zdarzyło ci się panu obejrzeć programu w
TV dlatego, że „wszyscy” o nim mówili. Możliwe też, że to BMW,
którym Pan przyjechał do Hyatta, jest zakupem zupełnie
praktycznym. Ale może pańscy klienci nie myślą tak samo jak
pan. Dlatego podstawą Planu Strategicznego jest
targetowanie.
– Targetowanie? Proszę mówić w ojczystym języku.
– Chodzi o listowne czy telefoniczne przebadanie tysięcy
klientów i określenie na podstawie ich odpowiedzi, kim jest
klient idealny – statystycznie wypośrodkowany reprezentant
grupy docelowej. By spełnić jego oczekiwania, trzeba wiedzieć
dlaczego on w ogóle kupuje pana produkt i co lubi.
– Dobrze… gdy już wiemy, czym dysponujemy, wiemy jaki mamy
cel i kim jest klient idealny… co wtedy?
– Nasza firma tworzy strategię, czyli odpowiedź na pytanie
„jak osiągnąć cel”. Podstawą jest dobór podręcznikowych
strategii biznesowych. W pana przypadku mogłyby to być tzw.
„strategia rozwoju produktu”, czyli wejście rynek z nowym
produktem i tzw. „strategia pretendenta (naśladowcy)
rynkowego”. A oprócz tego – klasyczna „strategia koncentracji
na dyferencjacji”. Wiem, że może brzmieć to na razie nieco
niezrozumiale, ale wszystko wytłumaczymy.
Następnie można sobie pozwolić na kreatywność. Dobieramy
strategie do elementów marketing-mix. Określamy strategie
dotyczące komunikacji marketingowej,
wartości dostarczanej klientom,
wygody zakupu
oraz kosztu dla klienta. Dawniej te
elementy zwano po prostu: Promocja, produkt, dystrybucja i
cena. Stosujemy nowocześniejsze podejście. Oprócz tego, można
dobrać strategie specyficzne do obecności firmy w Internecie, a
także strategie dotyczące zasobów ludzkich firmy.
– Czy w Planie Strategicznym wasza firma umieści tylko, że
tak powiem, diagnozę stanu zdrowia mojej firmy, czy zapisze mi
konkretne lekarstwa?
– Zapiszemy lekarstwa. W Planie będzie dokładnie napisane,
co i jak należy zrobić, by osiągnąć dany cel. Mając wybraną
strategię i znając target, dobiera się metody marketingu. W
ramach jednego opracowania nasi eksperci godzą ze sobą od
zawsze skłócone: marketing „sprzedażowy” i branding…
– Czyli?
– Branding to marketing marki, bardzo emocjonalny,
nastawiony na wartości, charakterystyczny dla dużych firm
instytucjonalnych. To dbanie o wizerunek firmy. Czasem
trudno w nim wskazać, co konkretnie wpływa na polepszenie się
wyników finansowych firmy, a jednak branding działa.
– Proszę podać mi konkretne przykłady.
– Nike. Firma ta posiada tylko jedną fabrykę butów. Oni nie
są producentem. Produkcję zlecają firmom z dalekiego wschodu.
Oni tak naprawdę tylko zarządzają marką. Kreują ją różnymi
sposobami. Dzięki temu ludzie wolą kupić buty Nike niż buty
innej firmy. A Nike może pozwolić sobie na bardzo wysokie
ceny.
– Mógłbym sam się tym zająć, gdybym wiedział jak. Czy można
tu popełnić jakieś błędy?
– Spotkałam się kiedyś z kampanią reklamową producenta
rakiet samosterujących…
– Słucham?
– Rakiet samosterujących. Chodziło o jedną z polskich firm,
która ubiegała się o kontrakt w Iraku. Otóż spółka wykupiła
kolorowe ogłoszenia w gazecie dla żołnierzy. Pod zdjęciem
wyrzutni widniał mrożący krew w żyłach napis: „Zawsze cię
dosięgniemy”. Na wszelki wypadek, gdyby ktoś uznał to za błąd w
druku, obok było tłumaczenie: „We’ll always reach you”.
– Przykład czarnego humoru?
– Trudno powiedzieć. Reklama chybiła. Zadaniem marketingu
nie jest bawić czytelników, a zwiększać sprzedaż. Tu mamy
przykład źle dobranego medium-środka dotarcia do klienta, bo
przecież osoby kupujące rakiety nigdy nie podejmują decyzji o
zamówieniu wartym setki tysięcy dolarów na podstawie reklam w
gazecie. Plan Strategiczny wskazuje tylko właściwe grupy
docelowe. Dodatkowo zaoszczędza się poważne sumy, bo –
trzymając się rakietowego przykładu – kolorowe ogłoszenia w
prasie są dużo droższe niż listy wysłane do odpowiednich osób.
To zresztą tylko jedna z trzech oszczędności, jakie czyni się
dzięki Planom.
– Zaciekawiła mnie pani. Nie mogę teraz nie spytać o dwie
pozostałe.
– Dzięki jasno określonym celom i drogom do nich wiodącym,
uniezależni się pan od naciągactwa. Przecież ciągle ktoś do
pana dzwoni, pisze, nachodzi pana, oferując usprawnienia dla
firmy. Mając Plan, kupuje pan tylko rzeczy potrzebne do jego
realizacji, czyli przynoszące zysk najszybciej. Pozostałym mówi
pan: „Do jutra”. Jak mawiają Anglosasi: „See you later,
alligator. First things first”, czyli „Najpierw załatwiam
sprawy dla mnie najważniejsze”.
– A trzecia oszczędność?
– Największa oszczędność wynikająca z wdrożenia Planu, to
mniejsze prawdopodobieństwo wybrania okrężnej drogi do celu,
marnowania czasu, pieniędzy i życia na robienie rzeczy
przynoszących pomniejszy dochód, zamiast skupiania się na
„sprawach najważniejszych”. W dzisiejszych czasach żyjemy w
świecie na wpół wykreowanym przez media. Ważne, by w biznes
planie opierać się na faktach, wiedzy, praktyce. Nie budować
zamków z gazet krzyczących nagłówkami o kolejnych
pseudo-aferach, ale na tym samym solidnym fundamencie, na
którym wzniosły swe zamki monarchie Europy.
– Ile kosztuje Plan Strategiczny?
...Aby dowiedzieć się, ile kosztuje Plan Strategiczny,
skontaktuj się ze mną.
Do zobaczenia w gronie najskuteczniejszych w biznesie - w
gronie menedżerów firm, które posiadają Plan Strategiczny.
Zapraszamy do kontaktu.
|