Jak pracować z ludźmi nieodpowiedzialnymi, czyli… wszystkimi.

Strona główna/Budowanie Zespołu, Etyka i moralność, Rozwój Biznesu/Jak pracować z ludźmi nieodpowiedzialnymi, czyli… wszystkimi.

W biznesie niemal zawsze jest za wiele rzeczy do zrobienia. I za mało czasu. Dlatego staramy się delegować. Zatrudniamy ludzi i firmy, by zrobili coś za nas.

Tak buduje się firma większa, niż jednoosobowa – choć należy tu też zauważyć, że duże firmy z góry projektuje się jako duże, wcześniej przewidując ich strukturę organizacyjną. Zatem niekoniecznie tą drogą (samego delegowania) zbudujemy bardzo dużą firmę.

Przyszły czasy, w których ludzie nie stawiają się nawet na rozmowy o pracę, a firmy nagminnie nie realizują powierzonych im projektów. Przyjęło to postać plagi!

Sam zakup czegokolwiek robi się utrudniony. Przykładowo, zgłaszam chęć zakupu odtwarzacza muzyki za 10 tys. zł – sprzedawca mi nie odpisuje. Zgłaszam chęć jazdy próbnej samochodem marki premium kosztującym 250 tys. zł – zero kontaktu ze strony dealera. Zamówiłem usługę projektowania za 100 tys. zł – wykonawca ma miesiąc opóźnienia, milczy, nie odpisuje.

Na pięć wysłanych zapytań ofertowych dostaję nieraz tylko jedną odpowiedź.

Zdaje się, że ludzie dziś albo mają za dużo pieniędzy, albo zbyt wiele szans (rozproszeń) – i już nie wiedzą, co chwytać, ani czym się zająć.

Drastycznie spada etyka pracy. Podobno jeszcze wyraźniej widać to po „krajach rozwiniętych”, np. UK. Osoby tam mieszkające narzekają na brak realizacji zamówień w sklepach internetowych.

Wzrasta poziom egoizmu. Każdy sobie rzepkę skrobie. Ludzie nie pracują już na przeżycie, pracują na marzenia. Żyjemy w czasach dobrobytu! Jesteśmy rozpieszczeni. Nawet, jeśli wydaje nam się, że czegoś nie mamy. Mamy więcej, niż nasi rodzice.

Wymusza to na nas albo poddanie się i odpuszczenie sobie dynamicznego rozwoju biznesu, albo działanie w inny, dopasowany do realiów sposób.

Czasy zawsze się zmieniały, a mimo to, świat jeszcze się nie skończył. Trzeba więc przyjąć strategię systemowego, wielopłaszczyznowego poradzenia sobie z „nowoczesną postawą ludzi wobec obowiązków”.

Choć należałoby raczej zauważyć, że „obowiązki” już jako kategoria niemal nie istnieją.

Zauważam konflikt między dwiema postawami.

Pierwsza z nich brzmi: „Jak chcę zrobić coś dobrze, nauczę się i zrobię to sam (lub: zrobimy to wewnątrz firmy)”.

Jest to przecież nasze stare polskie przekonanie i wraca dziś ono ze zdwojoną siłą, jako odpowiedź na ludzką nieodpowiedzialność.

Druga postawa natomiast brzmi: „Nie dam (nie damy) rady wszystkiego zrobić samodzielnie, trzeba zlecać i delegować zadania (pracownikom lub na zewnątrz)”.

Zaraz zaadresuję tę sprzeczność. Najpierw przyjrzyjmy się historii mojego dochodzenia do rozwiązania…

Jeszcze zanim zauważyłem ten konflikt, intuicja podpowiedziała mi, by realizować strategię, którą nazwę tu „internalizacją technologii wewnątrz firmy”.

Przez technologię w szerokim ujęciu rozumiem zarówno faktyczne rozwiązania techniczne, jak i wiedzę, umiejętności, know-how jak zrobić cokolwiek (reklamę na facebooku, optymalizację podatkową, nagranie szkolenia, przetwornik planarny do projektowanej słuchawki, czy projekt samej słuchawki).

Technologią jest więc dla mnie również dowolna kluczowa umiejętność, np. reklamy czy rekrutacji.

Innymi słowy, firma, która wie, jak konkretnie się zareklamować, dysponuje technologią skutecznego reklamowania się – posiada więc zasób cenny i warunkujący sukces firmy.

Zrozumiałem, że proces reklamy w jednym z moich biznesów stał się wąskim gardłem, gdyż nie byliśmy w stanie dalej skalować firmy bez tej umiejętności.

Pierwsze próby polegały na zleceniu reklamy na zewnątrz. Wówczas jedna agencja zawiodła, dom mediowy zawiódł, freelancer nic nie zrobił… aż zrozumiałem, że jest to proces tak ważny, strategiczny, iż należy go zinternalizować. Czyli wchłonąć. Nauczyć się.

Proces reklamy w moim konkretnym przypadku stał się zbyt ważny, aby go oddelegować na zewnątrz organizacji, bo wówczas życie organizacji zależy od innych, a ich życie z kolei od nas w ogóle nie zależy.

Dlatego ci „inni” (firmy zewnętrzne, freelancerzy) zawalają terminy, oferują niską jakość i nie dowożą rezultatów.

Wniosek ten wziął się również stąd, iż mój wspólnik, prowadząc podobną firmę, powierzył proces reklamy trzem osobom: dwóm freelancerom i jednemu pracownikowi. Z tych trzech osób analogicznie, freelancerzy nic lub niewiele zrobili, a pracownik zaczął odnosić sukcesy.

Zjawisko zawalania terminów i jakości przez freelancerów i firmy zewnętrzne bierze się stąd, iż – jak to mawiam – pracownik pracuje dla firmy, jednak agencja czy freelancer pracują w pierwszym rzędzie dla siebie samych.

Stąd pracownik angażuje się w firmę, agencja i freelancer – nie. Na celowniku mają swój własny zysk. To psychologicznie utrudnia im wzięcie na siebie odpowiedzialności i dowożenie rezultatów.

Tymczasem życie pracownika zależy od firmy, w której pracuje. Firma jest jego jedynym lub głównym chlebodawcą. Naturalnie będzie mu bardziej zależeć. Jest już związany, mamy z nim mocniejszą relację i więź.

Należy zatem – rozważając delegowanie – zastanowić się, czy proces sprawiający nam trudność jest „core-businessowy”. Czy od niego zależy być, czy nie być naszej organizacji.

I faktycznie, teoria outsourcingu mówi, iż właśnie procesy „nie-core-businessowe” należy „outsource’ować” (przepraszam tu za nasilenie korponowomowy).

Czyli: delegować można tylko procesy, które nie stanowią istoty naszego biznesu – albo nie mają wagi strategicznej dla naszej firmy.

Innymi słowy, jeśli życie firmy mocno zależy od jakiegoś zadania, to oddając to zadanie na zewnątrz, tracisz zupełnie władzę nad jakością i terminami jego wykonania.

Wówczas bardzo łatwo położyć projekt lub cały biznes.

Można sobie wyobrazić sytuację, w której bank powierza bezpieczeństwo swoich środków, systemów informatycznych albo danych osobowych swoich klientów firmie trzeciej. Toż to zupełna abstrakcja, która nigdy się nie wydarzy.

Tak właśnie działo się w moim biznesie audio, gdzie próbowaliśmy powierzyć produkcję przetworników (czyli tej części w słuchawce lub głośniku, która wydaje dźwięk) podwykonawcom, a oni zwlekali miesiącami nawet nie z realizacją, a z samą wyceną zamówienia, bezustannie analizując przekazane próbki, prawdopodobnie z niskim priorytetem (bo ileż można analizować).

Co zatem możemy outsource’ować (delegować na zewnątrz)?

Przykładowo, mycie okien i sprzątanie. Bo jeśli ktoś nie posprząta, to firma dalej może istnieć.

To obrazowy przykład sposobu rozumowania. Co możemy oddelegować z rzeczy, bez których nasza firma nadal będzie funkcjonować? Tylko takie rzeczy możemy oddać na zewnątrz organizacji.

Oczywiście jest to sytuacja idealna. W praktyce, choćby aby zdobyć know-how, będziemy zatrudniać agencje czy pracować z podwykonawcami. Zależy nam, aby nauczyć się działać i przejąć technologię.

Z drugiej strony, niektórych technologii naturalnie rzecz biorąc nigdy nie przejmiemy, bo będzie to nieopłacalne. Przykładowo, będziemy potrzebowali 2000 sztuk magnesów do przetworników planarnych. Nie będziemy w tym celu stawiać fabryki magnesów, którą to uruchamialibyśmy jedynie raz w miesiącu. Nawet, jeśli magnesy są dla nas dobrem strategicznym.

W szczególności firmy bardzo często outsource’ują tworzenie systemów informatycznych… i w szczególności to często jest złym pomysłem (nie zawsze), gdyż systemy te są potem sercem firmy.

To trochę tak, jakby oddać nasze serce w cudze ręce.

Należy zadać sobie pytanie: czy jeśli nikt tego zadania nie zrobi, to wywróci nam się firma? Czy ucierpimy bardzo mocno, jeśli zadanie to zostanie wykonane z opóźnieniem?

Tylko takie procesy w dzisiejszych czasach delegowałbym na zewnątrz: które nas nie bolą.

Do zadań najważniejszych dobrze jest zatrudniać pracowników, bo bardziej utożsamiają się z naszą firmą, a ich życie mocno zależy od tego, czy wywiążą się z zadania…

…zależy może w coraz mniejszym stopniu, ale wciąż w większym, niż życie podwykonawców!

Adres e-mail
Imię

O autorze:

Od 2005 roku prowadzi przedsiębiorców do lepszej jakości życia. Pomaga podwoić dochody i podwoić liczbę godzin wolnego czasu poprzez organizację firmy i innowacje w modelu biznesowym. Założyciel Akademii Biznesu Piotra Michalaka. Przeczytaj więcej o historii Piotra.

22 komentarze

  1. Pawel 6 listopada 2017 w 23:09- Odpowiedz

    przeklejam mejla. 😉
    ————————-

    Bardzo rzadko odpisuje na mejle, ale tknelo mnie wiec odpisze 😉

    Na wstepie, pomimo roznic w poziomach,doswiadczeniu i wiedzy, musze sie z toba niezgodzic, chociaz sie ogolnie zgadzam. 😉

    Zacznijmy od ludzi. Ludzie sa jacy sa. Tacy sami beda freelancerzy, tacy sami beda pracownicy, tacy sami beda z agencji czy innych firm. Z drobnymi, mniejszymi lub wiekszymi roznicami miedzy nimi.

    To na kogo sie trafia, pokazuje bardziej problem jaki jest. Wiele osob pracuje na nieodpowiednich stanowiskach, robia nie to co chca czesto, brakuje im wiedzy i doswiadczenia, z tad takei efekty. Jestem jedna z tych osob co „zawala” terminy, glownie z braku doswiadczenia nad wyliczeniem ile czasu cos mi zajmie. Ale rowniez z tego powodu, ze trafiam na klientow co nie chca duzo wydac (wiec miast wydawac kilkaset zlotych miesiecznie na system ktorego potrzebuja, szukam im rozwiazania ktore nie bedzie ich tyle kosztowac), albo maja duze/wieksze projekty na ktoryh sie firmy sypia (przykladami moglbym sypac z rekawa).

    Po czasochlonnych analizach, musze nieraz odmowic wykonania w oczekiwanym budzecie, i czesto nei dostaje pozniej odpowiedzi zwrotnej.

    Z drugiej strony, wiele rzeczy mozna zrobic na wiele sposobow, zaleznie od oczekiwan, i malo kto chce sie podzielic budzetem jaki ma na to przeznaczony, lub dopuszczalny. Niejednokrotnie budzety sa bardzo niskie, albo pewne czesci wrecz negowane (co ma swoje konsekwencje pozniej).

    Wspominasz o bankach, neistety, ale banki rowniez korzystaja z outsourcingu, i to nie malo ( w tej czy innej postaci). Jeden z komentarzy ktory przeczytalem ost na zupelnie inny temat, sugerowal iz banki korzystaja z jednego oprogramowanai do jakis tam rzeczy, a to dosyc stare rozwiazanie z lat 70.(o ile dobrze pamietam).. i nikt nie chce go zbytnio ruszyc bo…dziala. niewane jak ale dziala. Mozna by pokomplikowac jeszcze rzeczy bardziej, bo wiele jezykow/frameworkow nei jest pisana przez banki, ale zupelnie kogos innego, wiec banki chcac nei chcac musza sie opierac na innych.

    ninja edit: w sumie dodam na szybko cala telefonie komorkowa, od lat sie nie zmienila, a jest zupelnie przestarzala, i wszystcy polegaja obecnie na czyms co w sumie nie ma prawa jezdzic, i w kazdej chwili moze sie rozsypac.

    Rozejrzyj sie dookola, i zobacz ile tak naprawde rzeczy zrobiles sam. Moge ci odpowiedziec, prawie nic.

    To co traktujesz jako nie-core, na mala skale, pojedyncze zadania, moze takimi nie sa, ale jak zbierzesz je do kupy, to bez tego ani rusz. Kazdy task ma swoja wage. Brak sprzatania, syf, pogubia sie rzezcy, wydajnosc spadnie, ludzie odejda (zakladam tutaj). Posprzatane, i odrazu lepiej.
    Ale ze sprzataniem tez trzeba uwazac, nieodpowiednia osoba moze nam namieszac, wyrzuci papier ktory spadl na podloge (znalem takie) mimo ze ‚normalna’ osoba by rozroznila smiec od dokumentu.

    Malo tego, przyklad z firmy w ktorej keidys robilem, jedna sprzataczka paralizowala dzial firmy w trakcie pracy swojej, jak byla na urlopie, i przychodzil gosc w zastepstwo, to mucha nie siadala 😉 tez outsourcowane.

    „UK. Osoby tam mieszkające narzekają na brak realizacji zamówień w sklepach internetowych.”

    nei wiem kto, bo moje wszystkie 100%(przesadzam) albo 99.99%(ciagle przesadzam) be problemow, calosc moge policzyc na palcach obu rak kiedy byl problem. ost do mnie nawet dzwonili jak im tylko mejla wyslalem z zapytaniem.

    takie rzeczy sa wszedzie, bez znaczenia czy pl, indie, uk, usa. roznica jest tylko skali, i roznic nacjonalnych (okregowych rowniez), jako ze inne „zasady” panuja. cos co my uznajemy za niedopuszczalne, jest tam norma, jak i na odwrot. moglbym podac kilka ciekawych przykladow niezwiazanych z tematem, ale dlatego je pomine 😉

    Wracajac na topic, outsourcing vs internal, to duzo zalezec bedzie od bardzo wielu kwesti. tak jak piszesz, na krotkie one off nie ma sensu, ale kiedy one off sie przeradza w stale to juz by wypadalo.

    z outsourcingiem, jak ze wszystkim innym, trzeba miec 2 i 3 dostawce w zanadrzu, albo brac od kazdego z nich „rownomiernie”. keidy jeden nawali, wtedy nie ma paniki, jak zapasowe kolo. przy okazji bedziemi mieli przetestowanych.

    a sam outsourcing, prawie wszystko jest nim. domy, meble, zywnosc, woda, internet itd. nawet to co robia ludzie obecnie, jest oparte na produktach innych firm. masz admina? net nawalil? ups. core? core!, ale lacza T1 nie podepniesz, bo za mala firma, i to tez nie gwarantuje nizego :)przykladow bez liku. Na czym pracujesz? mac ? pc ? jakie oprogramowanie ? kto jest producentem tych sprzetow (tak naprawde to chyba z tuzin firm tylko niewielka czesc nalezy do appla, czy kogo tam innego).

    jak sobie to uswiadomimy, outsourcing z twoim podejsciem przestaje miec takie znaczenie.

    w kwestii ludzi i ich dbania o firme/posadke, polecam posluchac garego vee, duzo rzeczy mozna sie od niego nauczyc. w jednym z jego przemow, mowil wlasnie o tym ze pracownicy nigdy nie beda tak dbali o firme jak my sami. duzo wiecej mowil tam, warte odnalezienia i przesluchania.

    przez moja krotka historie, bardzo malo znalazlem/poznalem osob, co dbaly o cos wiecej niz odbebnic swoje i wyplate, i przewaznie to byly pierwsze osoby na wylocie, ktore mamy w firmie tylko na pare lat. nie mowie o stanowiskach kierowniczych, bo z nimi mialem za malo doczynienia, ale wszystko ponizej, co tak naprawde sklada sie na wyrabianie przychodu firmie, wlasnie takei podejscie ma. od sprzedawcow, it, menagerow, po osoby na najnizszym „szczeblu”.

    Jak kto lubil co robi, albo jeszcze mial werwe, to dawal z siebie wszystko, albo przynajmniej wiecej, jak nie, to minimum jakie by mu to uszlo na sucho.

    roznica polega na tym, ze w przypadku wlasnych pracownikow, mamy ciut wieksza mozliwosc wplywania na nich, wiec pod dobrym przywodztwem mozna duzo. inaczej tez jest kiedy robimy cos nie tylko dla pieniedzy.

    wiec… jedyne co mozemy zrobic, to nauczyc sie plywac i byc wystarczajaco elastycznymi z dostosowaniem do zmian nim one nastapia. bo.. nikt, zupelnie nikt nie jest wstanie zrobic czegos wiecej sam, i zawsze bedzie outsourcing (poki jako ludzkosc dzialamy jako osobne komorki.)

    jak klaryfikacja potrzebna gdzies to daj znac, staralem sie jak moglem, a jak nie moglem to sie chociaz staralem 😉

    pozdrawiam

  2. Andrzej 24 października 2017 w 15:34- Odpowiedz

    Ja na to mówię: mają za dużo pieniędzy. Prawda jest taka, że wiele firm ma za dużo zleceń i rezygnują z podjęcia nowych. Mój znajomy jest dekarzem. Zadzwonili do niego z numeru, którego nie zna i podjechali rano autem pod dom. Błagali go o to, żeby wsiadł i jechał na budowę. Inny kolega deweloper ma busy, które „zbierają” pracowników po drodze bo inaczej nie miał by tych pracowników.

  3. Joanna 22 października 2017 w 18:50- Odpowiedz

    No właśnie.. Powinniśmy wszystkich doceniać

  4. Grzegorz 20 października 2017 w 20:37- Odpowiedz

    Panie Piotrze!!!
    To jest fakt,że nowych ludzi trzeba wszystkiego nauczyć w jaki sposób można zarabiać pieniądze.Ale nie tu jest problem pogrzebany,myślę żę problemem jest taki::
    1)że taki człowiek którego chcemy nauczyc zarabiać pieniądze,zazwyczaj nie chcę tego bo myśli tylko że chcemy go tylko wykorzystać,dlatego musimy takie osoby uczyć tego że pomaganie innym osobom ,to będzie im sie bardzo opłacac,bo dzięki temu mogą zarabiać bardzo duże pieniądze.
    2)taka osoba nie jest skora do nauki,bo chce tylko zarabiać pieniądze,a nie uczyć sie za darmo biznesu,dlatego taka osoba potrzebuje bardzo dużo czasu aby cokolwiek się nauczyc o zarabianiu prawdziwych pieniędzy,i nigdy nie wiadomo czy ta osoba bedzie mogła sobie z tym poradzic.
    3)trzecim problemem sa nasze media czyli radio prasa i telewizja które niszcza indiwidualność człowieka i to ,że tylko oni moga zarabiać pieniądze ,dlatego media są na usługach tych którzy najbardziej potrafią wszystkimi ludzmi na tej ziemi w bardzo wybredny sposób maniopulowac,a oni nie maja żadnych skrupułów ani wartości moralnych,dlatego teraz to jest widac co sie dzieje na swiecie.
    Moje pytania sa takie :
    -Jak w szybki sposób nauczyc kogos zarabiać pieniądze,kto nie ma o tym zielonego pojecia.
    -Jak mozna nauczyc dana osobe aby jak najmniejj kozystała z medialnego fałszu,a nauczyła sie samodzielne myślec.
    Ma bardzo wiele fajnych pomysłów ,ale brakuje mi tylko kąkretnej wiedzy.
    Czekam na odpowiedź.

  5. Magdalena Zielezińska 19 października 2017 w 10:28- Odpowiedz

    Panie Michale odniosłam wrażenie, że odczówa Pan smutek Pan smutek po ostatnich wydarzeniach, które opisał Pan w mailu. Rozumiem, że natrafił Pan kilka razy na sytuację w której nie zaopiekowano się Pana potrzebami, począł Pan emocje w związku z tym, że potrzebuje Pan poczucia jasności i klarowności w relacjach biznesowych. W kilku przypadkach się z Panem nie zgadzam, np nie czuje się ani odpowiedzialna ani nie odpowiedzialna wyraz odpowiedzialność ciężko policzyć. Dzięki książkom Marshala Rosenberga zaczęłam też inaczej postrzegać ludzi i nie oceniać ani siebie ani ich w ten sposób. Mówić o potrzebach. Wiem, że tym tekstem nie rozwiąże problemu, ani tego, że takie zachowania się zdarzają. Przykro mi się zrobiło widząc nagłówek jak postępować z ludźmi nieodpowiedzialnymi, czyli ze wszystkimi. W pierwszej chwili pomyślałam czy tu chodzi o mnie? Szybko się zorientowałam, że użył Pan tego zwrotu w związku z niezaspokojonymi potrzebami. Polecam przeczytanie książki Marshala Rsenberga Mam wrażenie,że wtedy zauważy Pan powody pod zachowaniami,o których Pan mówił i łatwiej będzie zmienić strategię.

    Podobała mi się w tekście natomiast rada o outsorsowaniu czynności , które Nas nie bolą. Utwierdziłam się w przekonaniu , ze dobrze, że sama sprzedaje i promuje produkty spółdzielni.

    Życzę jeszcze większych sukcesów w pracy! Dziękuje, że Pan pisze!

    Pozdrawiam serdecznie

    Magdalena

  6. Mariusz Orzelski 19 października 2017 w 08:06- Odpowiedz

    A może problemy i rozw. są takie?
    1. Brak kompetencji i talentów na rynku, zwłaszcza stosunkowo dojrzałych ale nie „overqualified”. Brak dobrych fachowców średniej półki.
    2. Pokolenia młode ceniące inne wartości. Ale też starsze obecne na rynku pracy. Wymagają współpracy.
    3. Młode firmy być może nie wiedzą co to obsługa klienta, podobnie firmy inżynierskie w nowych technologiach, które mają sporo zleceń. Co jest ekstremalnie frustrujące.
    4. Może podział pracownik-f.zewnętrzna zaczyna się zacierać. Liczy się prawdziwe zaangażowanie
    5. Firmy młode robią super-marketing, overpromise i nie wiedzą jak to dowieźć w dynamicznej rzeczywistości. Uczą się.
    6. Rzeczywistość biznesowa robi się dynamiczna i występują gwałtowne skoki w liczbie zleceń.
    7. Może magia zaczyna się od stworzenia pętli uczenia się z pracowników i zewnętrznych super-ekspertów. Zaangażowanych! Wiedza z outsourcingu też jest taka że nadzór i monitoring usług musi być w firmie rozwinięty, oraz dalsze strategizowanie tych usług.
    Dzięki za prowokujący wpis :).

  7. Maciej 18 października 2017 w 21:15- Odpowiedz

    Stwierdzenie trafione w 100% bo cały czas zajmuję się walką z niewykonywaniem zadań przez ostatie 5 lat. Ostatnie pol roku jest wyjątkowo intensywne…
    ALE…
    Jeśli chodzi o Twoje „rozwiązanie” – metode – to niestety nieprzydatna.(dla mnie nic nie wnosi)
    O ile nie masz bardzo dużej firmy i jeszcze większego budżetu to większość strategicznych rzeczy będziesz zlecał i musisz (chcąc nie chcąc) liczyć na podwykonawców.
    Moją podstawową metodą na takie problemy jest dobieranie podwykonawców pod względem wielkości pozostałych jego klientów i rozmiaru firmy podwykonawczej – trzeba się starać być dużym klientem a najlepiej największym – najważniejszym.
    Kolejna to rozbijać zlecenie na jak najmniejsze – jeśli ktoś zawiedzie to do nadgonienia będzie jakieś małe proste zadanie a nie duży projekt.
    Jedym słowem zmniejszanie ryzyka. Trzeba mieć wtedy dużo pracowników – koordynatorów :/
    Jeśli macie jakąs lepszą metodę to z chęcią wysłucham.

    • Piotr Michalak 19 października 2017 w 14:55- Odpowiedz

      No i „licząc na podwykonawców” dużej firmy nie zbudujesz, właśnie w tym sęk. Tzn. wskazałem kierunek, w jakim trzeba iść. Jak najszybciej uwalniać się od podwykonawców i INTERNALIZOWAĆ know-how wewnątrz organizacji – to jest być albo nie być. Nie mówię, że masz wskoczyć na ten poziom teraz – ale wypadałoby tam zmierzać. O to mi chodziło 🙂

      • Maciej 19 października 2017 w 23:07- Odpowiedz

        No rozumiem, ale co jesli mamy produkty sezonowe – jak duża marża musi być wtedy na produktach, żeby utrzymać pracowników na pełen etat przez cały rok ? Ja nie widze w takiej sytuacji innej możliwości niż zlecanie do podwykonawców, którym idealnie wypełniam produkcję kiedy oni są poza sezonem…. Powiem więcej firma odeszła od własnej produkcji na rzecz podwykonawców…
        Oczywiście co innego jak sezonowośc nie występuje a ilość pracy jest naprawdę duża – ale czasem ograniczeniem jest rynek – i nigdy nie dojdziesz do tego etapu, żeby wszystko mieć „pod jednym dachem”.
        Co wtedy – „jak żyć”? 🙂

        • Wojciech 30 października 2017 w 01:32- Odpowiedz

          To zjawisko bardzo dobrze rozumiem. Pan Piotr zakłada że agresywnie zdobywa rynek. Rezygnuje z podwykonawców, zleceń przybywa, organizacja się rozrasta. A tu niestety może być tak że koszty poza sezonem są tak wysokie w stosunku do zysku w sezonie że całoroczny budżet nie zapniemy mając pracowników. Jeśli przestój to dwa do trzech miesięcy to jeszcze ok. Jeśli sezon to 4 do 6 miesięcy a reszta to przestój to wchodzimy w zupełnie inną perspektywę.
          Nie wiem w prawdzie jaki to sezon i jakie produkty, ale może zmieniać oferowane produkty w zależności od sezonu np. choinki na Boże Narodzenie, zajączki i Baranki na Wielkanoc, znicze na Wszystkich Świętych, latem kremy do opalania, latawce i latające lampiony … to tylko przykład np. w przypadku sprzedaży. Co do produkcji … też można sezonować. Oczywiście podstawą jest analiza ryzyka i potrzeby rynku. Ja osobiście uważam że posiadanie wszystkiego „pod jednym dachem” to nie do końca dobry pomysł. Nawet Apple zamawia elementy u dostawców.
          Co do liczenia na podwykonawców i budowania dużej firmy to bym polemizował z panem Piotrem. Co do zagadnienia jak to dobrze robić to zupełnie inny wątek. Większość korporacji uznaje że usługę wyrzuca na zewnątrz aby zejść z kosztów. A niby jak ma firma zewnętrzna to zrobić za mniejsze pieniądze ? Bo jest mniejsza ? Bo większa może jej nie zapłacić ? Takie sytuacje tworzą patologie.
          Jak ja potrzebuje spawacza raz na 15 zleceń to szkoda go utrzymywać. Koszt usługi jest do ustalenia i klient albo korzysta, albo sam organizuje zagadnienie. A to czy ja robię z wykorzystaniem jednej czy stu firm z różnych branż to akurat jest nie istotne. Usługa ma być solidna i na czas.

      • Magda 21 listopada 2017 w 20:32- Odpowiedz

        Na podwykonawcach nie ma szans na zrobienie dużej firmy.
        Odpowiedzialność w biznesie – własna i pracowników, ich szkolenia i odpowiednie motywowanie – nawet przez udziały czy premie.
        Szkolenia- biorąc pod uwagę specyfikę pokolenia X i Y, a także Z, które też wchodzi na rynek pracy.

        Budowanie szacunku dla klienta, odpowiedniej obsługi i współpracy z klientem, uczciwość firmowa – z tego trzeba szkolić małych przedsiębiorców.
        I z motywowania pracowników, którzy w takiej firmie będą chcieli pracować i ją rozwijać.
        Nauka, nauka, nauka…
        Zbudowanie dobrego zespołu to podstawa.
        Odpowiedzialnego zespołu.

  8. Bogusław 18 października 2017 w 21:03- Odpowiedz

    Tak, najważniejsze elementy biznesu należy powierzać pracownikom za pieniądze, a dodatkowo nawet za opcje na udziały.

  9. Robert 18 października 2017 w 18:32- Odpowiedz

    Tak właśnie jest jak piszesz . Można jeszcze zamiast zatrudniać pracowników wejść w spółkę z podwykonawcą i wspólnie brać odpowiedzialność za projekt .

  10. Magda 18 października 2017 w 17:54- Odpowiedz

    Wydaje mi się, że odpowiedzialność lub jej brak, czy to w firmie własnej, czy zewnętrznej jest podstawowym krokiem do sukcesu.
    I do rozwinięcia firmy z np. jednoosobowej do np. 100 osobowej.

  11. Wojciech 18 października 2017 w 17:52- Odpowiedz

    Witam.
    Muszę z przykrością przyznać że moja opinia o Pana umiejętnościach gwałtownie spadła. Nie mogę się zgodzić przedstawionymi tu wnioskami i analizami. W firmie pracownik robi jak się to niektórym wydaje „za darmo”. Jak to rozumieć ? I tak już mu płacimy więc jak się zajmie to nie wygeneruje dodatkowych kosztów a z pewnością nie duże (może jakaś premia). Firma zewnętrzna czy freelancer na pewno będzie kosztował, czym lepszy fachowiec tym więcej. I tu powstaje nie zauważony przez Pana problem. Pracownik musi zrobić co mu się każe i może go to nawet zainteresować (jak to zrobisz dostaniesz premię). Firma nie musi. Dla tego w procesie negocjacji najważniejszy jest właściwy bilans energetyczny (jak w przyrodzie) czyli minimum wysiłku maksimum efektu. I jeśli w czasie negocjacji okazuje się że czas poświęcony na przygotowanie projektu nam się nie zwróci to nie ma co mówić o traceniu czasu. Jeśli klient nie chce ustalić warunków rozliczania to nie ma pola do dyskusji. Przykład: Firma P-corp-Michalak przychodzi z zagadnieniem reklamowym. Firma moja-firma słuch klienta i mówi. rozwiązanie A za 1000PLN rozwiązanie B za 2000PLN rozwiązanie C (dal wymagających) za 10000PLN (liczy są umowne). No i P-corp-Michalak myśli tak „chce zapłacić pół za A, a dostać C z dodatkami”. Czasem ten proces jest nawet nieświadomy. I zaczyna negocjować projekt A narzekać o zbicie ceny do połowy, bo to nie tak, bo tamto nie do końca tak itd. Następnym krokiem jest sugerowanie „fajnie było by aby było jeszcze to, no najlepiej tamto, a bez tego to nie ma co nawet myśleć” – tu negocjujemy zagadnienia czy jakość produktu C. Ja w takich sytuacja raczej mówię tak: OK, oferta jest nie standardowa Ty drogi kliencie jesteś wyjątkowy i mam dla Ciebie ofertę wyjątkową. Płacisz za opracowanie projektu 200PLN (cena jest w stosunku do poprzednich przykładów) za 1h i potem prototyp. Ja realizuje projekt od ręki, a klient może, bo ma święte prawo „wydziwiać” ( o przepraszam – widzieć nowe możliwości) ile razy chce. Jeden klient zrezygnował po dwóch latach. Ten fragment wiedzy przekazuję Panu za darmo – to mój prezent z okazji … dzisiejszego spotkania TB.
    Jak widać nie wie Pan że sztuka polega na takiej współpracy, aby dla dostawców (firm outsource’ingowych) nasz biznes był tak samo ważny jak dla nas. Jak to zrobić i jeszcze parę elementów dookoła chętnie wyjaśnię, ale nie w tym wystąpieniu.
    Pracownicy natomiast i szczególnie w Polsce nie wiążą wzrost firmy ze wzrostem własnego uposażenia czy umiejętności. Dodatkowo nakłada się na to coraz częściej obecny brak odpowiedzialności i strach przed nią. Ktoś może być genialnym fachowcem i kompletnie nieodpowiedzialny. Na to też jest lekarstwo (oczywiście na tutaj).
    Zatem szkoda tej analizy, bo miałem wyższe mniemanie o Pana doświadczeniu czy umiejętnościach.
    Pozdrawiam serdecznie życząc dobrych doświadczeń z dostawcami.
    Wojciech Karwowski
    PS. Do odpisania skłonił mnie artykuł wysłany na maila.

    • Piotr Michalak 19 października 2017 w 14:58- Odpowiedz

      Panie Wojtku, dwukrotnie podkreśla Pan aspekt swojej opinii o moich umiejętnościach; tak jakby 1) zależało mi na tej opinii, 2) moje umiejętności można było ocenić na podstawie autorskich przemyśleń o etyce pracy 🙂 Pomijając tę kwestię i przechodząc do rzeczy słusznie zwraca Pan uwagę na drugą stronę medalu, tzn. pracę podwykonawców z niezorganizowanymi i manipulacyjnymi klientami. Z Pańskiej perspektywy mój artykuł faktycznie mógł powodować obrazę majestatu, gdyż Pan się spotyka z takiej samej wagi problemami, ale z drugiej strony – i ja to rozumiem – też byłem po Pańskiej stronie barykady kiedyś. Pańskie uwagi zasługują na kolejny artykuł, ewidentnie, skierowany właśnie do firm usługowych (lub produkujących na zamówienie).

      • Wojciech 30 października 2017 w 01:03- Odpowiedz

        Aspekt mojej opinii podkreślam w wyniku mojego rozczarowania, a a dwukrotnie ze względu na głębokość tego rozczarowania. Nie mnie oceniać Pańskie umiejętności, ale świadczą o nich artykuły. Niestety dla mnie jest to trochę jak z mediami, tzn. nie piszą o faktach tylko o tematach chwytliwych. Ile razy słychać (można przeczytać) o gwałtach, rozbojach czy nadużyciach ? A ile razy o pozytywnych zdarzeniach, ratowaniu przed przemocą, pomoc w trudnej sytuacji, obrona przed nieuczciwymi ludźmi czy organizacjami. Podobnie Pana artykuły mają za zadanie albo specjalnie spowodować zainteresowanie celem uzyskania lepszego zainteresowania, a co za tym idzie zarobienia na ludzkiej ciekawości lub … pokazują brak widzenia tematu szerzej. Niestety ta sama budowla oglądana z zewnątrz jak i od środka wygląda zupełnie inaczej, choć to cały czas tam sama budowla. Temat zależy od punktu widzenia (perspektywy z jakiej patrzymy i analizujemy) i co ciekawe perspektywy na siebie oddziałują i częściowo przenikają. Nie branie pod uwagę wysokości jako trzeciego wymiaru tylko dla tego że nie potrafimy w bezpośredni sposób latać jest zwyczajnie nie poważne. Pana artykuł porusza tylko bardzo wąski aspekt i dla tego twierdze że jest spowodowany jak już pisałem jednym z dwóch powodów.
        Co do „obrazy majestatu” to nie nastąpiła. Nie mniej jednak pragnę poinformować że świadczę usługi (pracuje) zarówno po jednej i po drugiej stronie barykady (jak Pan to stwierdził). Znam temat zarówno ze strony korporacji, dużej firmy, średniej firmy jak i jednoosobowej firmy. Jak ktoś nie chce robić przysługi dobrze lub za małe pieniądze dobrze to i za wielkie będzie robił byle jak. Bo kto jest wierny w rzeczach małych, będzie wierny w wielkich … itd czy jakoś tak.
        Pytania:
        Czy artykuł ma spowodować zainteresowanie i pieniądze ?
        Czy ma być dzieleniem się doświadczeniem i przemyśleniami z innymi ?
        No i na koniec – proszę pamiętać że ani ja, ani Pan nie jesteśmy Bogiem. Z tym się łatwiej żyje. No i można za dać sobie pytanie czy jeśli mam problem z procesem core-buzinessowym to czy jest taka wola Stwórcy ? Bo jeśli tak to oddanie wykonania jej w czyjeś ręce nie będzie dramatem tylko kolejną RELACJĄ partnerską. A jeśli nie (nie jest to wola Stwórcy) to szkoda zaniedbywać rodzinę, przyjaciół znajomych itd. Cóż mamy czego byśmy nie otrzymali.

  12. Michał 18 października 2017 w 16:36- Odpowiedz

    Piotrze,

    bardzo ciekawy wpis! Dziękuję! Mam parę uwag jednak i pozwolę sobie nieco polemizować 🙂 (napiszę z mojej perspektywy jako freelancera).

    „Stąd pracownik angażuje się w firmę, agencja i freelancer – nie. Na celowniku mają swój własny zysk. To psychologicznie utrudnia im wzięcie na siebie odpowiedzialności i dowożenie rezultatów. Tymczasem życie pracownika zależy od firmy, w której pracuje. Firma jest jego jedynym lub głównym chlebodawcą. Naturalnie będzie mu bardziej zależeć. Jest już związany, mamy z nim mocniejszą relację i więź.”

    I tak i nie. Często tak jest, że patrzy się na własny zysk…(niestety), ale to zależy, jakimi zasadami kieruje się freelancer/agencja/wykonawca, któremu coś delegujesz. Trudno to oczywiście ocenić na pierwszy rzut oka(w ogóle trudno), choć można nauczyć się jak to rozpoznać po sposobie działania freelancera (o tym dalej). Ja osobiście wychodzę z założenia, że dobrze i sumiennie wykonane zlecenie i 100% zaangażowanie (tj. mam na celu dobro mojego Klienta. Tj. staram się traktować go tak, jakby to była moja firma, rozumiem, że jemu jest potrzebna ta usługa i nie chce dostać jej „po taniości”) jest miarą rzetelności, profesjonalizmu i etycznego podejścia do sprawy i to się po prostu opłaca (nie chodzi tu o kasę). W końcu dostaję wynagrodzenie nie tylko za to, że coś zrobiłem, ale to coś ma komuś DOBRZE służyć. Pomijam już tu kwestię opinii i złego pr-u za „skiepszczone” zlecenie. Jestem w stanie zrezygnować z wynagrodzenia, jeśli Klient stwierdziłby, że zrobiłem „bubel”. Oczywiście, nie pracuję za darmo, ale chodzi tu o etyczne podejście do sprawy i oferowanej usługi. Zmierzam do tego, że 1) jeśli wykonawca jest pewien swojej pracy i oferty, którą dla Ciebie realizuje 2) jest w stanie pokazać Ci, że można mu zaufać (tj. będzie Cię np. dopytywał o szczegóły, utrzyma z Tobą kontakt niezależnie od liczby zgłoszeń, słowem „nie oleje Cię”, nie zawali terminu, pokaże Ci, że dokłada dobrze przygotowany klocek, a właściwie cały segment do Twojej układanki itd. itd.), to można oddelegować mu ważniejsze zadania (powinieneś mieć jednak z nim relację przez pewien czas, a to się buduje i przesiewa słabych wykonawców). OK, pewnie powiesz, ale i tak istnieje ryzyko. Pewnie-tylko rzetelny freelancer uprzedzi Cię przed ew. zagrożeniami.

    „Należy zatem – rozważając delegowanie – zastanowić się, czy proces sprawiający nam trudność jest „core-businessowy”. Czy od niego zależy być, czy nie być naszej organizacji.”

    Jeśli do tego zmierzał cały wpis, to tu się z Tobą w 100% zgadzam, bo core biznesu nie może być w cudzych rękach. Nawet jeśli jest ekspertem w dziedzinie (może mieć nawet większe doświadczenie niż Ty), ewentualna wtopa i tak dotknie najbardziej Ciebie.

    Wszystkiego dobrego!

    • Piotr Michalak 19 października 2017 w 14:59- Odpowiedz

      Zgadza się. Istnieje gatunek freelancerów czy podwykonawców realnie zaangażowanych i też takie firmy znam. Dziękuję za zwrócenie uwagi na fakt, iż wypadałoby nie stawiać wszystkiego w czarno białym świetle, jak uczyniłem w swoim artykule.

Zostaw komentarz