Jak osiągnąć wymarzone życie?

Strona główna/Misja i wizja, Rozwój osobisty/Jak osiągnąć wymarzone życie?
  • Jak Osiągnąć Wymarzone Cele

Jak osiągnąć wymarzone życie

Jak odnaleźć swój sens życia, osobistą misję i powołanie, aby osiągnąć spełnienie i z nich się utrzymywać? Zacznij od zaprojektowania swojego wymarzonego życia…

Jeśli podoba Ci się to nagranie, poleć naszą stronę znajomym. Dziękuję!

Pobierz PDF

Witaj!

Z tej strony Piotr Michalak. Witam w wideo: Jak osiągnąć wymarzone życie.

Szybkie przypomnienie:

W pierwszym nagraniu wideo zobaczyłem inspirującą historię Jana, który jest archetypem każdego z nas. Usłyszałeś jak może wyglądać życie człowieka, który zdecydował się robić w życiu to czego oczekiwali od niego inni. Zobaczyłeś jak może wyglądać życie człowieka, który posłuchał głosu serca i realizował w życiu swoją osobistą misję.

W drugim nagraniu zobaczyłeś jakie siedem elementów trzeba połączyć, aby móc skutecznie realizować swoją osobistą misję i zarabiać na niej. To omówiliśmy na przykładzie Steve’a Jobsa.

Zobaczyłeś też ilustrację ósmego elementu – dyscypliny, która jest ceną, a może raczej inwestycją w realizację misji.

Aniołowie biznesu i venture capital

Pojawiło się mniej więcej po sto komentarzy pod każdym z tych nagrań. Pojawiło się bardzo dużo pytań. Na trzy z nich dam radę tutaj odpowiedzieć:

palaniorka napisała:

Co jeśli biznes, który chciałabym rozkręcić wymaga na starcie nieco większych nakładów niż kilka tysięcy złotych (a nawet większych niż kilkanaście tysięcy?). Powiedzmy, że jestem na etacie. Zarabiam tysiąc złotych. Chyba nie będę zapożyczać się w banku. Ryzykować potem spłacanie kredytu przez 30 lat. A więc skąd brać pieniądze na inwestycje, jeżeli nasz pomysł, nasza misja jest po prostu kosztowna.

Są tutaj dwie drogi:

pierwsza organiczna,

druga skokowa.

Nie ma złotej recepty. Trzeba wybrać jedną z tych metod. Moja rada jest taka, żeby wybrać tę, którą podpowiada Ci właśnie głos serca. Jeżeli boisz się, że to nie wypali to nie bierz tej ryzykownej opcji, tylko tę mniej ryzykowną.

Organiczna droga jest mniej ryzykowna.

Radzę w takim wypadku zacząć od jednak jakiegoś mniejszego pomysłu na początek. Założyć sobie, że zbierzemy pieniądze na ten większy pomysł. Jest to ścieżka bezpieczniejsza i pewniejsza. Nauczysz się tego na własnym doświadczeniu. Z czym to się je? Na czym to polega? Dlaczego? Bo jeśli pracujesz dzisiaj na etacie za 1000zł to nie masz doświadczenia biznesowego. Nigdy nie zarządzałeś 200 000 złotych. Nie wiesz jeszcze, jakie pokusy czekają na Ciebie, gdy wpadnie Ci w ręce 200 000 złotych. Nie potrafisz ich sobie nawet wyobrazić. Nie wiesz jeszcze jak to będzie. Nie wiesz jakie procedury i systemy trzeba wdrożyć, aby efektywnie zabudżetować takie pieniądze i gospodarować nimi. Nie wiesz jeszcze czego nie wiesz. W tej sytuacji jest wiele osób, które chciałyby od razu wystartować na tę półkę wartą kilkaset tysięcy złotych czy milion złotych, a zaczynają od zera. To nie jest takie proste. Najpierw musimy dojrzeć do tego. Wzrosnąć do tego. Więc to jest moja rada, jeśli właśnie na razie pracujesz na etacie. Nie masz jeszcze doświadczenia w biznesie to wskoczenie od razu na taki pułap może się zakończyć dezintegracją.

Natomiast druga metoda skokowa polega na tym, że to co jest od banku mniej ryzykowne to inwestor.

Są różne rodzaje inwestorów.

Takie dwa najbardziej ogólne to jest anioł biznesu, czyli inwestor indywidualny. To jest jakaś osoba, która odniosła sukces w biznesie. Ma oszczędności. Inwestuje w start-upy.

Albo fundusz venture capital.

To może być prostsze. Po prostu trzeba znaleźć jakiegoś znajomego biznesmena, który w Ciebie zainwestuje, który nie jest profesjonalnym aniołem biznesu ani profesjonalnym funduszem venture capital. Tutaj może być prościej się dogadać. Aniołowie biznesu i fundusze venture capital mają swoje rozbudowane procedury. Są bardzo wymagający. Spotykają się z bardzo wieloma osobami. Przebierają sobie spośród ofert ludzi takich jak Ty. Przekonanie ich może być trudne. Natomiast znajomy biznesmen może pójść z Tobą na układ. Może to być mniej sformalizowane. Może to być znacznie prostsze.

Bez względu na to, z kim się umówisz, osoba taka może wymagać zabezpieczenia finansowego w postaci weksla. Jest to popularne rozwiązanie przy aniołach biznesu i przy funduszach venture capital, ze względu na to, że Ty dla nich jesteś dużym ryzykiem. Oni powierzają Ci poważne środki i nie wiedzą czego się po Tobie spodziewać: czy Tobie nie odbije palma, jak zobaczysz 200 000 złotych? Czy Ty się wywiążesz ze swoich planów? Czy Ty masz jakieś konkretne umiejętności i faktycznie uda Ci się to zrobić? Oni tego nie wiedzą. Oni też muszą się zabezpieczyć. To wcale nie jest takie proste jakby się wydawało w praktyce.

Jeśli nie masz doświadczenia albo ujmującej siły przekonywania, to może być Ci ciężko ich przekonać. Natomiast może znasz kogoś czy może znajdziesz kogoś kto ma charyzmę i jest perswazyjny i zająłby się tym. Bo jeżeli w tej chwili pracujesz na etacie za 1000zł to prawdopodobnie będziesz mieć małą kartę przetargową, żeby przekonać doświadczonego anioła biznesu albo fundusz venture capital, aby w Ciebie zainwestowali. Nie znaczy to, że to nie jest możliwe, bo oni inwestują też w studentów, którzy w ogóle nie mają doświadczenia. Ale musisz mieć siłę przebicia. Musisz mieć perswazję i charyzmę. Poszukiwania mogą Ci zająć parę lat. To nie jest takie proste. Inwestorzy wcale nie są tacy chętni, aby dawać swoje pieniądze. Mówi się o tym, że jest dużo kapitału, ale w praktyce ci ludzie nie dorobiliby się tego kapitału gdyby nie byli ostrożni. Mi się wydaje, że prościej jest zarobić 100 000 zł, niż kogoś przekonać, aby w Ciebie zainwestował 100 000 zł. Naprawdę.

Pisanie książek

Bartek napisał (przechodzimy do drugiego pytania), że jego pasją jest pisanie. Ciężko jest zarabiać na książkach (przynajmniej przy nakładach 1 do 3000 egzemplarzy). Bartek nie chce się zajmować marketingiem czy tworzeniem jakichś innych produktów niż książki, bo to pisanie jest jego pasją, a nie tworzenie strategii marketingowych. W związku z czym nie wie, w którym kierunku podążyć, żeby żyć z tego pisania. Na czym radziłbym się skoncentrować. Jak zarabiać na pisaniu?

Jestem autorem dwóch książek i z własnego doświadczenia wiem, że na książkach trudno zarobić większe pieniądze. Większość tytułów sprzedaje się w nakładach po parę tysięcy egzemplarzy. Książki są dzisiaj pisane raczej nie po to, żeby na nich zarabiać. Są one raczej wehikułem wizerunkowym do promocji osoby i jej idei.

Np. stajesz się autorem, który wypromował na rynku jakąś ideę i dzięki temu możesz potem sprzedawać inne rzeczy.

A co się dobrze sprzedaje?

Dobrze sprzedają się książki już znanych osób. Albo o znanych osobach.

Jeżeli prezydent napisze książkę to kupi ją dużo osób. Jeżeli napiszemy książkę o prezydencie to kupi ją dużo osób.

Jeżeli natomiast Bartek (szerzej nikomu nieznany) napisze książkę – to musi mieć coś takiego, co sprawi, że ludzie ją kupią.

Jeżeli chcesz zarabiać na pisaniu – są dwie drogi:

  1. Albo napisz coś wybitnego, odkrywczego, wkładając w to parę lat ciężkiej pracy.

Tak jak przyjrzyj się np. książkom Stevena Coveya. To są dzieła. Epokowe tomy, w które on włożył setki czy może tysiące godzin i faktycznie to się sprzedało. Widać tam tę siłę.

  1. Jeżeli natomiast napiszesz jakąś małą książeczkę (chociaż to może być prostsze) no to właśnie trzeba się liczyć z tym, że to będzie po parę tysięcy egzemplarzy. To też jest strategia: można pisać bardzo dużo książek, z których każda się sprzeda po 2000 egzemplarzy. To jest metoda. Na każdej takiej książce zarobimy parę tysięcy czy kilka tysięcy złotych i tyle. I po prostu wypuszczamy tony takich książek. Nie wiem, czy wydawnictwa będą tym zainteresowane na dłuższą metę. Chyba, że założysz swoje wydawnictwo.

Myślę, że optymalną ścieżką jest szukanie metody na napisanie naprawdę wielkiego bestsellera. Trzeba włożyć w to bardzo dużo wysiłku i stworzyć książkę, która zapisze się na kartach historii w Twojej branży. Czy to będzie beletrystyka czy cokolwiek innego. Niech to będzie książka, która będzie wybitna. Takie książki nie tylko sprzedają się w dużej ilości egzemplarzy, ale również sprzedają się cały czas. Inne książki umierają po paru miesiącach od ich wypuszczenia.

Możesz też nastawić się na promocję samego siebie. Na to, że książka buduje Twój autorytet. Sprzeda się faktycznie parę tysięcy egzemplarzy. Dzięki temu zaistniejesz gdzieś na rynku w danej tematyce i zarabiaj potem na usługach albo na innych droższych produktach (bardziej zaawansowanych).

Zarabiaj na tym, że będziesz:

  • mówcą,
  • trenerem,
  • szkoleniowcem i

Pociecha jest dla Ciebie taka, że odkrycie osobistej misji może pomóc uczynić książkę wybitną. Dlaczego? Ponieważ posiadanie osobistej misji czyni Cię silnym myślicielem, liderem w danej dziedzinie.

Stajesz się wtedy reprezentantem pewnej unikalnej:

  • myśli,
  • idei,
  • wartości,

do której masz pełne przekonanie. Daje Ci to dużą siłę przebicia i pociąga za Tobą ludzi. Może to być też metoda (jeśli chcesz pójść w zasadzie obojętnie którą z tych ścieżek), bo zadziała ona i tutaj i tutaj. Podniesie sprzedaż każdej z tych książek.

W tym drugim przypadku podniesie sprzedaż również tych późniejszych usług i droższych produktów.

Gdy rodzina w Ciebie nie wierzy

Dla Michała natomiast, który zapytał:

Co jeśli rodzina w Ciebie nie wierzy? Pasja odkryta. Pozostałe elementy prawie dopasowane. Jak się przemóc, jeśli masz przeciwko tych, których kochasz? Rodzina w Ciebie nie wierzy.

Bardzo dużo ludzi jest w tej sytuacji. Ja również byłem w tej sytuacji. We mnie rodzina nie wierzyła, aczkolwiek teraz jest już troszkę inaczej. Rodziny nie wymienimy. Ale nie musimy się jej słuchać i radzić we wszystkim.

Rodzina stara się przede wszystkim o Twoje i o swoje bezpieczeństwo.

Więc musisz zrozumieć, że jest to motywacja emocjonalna oparta wyłącznie o strach. Rodzina po prostu się boi. Nie możesz pozwolić na to, żeby czyjś strach hamował Twoje dążenie do realizacji swoich marzeń. Do realizacji swojej pasji, swojej misji. Nie możesz pozwolić, żeby czyjś strach spowodował, że Twoje życie będzie przeciętne, będzie zmarnowane, że nic w życiu nie osiągniesz.

Rodzina w Ciebie uwierzy i to jest fakt dopiero kilka lat po tym, jak osiągniesz sukces.

Przestań szukać potwierdzenia u innych, bo nigdy go nie znajdziesz. Potwierdzenie znajduje się dopiero po osiągnięciu pewnego stopnia wielkości. Kiedy już masz dużo ludzi, którzy znają to, co robisz i chwalą Cię za to. Kiedy już masz fanów. Dopiero wtedy znajdziesz potwierdzenie. A do tego jeszcze długa droga. Ale nawet wtedy też będziesz mieć wielu krytyków. Też będziesz dostawać czasem joby skierowane w swoją stronę. I będziesz musiał nauczyć sobie z tym radzić. Więc najlepiej naucz sobie radzić z tym jeszcze w tej chwili.

To jest uniwersalna rada dla wszystkich, którzy chcą zrobić na tym świecie coś ponadprzeciętnego. Nigdy przenigdy wszystkich nie zadowolisz.

Nigdy też nie trafisz do każdej grupy docelowej. Pamiętaj!

Jest jeszcze taki efekt psychologiczny, że nawet jak uzyskasz sto pozytywnych komentarzy albo opinii to jeden negatywny komentarz wszystko może popsuć w Twojej głowie. Sam to wielokrotnie przerabiałem. Miałem 100 albo 1000 pozytywnych komentarzy pod nagraniem wideo albo dziesiątki pozytywnych opinii na temat szkolenia, ale ktoś jeden napisał coś tak bardzo przykrego, że miałem wrażenie, że wszystko jest do niczego. Wszyscy ludzie licznych osiągnięć mierzyli się z brakiem wiary otoczenia. To trzeba zrozumieć. Że nikt nie chciał w nich zainwestować. Nikt nie chciał kupić ich pomysłu albo produktu. Czy to był Einstein, czy Steve Jobs. Czy ktokolwiek inny. Czy założyciel KFC, którego też dzisiaj będziemy omawiali. Ale oni szli w zaparte aż osiągnęli sukces. Dzwonili do 100 różnych osób. Szukali przez kilka lat swojego pierwszego inwestora czy pierwszego klienta. Oni sami w siebie musieli uwierzyć. I to jest właśnie moja kluczowa rada. Przesuń ośrodek autorytetu, którego się słuchasz z zewnątrz (czyli z innych ludzi) do swojego wnętrza. Przestań słuchać się innych. Zacznij słuchać się samego siebie. Zamiast słuchać się innych ludzi posłuchaj co mówi Ci Twoje serce. Słuchaj się tylko tego. Zacznij robić to, co jest słuszne. Twoje serce mówi Ci, co jest w Twoim życiu słuszne, sprawiedliwe i do czego należy dążyć. Słuchaj się swojego serca.

Jeżeli będziesz słuchał się w tych kwestiach tego, co mówią Ci inni ludzie, to zawsze sprowadzą Cię do najniższego wspólnego mianownika.

Oczywiście nie znaczy to, że nie masz przyjmować feedbacku. Feedback jest cenny. Dużo cennych rzeczy można wyłowić z tego, co radzą Ci inni ludzie. Słuchaj się przede wszystkim swojego serca. Wsparcie innych ludzi jest ważne, choć nigdy nie spełni Twoich oczekiwań. Ja miałem grupę mastermind, grupy wsparcia, mam mentora itd. i powiem Ci, że nigdy nie odnalazłem czegoś takiego, żeby inni tak mnie jakoś super wspierali, żebym był cały czas w skowronkach, cały czas zmotywowany i cały czas wspierany przez całe moje otoczenie. Ciężko jest osiągnąć coś takiego. Nie wiem, czy uda Ci się zbudować taki zespół Klakierów. Ludzie raczej zawsze mają wobec Ciebie jakieś zarzuty i jakieś dobre rzeczy, które mogą Ci powiedzieć. Musisz zacząć świadomie dobierać sobie znajomych.

Nawiązuj współpracę z ludźmi, którzy do czegoś dążą, a nie tylko unikają ryzyka ze strachu.

Współpracuj z ludźmi, którzy też mają jakieś marzenie. Też chcą realizować swoją pasję. Z ludźmi, którzy myślą tak jak Ty.

Bo Ci ludzie kierujący się w życiu:

  • strachem,
  • obawami,
  • bezpieczeństwem,

zawsze będą Cię krytykować. Bo oni nie rozumieją tego, co Ty chcesz osiągnąć. Twórz z takimi ludźmi grupy wsparcia. Grupy mastermind.

Spotykajcie się raz w tygodniu albo raz na dwa tygodnie. Rozmawiajcie. Dyskutujcie. Wymieniajcie się doświadczeniami. Radźcie się siebie nawzajem. Wspierajcie się nawzajem.

To jest metoda. A więc kluczem jest, żebyś przesunął ośrodek autorytetu z innych ludzi, z zewnątrz.

Abyś przestał szukać potwierdzenia u innych.

Uwierzył w swoją własną wartość, która jest nieskończona.

Bez względu na to co ktokolwiek Ci w życiu powiedział. Musisz uwierzyć w siebie. Jeżeli Ty w siebie nie uwierzysz to nikt w Ciebie nie uwierzy. Słuchaj się swojego serca. Co mówi Ci Twoje serce? Co powinieneś zrobić? Oczywiście w granicach wartości moralnych i etycznych.

Takie mam dla Was rady. Z racji czasu odpowiadam tylko na 3 komentarze, aby nie wyszło z tego godzinne wideo. Na pozostałe pytania odpowiem już na szkoleniu.

3 drogi

A teraz przejdziemy do tego: Jak osiągnąć wymarzone życie?

Jest taka książka Simona Sineka zatytułowana The Why. Opisuje on tam seminarium Zebranie Tytanów, na które był zaproszony. Było to seminarium, na które zostali zaproszeni przedsiębiorcy odnoszący sukcesy. Simon Sinek spodziewał się, że będzie to kolejne takie zwykłe seminarium biznesowe, gdzie ludzie będą się przechwalali swoimi sukcesami. Będą tylko myśleli o tym, jak zarabiać więcej pieniędzy. Okazało się, że było to znacznie głębsze seminarium, gdzie zadano wiele głębokich pytań. Było dużo poruszenia. Między innymi zadano takie pytania:

Kto z Was osiągnął swoje cele finansowe?

Wtedy 80% ludzi podniosło ręce, że tak – osiągnęli swoje cele finansowe. Wielu z tych ludzi mogłoby już nie pracować. To byli milionerzy i multimilionerzy. Zadano im też pytanie:

Kto z Was czuje, że osiągnął sukces?

80% z tych ludzi opuściło ręce. To ciekawe. Ludzie spełnili swoje cele finansowe. Osiągnęli niezależność, ale gdzieś po drodze coś zatracili. Simon Sinek właśnie argumentuje, że Ci ludzie zatracili po drodze właśnie to COŚ. Że kiedy biznes się rozwijał oni wspominali, że na początku mieli jakąś misję, mieli jakieś pragnienie. Natomiast potem skupili się na kasie. Skupili się na systemach, na liczbach, wynikach. Zarobili duże pieniądze i zbudowali sobie klatkę. Zbudowali sobie złotą klatkę. Zbudowali sobie korporację i zatracili misję. Prowadzą teraz firmę, której jedynym celem jest realizować zysk. Firmę, która nie ma żadnych wartości. Są przez to nieszczęśliwi. Jeżeli chcesz osiągnąć wymarzone życie to masz 3 drogi:

1. Po pierwsze, możesz żyć przeciętnie, licząc na to, że rząd się Tobą zaopiekuje, albo że wygrasz w totolotka. To jest podejście pasywne.

2. Druga droga to jest, że możesz postawić sobie cele finansowe i iść za wszelką cenę do celu nawet jeśli będzie to niezgodne z Tobą. Natomiast jest ryzyko, że skończysz jak ci ludzie, którzy spełnili swoje cele finansowe, ale nie czuli się z tym szczęśliwi. Żałowali, że po drodze COŚ stracili.

3. Albo trzecia metoda – możesz odnaleźć swoją osobistą misję i realizować ją w sposób mądry i roztropny. Tą metodą osiągniesz też cele finansowe. Ale nie zatracisz samego siebie.

Wybór należy do Ciebie.

5 kroków

Podejmij teraz decyzję. Jeśli chcesz iść drogą pierwszą albo drugą – możesz już wyłączyć to nagranie. Dziękuję Ci bardzo za Twój czas. Natomiast jeśli chcesz iść drogą trzecią – oglądaj dalej. Przedstawiam Ci 5 kroków, aby pójść trzecią drogą, czyli drogą realizacji swojej osobistej misji. Realizowanej w sposób mądry i roztropny.

1. Po pierwsze musisz zrozumieć od strony naukowej dlaczego to działa w praktyce? Żeby w to w ogóle uwierzyć, że to jest możliwe. Bo na razie ja Ci tylko powiedziałem, że możesz realizować swoją misję i że w ten sposób też można zarabiać, żyć, utrzymywać się, osiągać jakieś cele. Teraz pokażę Ci dlaczego to w ogóle działa. Jest bardzo fajne uzasadnienie.

2. Drugi krok – powinieneś poznać dowody i historie ludzi na to, że to naprawdę działa. Co z tego, że udowodnię Ci to od strony teoretycznej, naukowej, jeżeli jeszcze nie masz podparcia praktycznego.

3. Trzeci krok – powinieneś stworzyć wizję jak powinno wyglądać Twoje idealne życie. Po co ta wizja? Ponieważ jeżeli nie wiesz, co chcesz osiągnąć to tego prawdopodobnie nie osiągniesz. Jeżeli chcemy zbudować dom to najpierw trzeba wykonać jego projekt.

Jeżeli chcemy zbudować idealne życie, to też najpierw musimy wykonać jego projekt.

4. Czwarty krok – powinieneś przemyśleć swoje wartości i doświadczenia, aby odkryć własną, osobistą misję.

5. Piąty krok – ułożyć plan działania i skutecznej realizacji.

Dzisiaj zajmiemy się trzema pierwszymi sprawami.

Kora mózgowa i układ limbiczny

Odpowiem teraz na pytanie:

Dlaczego ludzie z misją osiągają sukcesy?

Może się to wydawać nieprawdopodobne. Może się to wydawać zbyt idealistyczne. Natomiast osiągają sukcesy. Mogą przynajmniej osiągać sukcesy, bo pewnie nie wszyscy osiągają – z powodów biologicznych. Ponieważ nasz mózg zbudowany jest m. in. z takich dwóch ośrodków:

  • z kory mózgowej
  • i z układu limbicznego

To nawet nie są już powody psychologiczne tylko biologiczne.

Kora mózgowa jest odpowiedzialna za racjonalne myślenie. Posługuje się logiką i ludzkim językiem.

Układ limbiczny jest odpowiedzialny za pragnienia i za decyzje. Posługuje się emocjami i intuicją. Do układu limbicznego nie przemawiają zwykłe, racjonalne słowa ani racjonalne argumenty. Do układu limbicznego przemawiają

  • emocje,
  • wartości,
  • idee.

W układzie limbicznym przede wszystkim zapadają decyzje.

Natomiast kora mózgowa jest bardziej policjantem, który pilnuje, aby układ limbiczny nie zrobił czegoś głupiego. To jest taki nasz gadzi mózg. Nasz instynkt w pewnym sensie. Nasz ośrodek, który jest – można powiedzieć – naszym sercem. Albo naszą intuicją.

Decyzje najpierw rodzą się w sferze emocjonalnej.

Najpierw czegoś chcemy albo nie chcemy. Chcenie samo w sobie jest już emocją. Możemy czegoś chcieć, bo się czegoś obawiamy. Wtedy mówimy o unikaniu. Obawa już jest emocją. Albo możemy czegoś pragnąć, dążyć do tego i to też jest emocja. I to też jest w układzie limbicznym. Chcenie, pragnienie jest emocją. Później ta nasza część racjonalna albo podpiera tę decyzję faktami, albo ją blokuje. Jest swego rodzaju policjantem.

Natomiast kora mózgowa – część racjonalna – nie rodzi emocji, nie rodzi pragnień. Ona je jedynie analizuje. Dopuszcza albo wygasza.

Zjawisko niekierowania się emocjami jest zaburzeniem układu limbicznego i nazywa się autyzm.

Mówię o tym dlatego, bo wielu ludzi czuje obiekcje wobec tego, że mielibyśmy podejmować decyzje w tym układzie. W układzie, gdzie mamy emocje, intuicję i pragnienia. To jest fakt.

***

Motywacja. Najgłębsze źródło motywacji jest w naszym sercu. Mówi się o czymś takim jak pragnienia serca. Podążamy za liderami, bo czujemy ich wizję i wierzymy w to, co oni. To jest wszystko w sferze intuicji, emocji, pragnień i wartości. I tu właśnie wpasowuje się misja. Osobista misja. Ona jest właśnie w sferze układu limbicznego. Wniosek z tego jest następujący, że kupujemy w wizjonerskich firmach, albo nie kupujemy, gdy nie wierzymy w ich wizję. Albo nie kupujemy, gdy racjonalny umysł zablokuje tę decyzję, bo np. cena jest za wysoka.

Wielu ludzi kupuje w firmie Apple. Najwięcej warta firma komputerowa na świecie. A może w ogóle najwięcej warta firma na świecie.

Wielu jest również takich przywódców: Martin Luther King. On nie mówił w swoim słynnym przemówieniu, że:

Mam plan.

On mówił:

Mam marzenie. I had a dream. (ang. Miałem sen albo miałem marzenie).

I to właśnie marzenia pobudzają ludzi. Ludzie poszli za nim, ponieważ on przemówił do ich układu limbicznego. Ludzie kupują w firmie Apple za znacznie większe pieniądze niż kosztują zwykłe komputery, bo ta firma przemawia do układu limbicznego.

To samo Harley Davidson.

To samo Grycan – jeżeli ktoś wierzy w wysoką jakość to oni przemawiają takiemu człowiekowi do układu limbicznego.

To samo było z Margaret Thatcher.

Z Lechem Wałęsą.

Z Janem Pawłem II.

Czy z Ghandim. Ghandi nikogo racjonalnie nie przekonał. On po prostu robił rzeczy, które pobudzały emocje (jako autorytet moralny). I to samo robią właśnie inni najwięksi przywódcy. Tak samo firmy.

Dlatego właśnie ludzie z misją osiągają sukcesy. Ponieważ posiadanie silnych wartości, silnej misji sprawia, że ludzie idą za Tobą. Stajesz się przywódcą. Niezależnie od tego, co robisz, stajesz się liderem. I przemawiasz do układu limbicznego. Przemawiasz do tego ośrodka, gdzie rodzą się ludzkie pragnienia. Gdzie podejmowane są decyzje. Przemawiasz, bo mówisz na poziomie wartości. Na poziomie idei. A nie tylko na poziomie racjonalnych faktów.

To jest uzasadnienie naukowe.

Colonel Sanders

A teraz przedstawię przykłady, historie ludzi z misją, którym się udało:

Zacznę od przykładu amerykańskiego (dalej wszystkie będą polskie).

Jedną z takich osób jest Colonel Sanders.

Urodzony w 1890 r. w 4-pokojowej drewnianej budzie. Jego ojciec umarł, gdy Colonel miał 5 lat. Matka pracowała w fabryce konserw utrzymując czwórkę dzieci. Colonel więc musiał gotować dla rodziny. Wcześnie nauczył się gotować. Jako 12-latek wyleciał ze szkoły. W końcu ucieka z domu za zgodą matki, ponieważ bił go ojczym. W wieku 40 lat Sanders otwiera swoją restaurację. Wcześniej pracował na etacie. Robił różne rzeczy. W ciągu następnej dekady opracowuje swoje sekretne metody przygotowywania kurczaka. Restauracja zdobywa nagrody krytyków. Jest opisywana. Colonel około 60-tki kształtuje swój wizerunek. Wybiela brodę i wąsy. Nosi tylko białe garnitury. Gdy ma 65 lat jego restauracja upada z powodu wybudowanej nieopodal autostrady Interstage 75.

Jak widzisz przez 25 lat prowadził sobie spokojnie jedną restaurację. Ok. Biznes upadł. Przechodzi na emeryturę. I co dalej? Czy myślisz sobie, że przeszedł na emeryturę?

Oczywiście, że nie. Bierze swoją pierwszą emeryturę w wysokości 105 dolarów i zaczyna szukać franczyzobiorców, ponieważ wiedział, że odkrył w swoim życiu coś, co po prostu ma sens. Że nie może pozwolić na to, żeby ta jego recepta na kurczaki umarła. Legenda głosi, że musiał szukać bardzo długo kogoś, kto się w końcu zgodzi na współpracę z nim. Podobno obszedł wiele takich restauracji, pomimo późnego wieku. W ciągu roku przychody restauracji rosną 3-krotnie. Z czego 75% to wpływy z kurczaków. W 1964 roku sprzedaje udziały w firmie za 2 mln $. Jest już starym dziadkiem. Co teraz? Czy przechodzi na emeryturę? 2mln $ w tamtych czasach (rok 1964) to były potężne pieniądze. Pytanie: czy przechodzi na emeryturę?

Oczywiście, że nie. Przeprowadza się do Kanady i dalej rozbudowuje sieć. Obchodzi urodziny – swoje własne urodziny w restauracjach. Spotyka się z klientami. Buduje to. Odkrył swoją pasję. Odkrył swoją misję.

W 1970 roku zostaje ochrzczony. Wcześniej był co ciekawe masonem – więc niefajnie. Zaprzyjaźnił się z Billym Grahamem. To ostatnie 10 lat. Colonel nawrócił się. Zakłada organizacje charytatywne. Pracuje do końca życia. Nigdy nie przeszedł na emeryturę. Umiera w 1980 roku mając 90lat.

To jest przykład człowieka, który odkrył swoje powołanie. Nie robiłby tego. Nie musiał tego robić. Był bogatym człowiekiem. Mógł to rzucić w cholerę.

Co zresztą wielu przedsiębiorców dzisiaj robi. Dzisiaj bardzo popularne jest takie podejście, żeby zbudować firmę. Sprzedać ją za miliony dolarów, czy za miliony złotych i pójść się obijać na Bahamy. Ludzie, którzy w ten sposób myślą i w ten sposób robią to są ludzie, którzy nienawidzą swojej pracy. Gdyby kochali swoją firmę i swoją pracę to w życiu nie sprzedaliby jej. Albo sprzedaliby w niej udziały, żeby pozyskać finansowanie i dalej rozwijaliby ją.

Krzysztof Skrocki

Kolejnym przykładem jest Krzysztof Skrocki.

Obecnie prezes zarządu firmy Paker sp. z o. o. założonej w 1991 roku. Mój klient.

Krzysztof jako nastolatek jeździł na wycieczki górskie. W ten sposób złapał bakcyla. Został przewodnikiem w klubie górskim. Potem sam szkolił przewodników. Jeszcze nie robił tego zarobkowo. To było bardziej jako służba idei. Szerzenie idei chodzenia po górach. Szerzenie wycieczek. Wiele osób mogłoby zadać tutaj takie pytanie:

Jak się zarabia na górach? Co ja zrobię z taką pasją?

Otóż Krzysztof z kolegami odkryli problem. W tamtych czasach było dużo ofert turystycznych typu: Wyjazd nad morze. Natomiast nie było wyjazdów ambitniejszych. Skrzyknął się więc z kolegami, aby otworzyć biuro turystyki kwalifikowanej (czyli trochę więcej niż chodzenie po szlakach). Zaczęli się specjalizować również w wyjazdach na wschód: Kamczatka, Bajkał, Sajany. W tamtych latach tamte regiony zaczęły się otwierać bardziej na świat. Organizowali takie wycieczki. Ale w tamtych czasach nie było sklepów turystycznych. Były tylko tzw. sklepy sportowe. Więc chłopaki zaczęli przy okazji sprzedawać sprzęt.

W regionie, gdzie wysłali jedną z wycieczek, były walki partyzanckie. Krzysztof bardzo się martwił o wysłaną tam wycieczkę. Nic się na całe szczęście nie stało tym ludziom. Udało im się jakoś przemknąć i dostać do kraju. Krzysztof zadecydował, że odpuszczają sobie robienie tego typu imprez i wyjazdów. Zostawili turystykę wyjazdową. Skupili się na sklepach i na dystrybucji sprzętu. Krzysztof odnalazł swoją misję. Miał tutaj pasję. Dobudował do tego misję. Zorientował się na klienta. Zaczął popularyzować turystykę górską. W zasadzie o to mu zawsze chodziło. Wcześniej robił to nawet za darmo. Jest to dobre pytanie, jakie można sobie zadać szukając swojej misji:

Czy to jest coś co robiłbyś nawet, gdyby Ci za to nie płacili?

A nawet więcej:

Czy to jest coś, za co oddałbyś życie?

To też jest dobre pytanie.

Teraz starają się tylko mieć wysokiej jakości produkty. Świadczy to zresztą o ich misji. I dobry serwis. Nawet po gwarancji. Krzysztof zakłada, że nawet kiedy skończy się gwarancja na jakiś produkt dobrej jakości to oni i tak poczuwają się do naprawy. Doradzają i publikują poradniki. Robili także spotkania popularyzujące chodzenie po górach. Organizowali soboty wspinaczkowe. Mieli ściankę w sklepie. Przyjeżdżała telewizja. Filmowała to. Zadałem Krzysztofowi takie pytanie, bo już prowadzi to ponad 20 lat (w sumie chyba 22 lata):

Czy w ciągu tych 22 lat nie wypalił się zawodowo? Czy nie stracił tej pasji?

Krzysztof mi powiedział, że wiele firm upadło w tym czasie. Powstało wielu konkurentów sprzedających chińszczyznę. Było też wiele problemów i ciężkiej pracy nie zawsze związanej z górami. Tak zawsze jest. Nie zawsze to co będziemy robili będzie związane stricte tylko i wyłącznie z naszą pasją. Będziemy się też musieli zajmować księgowością. Podpisywaniem i sprawdzaniem umów. I innymi rzeczami, które niekoniecznie nas pasjonują.

Jak więc zachował pasję w długim terminie? Krzysztof podał dwie rzeczy:

Pierwsza to duchowość.

Poza tym pomogło mu (czym nie omieszkam się tutaj pochwalić, bo sam mnie tym mile zaskoczył) właśnie jedno z moich szkoleń, na którym był w 2012 roku pt. Nowy styl zarabiania. To szkolenie pokazało mu, żeby pomimo problemów nie dążyć tylko do przetrwania. Do tego, żeby z dnia na dzień próbować utrzymać tę firmę walcząc tylko z problemami, ale żeby faktycznie spojrzeć w górę, spojrzeć w gwiazdy i walczyć o swoją wizję. Na zakończenie podam (żeby Cię zainspirować), że misją firmy Paker jest:

Poprzez profesjonalne doradztwo w zakresie sprzętu turystycznego prowadzimy ludzi do wspaniałej przygody, przeżycia chwil, które na zawsze pozostają w pamięci. Pomagamy w realizacji życiowych pasji osobom lubiącym aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Chcemy propagować aktywny i zdrowy styl życia. To nasza misja i powołanie.

Rafał Chmielewski

Rafał Chmielewski to kolejny mój klient.

Jest prawnikiem.

Kiedy poznaliśmy się pracował w jednej z 5 największych korporacji audytorskich. Pracował w Warszawie. Zajmował się bodajże międzynarodowym prawem podatkowym. Został moim klientem. Szukał jakiegoś wyjścia z korporacji. Założył najpierw bloga o podwójnym opodatkowaniu dochodów w Anglii. Sprzedawał na ten temat e-booki. I dalej szukał. Dalej pracował. To nie przynosiło jeszcze odpowiednich dochodów. Po szkoleniu, które realizowałem pt. System produkcji pieniędzy (tu też nie omieszkam się pochwalić) otworzył bloga o marketingu dla kancelarii prawnych. Czyli dosyć egzotyczny temat. Rzucił pracę na etacie, bo tamto zaczęło przynosić większe pieniądze. Założył własny biznes o nazwie web.lex. Blog ten jest pod adresem:

e-marketingprawniczy.pl

Obecnie doradza. Jest konsultantem. Prowadzi szkolenia dla prawników. Świadczy usługi szkoleniowe. Stawia blogi dla kancelarii prawnych. Doradza jak prowadzić Facebooka, jak się jest kancelarią prawną itd. Dzisiaj jest wolnym człowiekiem. Robi to, co kocha. Pozwolę sobie zacytować Rafała, który napisał, że właśnie dzięki temu szkoleniu udało mu się wydostać z korporacji, gdzie zarabiał dużo pieniędzy, ale nie był szczęśliwy. I to jest myślę słowo klucz. Tak jak z tymi przedsiębiorcami, których przykład wcześniej podawałem. Oni zarabiali dużo pieniędzy, ale nie czuli się spełnieni. A można przecież mieć jedno i drugie. Można osiągnąć spełnienie i zarabiać pieniądze.

Jolanta Gajda

Kolejny przykład to Jolanta Gajda. Współpracowaliśmy razem już kilka lat temu. Pamiętam, że jak poznałem Jolę to pracowała wtedy na etacie jako asystentka zarządu.

Nie czuła się spełniona w tej pracy.

Pasjonowała się rozwojem dzieci. Napisała na ten temat nawet 3 książki:

  • ABC Mądrego Rodzica: Droga do Sukcesu.
  • ABC Mądrego Rodzica: Inteligencja Twojego Dziecka.
  • ABC Mądrego Rodzica: Skuteczna nauka ortografii.

Tutaj jest jeszcze czwarta książka o e-biznesie. Napisała też książkę o e-biznesie:

  • E-biznes jako sposób na sukces.

Kiedy poznałem Jolę, pracowała na etacie, ale już prowadziła taki serwis:

Superkid.pl

i (pamiętam) nasze pierwsze spotkanie dotyczyło tego, jak sprawić, żeby ten serwis zarabiał więcej, żeby można się z niego było utrzymać. Przez te kilka lat udało jej się ten serwis rozwinąć. Jola rzuciła pracę na etacie i zaczęła się utrzymywać już tylko i wyłącznie z tego serwisu. Zatrudnia już pracowników. Jest w 100% na swoim. Zrealizowała swoją prawdziwą pasję. Jest to możliwe nawet jeżeli Twoim jedynym zainteresowaniem są dzieci.

Norbert Klama

To będzie najbardziej egzotyczny z naszych przykładów. Czasem sposób realizacji misji bywa egzotyczny.

Norbert pracował kiedyś na etacie. Było to bodajże 5 lat temu. Pracował na kierowniczym stanowisku. W pewnym momencie zaczął szukać czegoś więcej. Zaangażował się w przeniesienie do Polski takiej międzynarodowej inicjatywy ewangelizacyjnej z Francji. Być może słyszałeś/słyszałaś o tej inicjatywie:

Jesus.net

W ten sposób powstał polski serwis:

SzukajacBoga.pl

Kiedy ten serwis został założony Norbert zaczął go jakoś reklamować. Okazało się, że z tego serwisu napływa setki zgłoszeń wymagających indywidualnego podejścia. Tam na zakończenie ludzie mogą wypełnić formularz, skontaktować się i prosić o jakieś dalsze wsparcie. Norbert myślał, że sam sobie z tym poradzi, że będzie po prostu odpisywał ludziom na maile. Okazało się, że tego były takie dzikie ilości, że nie dało się tego robić po godzinach. Nawet gdyby Norbert pracował nad tym na cały etat to nie obrobiłby tego. Zaczął szukać jakiegoś rozwiązania. Wiedział, że potrzebni są wolontariusze do tego i że on sam musi się w to zaangażować na pełen etat.

Pracował na etacie.

Ma żonę.

Ma dzieci.

I trzeba było całą tę rodzinę utrzymać.

Wiele osób miałoby tutaj niezłego pietra w tej sytuacji. Norbert długo rozważał. Bardzo dużo się modlił, czy rzucić pracę. I w pewnym momencie (to jest w ogóle niesamowita i śmieszna sytuacja) zgłosił się człowiek niewierzący, który postanowił zostać darczyńcą Norberta. Niewierzący. Postanowił zostać sponsorem – utrzymywać Norberta. Płacić mu pensję za to, żeby Norbert mógł realizować swoją misję. Niesamowita historia. Więc pomoc czasami spada z nieba. Norbert zbudował zespół kilkudziesięciu osób.

Obecnie cała ta grupa w Polsce to jest kilka serwisów, które prowadzą kursy biblijne, konferencje, jakieś szkolenia internetowe. Dzieje się tam wiele różnych rzeczy. Sam tego nie ogarniam, pomimo że jestem charytatywnie doradcą w tym projekcie. Projekt wydaje kilka tysięcy złotych miesięcznie na reklamę. Jest to całkiem niezła skala.

***

Inne przykłady. Przykładów jest dużo więcej. Mamy tutaj jeszcze ostatni rzut na te nazwiska:

  • Paweł Królak (Tolle.pl)
  • Andrzej Sobczyk (Glora24.pl)
  • Adam Bańkowski (Revitum SA)
  • Damian Redmer (Rozwojowiec.pl)
  • Steve Jobs (Apple)

Najważniejsze ćwiczenie w życiu

Teraz przejdźmy do najważniejszego ćwiczenia w życiu. To najważniejsze ćwiczenie da Ci pewne korzyści, ponieważ nie da się zbudować czegoś jeżeli nie wiesz co chcesz zbudować. Nie da się osiągnąć czegoś, jeżeli nie wiesz, co chcesz osiągnąć. Najpierw musimy zaprojektować Twoje lepsze jutro, abyś wiedział co chcesz osiągnąć i co chcesz zbudować. To zadanie jest następujące:

  • Opisz swoje wymarzone życie.
  • Ze szczegółami.
  • Gdzie mieszkasz?
  • Jak wygląda Twoje otoczenie?
  • Jak wygląda Twoja rodzina?
  • O której rano wstajesz?
  • Jak wygląda Twój poranek?
  • Jak wygląda potem Twoja praca?
  • Jak wygląda Twój wieczór?
  • Jak wygląda Twoje biuro?
  • Gdzie pracujesz?
  • O której idziesz spać?
  • Co jesz?

Odpowiedz na te wszystkie pytania ze szczegółami. I będzie konkurs. Mianowicie najbardziej inspirująca wizja, która pojawi się w komentarzach poniżej (nie musisz tego publikować, ale zachęcam do tego) opublikuj swoją wizję, aby zainspirować też innych. Najbardziej inspirująca wizja wygrywa darmowe uczestnictwo w programie Osobista misja.

Sam zrobiłem kiedyś to ćwiczenie. I zbudowałem sobie wymarzone życie. To ćwiczenie naprawdę działa. Gorąco zachęcam Cię, żebyś je wykonał. Wykonaj je koniecznie. Jeżeli chcesz wiedzieć, do czego w życiu dążysz, jak Twoje życie ma wyglądać. A kiedy Twoje życie stanie się wymarzone to będziesz dziękował za każdy dzień swojego życia. Będziesz miał znacznie więcej energii do tego, żeby realizować swoją osobistą misję.

Dziękuję Ci bardzo za uwagę. Czekam na Twoje komentarze. Z programem „Osobista misja” startujemy za kilka dni. Uruchamiamy zapisy. Wyślę Ci jeszcze w tej sprawie maila z zapowiedzią. Pozdrawiam. Mówił Piotr Michalak.

About the Author:

Od 2005 roku prowadzi przedsiębiorców do lepszej jakości życia. Pomaga podwoić dochody i podwoić liczbę godzin wolnego czasu poprzez organizację firmy i innowacje w modelu biznesowym. Założyciel Akademii Biznesu Piotra Michalaka. Przeczytaj więcej o historii Piotra.

57 komentarzy

  1. Krzysztof 12 kwietnia 2017 w 09:49 - Odpowiedz

    Apple jest malutki…

    2015: “Przed rokiem ranking otwierały trzy przedsiębiorstwa z Państwa Środka, a teraz na czele są już cztery – Industrial and Commercial Bank of China (ICBC), China Construction Bank, Agricultural Bank of China oraz Bank of China, który na czwartą lokatę przeskoczył z dziewiątej pozycji.
    Dopiero na piątym miejscu uplasował się Berkshire Hathaway, wehikuł inwestycyjny Warrena Buffeta”

  2. Tomasz 2 kwietnia 2017 w 20:31 - Odpowiedz

    To ćwiczenie z serii – opisz swój najlepszy sen w szczegółach chwilę po tym jak się obudzisz. Sztuka to zapamiętać dokładnie co się działo…dlatego piszę wieczorem – mając nadzieję, że moja podświadomość dopowie dalszą część tej opowieści już za chwilę….

    Poranne promienie słońca budzą naszą rodzinną gromadkę gdzieś w porcie nad brzegiem, któregoś z oceanów. W zasadzie nie ma znaczenia, jakie to dokładnie miejsce – bo i tak chcemy zwiedzić cały świat. Nasz dom to okręt trzymasztowy – napędzany jedynie siłą przyrody. Liczy się wolność! Jest poranek, strefa czasowa nie gra roli. Nie ma potrzeby liczyć czasu, śpieszyć się. Czas biegnie powoli, jest jak niczym nie zmącone morze. Śniadanie oczywiście na bazie lokalnych specjałów.
    Po porannych obowiązkach na pokładzie jak co dzień odpływamy w kierunku wschodzącego słońca. Płynąc z lekkim wiatrem możemy nacieszyć się widokiem delfinów, wielorybów i wspaniałych krajobrazów. Moja żona jest pierwszym oficerem, pilnuje gromadki szkrabów – marynarzy. Nasza wyprawa nie jest zaplanowana. Zostajemy tam gdzie chcemy i ile chcemy. Dziś opływamy Bajkał dookoła, juro Morze Śródziemne, pojutrze Ziemia Ognista, Ameryka Południowa…
    A co z pracą? Żona pisze bloga, udziela wywiadów przez internet lub na żywo przez telefon satelitarny. A ja co dziennie zaszywam się w mojej kajucie, aby wysłać kilka e-maili i sprawdzić jak rozwijają się moje interesy. Ważna jest wolność finansowa – koniec z wyścigiem szczurów ;))
    Dobranoc!

  3. Karol S. 26 marca 2017 w 23:46 - Odpowiedz

    Jestem w miejscu, w którym zawsze marzyłem by się znaleźć. Mam Bardzo silną relację z Bogiem, Taką samą jaką miał Jezus Chrystus. Niszczę dzieła diabła na każdym kroku. Ludzie za mną biegają, chcą się mnie dotknąć by poczuć moc Bożą i uwolnić się od chorób. Widzę wielkie cuda, wskrzeszam umarłych, głoszę ewangelię całemu światu. W radio, telewizji, gazetach, wszędzie jest głoszona ewangelia z mocą jak za czasów Chrystusa! Nauczam chrześcijan jak poruszać się w Duchu Świętym, Jestem świętym, nienagannym dzieckiem Bożym który każdą swoją zasługę powierza Bogu. Jestem wolny od nałogów, złych myśli, nie wynoszę się pychą, nieustannie myślę o słowie Bożym. Myślę jak słowo, mówię jak mówi słowo. Jestem nim całkowicie przepełniony. Tym zarabiam sobie na przeogromną nagrodę w niebie. Swoimi dokonaniami dorównuję św. Pawłowi Apostołowi. Ludzie nazywają mnie apostoł Karol.

    Każdego ranka, ok. 5.30 budzę się obok wspaniałej, pięknej żony która bardzo mnie wspiera w służbie. Po obudzeniu, robię poranne rytuały, i idę spędzić czas z Bogiem. minimum 1 godzinę. Następnie jem pyszne i zdrowe śniadanie, uczę się nowych rzeczy i wyruszam na podbój świata dla Chrystusa, niczym żołnierz na poligonie! Mieszkamy w pięknym domu z ogrodem. Przy nim krzątają się pracownicy, t.j ogrodnik który nie mógł znaleźć pracy, sprzątaczka która potrzebowała dodatkowej gotówki itp.
    Z żoną prowadzimy szkołę misyjną Ruach która wyposaża misjonarzy w wiedzę do zwiastowania Ewangelii i wiedzę biznesową. Pomagam również tysiącom biednych dzieci utrzymując je, finansując wyżywienie i edukację. Mamy czwórkę dzieci, dwóch chłopców i dwie dziewczynki, a ponadto dwójkę zaadoptowanych. Są z nami bardzo szczęśliwi.
    Osiągnąłem sukces finansowy, Zostałem rentierem. Nie muszę pracować, jednak to robię bo kocham swoją pracę. Mogę żyć na wysokim poziomie i pomagać innym nie odczuwając tego na własnym portfelu. Mogę poświęcić się całkowicie w służbę Bogu i głosić ewangelię. Moja firma jest znana i ceniona na całym świecie. Wyroby które produkuje są najlepszej jakości, marka podbiła rynek i jest wiodącym liderem w Polsce, Italii, Anglii, USA itp. Posiadam salony w każdym wielkim mieście na świecie. Zatrudniam tysiące ludzi zapewniając im przy tym godny status żucia. Nie wykorzystuje pracowników, ale nagradzam ich adekwatnie do ich pracy. Jestem miliarderem który nie jest przywiązany do swojego majątku i nie posiada w nim swojej ufności. Mogę siać w królestwo Boże tyle ile mi się podoba.
    Jestem wysportowany, mam piękną, atletyczną sylwetkę ponieważ regularnie od 6 lat ćwiczę na siłowni. Odżywiam się bardzo smacznie i zdrowo. Zero monotonii. Mam tak wiele energii że nie mogę jej spożytkować.
    Jestem bardzo spełnionym człowiekiem którego ludzie będą pamiętać przez kolejne stulecia i będą wdzięczni za dokonania które uczyniłem razem z Chrystusem. W swoim biurze goszczę ludzi którym pomagam, kontrahentów jak i ważne osobistości które chcą poznać czym się zajmuję. Biuro urządzone jest w nowoczesnym stylu minimalizmu aby nikogo nie rozpraszać. W nim jest również mój pokój modlitwy.
    Po bardzo dobrym i owocnym dniu kładę się do pachnącej pościeli obok ukochanej, ok. 23:00 i spokojnie zasypiamy z uśmiechem na ustach

    • Lukasz 5 kwietnia 2017 w 10:52 - Odpowiedz

      Poza wskrzeszaniem zmarłych i biegającymi za mną ludźmi, to przedstawiłeś także moja wizję 🙂 mam prawie taką samą 🙂 Życzę powodzenia i realizacji Tobie i sobie 🙂

      Pozdrawiam

  4. Ilona 26 marca 2017 w 18:54 - Odpowiedz

    Wstaję o 6.00 i idę na spacer nad morze. Tam chwile zamyslenia, oddechu duchowego. Wracam do domu, ktory zlokalizowany blisko brzegu. Jem sniadanie i slucham muzyki. Kuchnia duza, przestronna, jasna, przez okna widac morze. Na sniadanie jem np. salatke z owocow. Ze mna jedza dzieci i maz. W wymarzonym zyciu znajduje rownowage duchowa, godze sie z tym, co bylo i znajduje i jestem uzdrowiona z kalectwa swego umyslu. Nie ma negatywnych konsekwencji trudnych przezyc, ktorymi obdarowali mnie inni ludzie. Jestem pogodna, usmiechnieta i rodzina czerpie sile ode mnie. Jestem pelna zycia a oni przy mnie. Nikt juz u nas nie mowi ze nie chce mu sie zyc. Kreujemy pozytywny swiat, a ja mam w tym swoj udzial. Opanowujemy emocje, komunikujemy sie skutecznie i pozytywnie. Glowne zrodlo utrzymania stanowi platforma internetowa. Produkty przygotowane raz, ktore pracuja juz bez mojego udzialu. Moglyby to byc moje bajki edukacyjne nagrane na tyle atrakcyjnie, ze znajda sie nabywcy. Moje biuro to pokoj z lustrem, pianinem, komputerem. Moja praca polega na pisaniu nowych bajek. Kilka razy w tygodniu wystepuje opowiadajac bajki. Wieczorem sluchamy muzyki na dobrym sprzecie. Czasem ogladamy film.

  5. igor 19 marca 2017 w 21:51 - Odpowiedz

    nie szukam usprawiedliwienia,mam bardzo ciekawa sytuacje,jestem Ukraińcem,przyjechałem wprawie rok temu,raczej podrobić,nie miałem wielkich planów,własnie nawróciłem się 20 lat temu w Warszawie,piękne czasy,jednak z punktu widzenia mojej nieobecności w Polsce przez 13 lat-wyjechałem na Ukrainę w 2003,przed tym bylem nielegalnie 6 lat w Warszawie,niezapomniane lata,…nawrócenie Odnowa w Duchu Świętym,najpierw w Sw. Zygmundzie,później w Sw. Annie,właśnie po tych wydarzeniach chciałem napisać książkę,później film o tych,które jada na zarobki…i własnie dopiero teraz mam możliwość zrealizować to w sposób naturalny,to co przeżyłem w życiu jest niespotykane i bardzo mocne i niezwykle,myślę ze moja misja jest jednak założenie osiedla w Polsce,a później ,w to Werze na Ukrainie dla ludzi zaangażowanych w duchowość,wspólnoty katolickie,prawosławne,protestanckie,kto re poszukując wspólną drogę do Chrystusa będą tworzyć jedna mocna w Bogu rodzinę,swego rodzaju komunę,pobudowana na Piśmie Świętym
    tak mam zaćmę i ślepnę,tak mam zonę pijaczka,jednak wiem Ze Bóg na nasze sytuacje życiowe zawsze wyciągnie pomocna dłoń i da nam możliwość osiągnąć w życiu sukces,pobudować społeczeństwo na zasadach Jego praw,nie ludzkich,opartych na jego mądrości,nie ludzkiej,jego sprawiedliwości,nie ludzkiej,a każdy,kto w to uwierzy będzie zbawiony i spełniany….
    i to się uda,tak będzie,dlatego,ze Bóg tego chce i dla mnie nie jest ważne będę to wszystko prowadził ja,lub kto inny,najważniejsze ze mam pomysł,jak zrobić to szybko i nie drogo.

  6. Łukasz 18 marca 2017 w 08:02 - Odpowiedz

    Witam

    Dlaczego nagranie tak jakby urwane w połowie?

  7. Marcin 24 marca 2016 w 08:28 - Odpowiedz

    Dziękuję za te nagranie wideo,widzę Piotrze że znasz i bardzo dobrze rozumiesz schemat ludzkich myśli i emocji. Wystarczy odpowiednio tym pokierować i naprawdę można komuś pomóc odżyć ponownie. Ja osobiście jestem na etapie braku czasu na wszystko,tylko praca i praca,ale na swoim 🙂 Wszystkiego dobrego

  8. Łukasz 24 marca 2016 w 01:35 - Odpowiedz

    Moje wymarzone życie

    Z moją żoną (obecnie jeszcze narzeczoną ale do września) mieszkamy w okolicach Białki Tatrzańskiej przy bocznych drogach z dala od głównej ulicy. Rejon wyżej położony, co gwarantuje znacznie mniejszą ilość alergenów. Zamieszkujemy dom jednorodzinny jednopiętrowy o powierzchni 160 metrów kwadratowych. W okolicy znajdują się też inne domy, ale nieco dalej od siebie położone. Na parterze w naszym domu znajduje się salon z dużym telewizorem wyposażonym w kino domowe i służącym jedynie do oglądania DVD, bądź wydarzeń sportowych. Nie oglądamy telewizji, co najwyzej jedynie sport lub programy edukacyjne. Preferujemy samodzielny dobór filmów i zakup płyt DVD, wypożyczenie, bądź zamówienie poprzez legalny serwis internetowy. Oprócz telewizora w salonie znajduje się również skórzana kanapa, dwa fotele, stolik, wyjście na werandę i podwórko oraz okrągły stół z krzesłami do spożywania codziennych posiłków. Dodatkowo również kominek. Obok znajduje się kuchnia wraz ze spiżarnią. Na parterze dodatkowo łazienka, gabinet oraz kotłownia przez którą przechodzi się do garażu dwustanowiskowego. Na piętrze znajduje się 5 pokoi, w tym sypialnia, 3 pokoje oraz pokój rekreacyjny do zabawy dla dzieci. 2 pokoje, w których śpią dzieci (po jednym pokoju dla każdego), trzeci pokój jako miejsce dla żony do komponowania oraz dla mnie do nagrywania filmów. Na piętrze oczywiście również druga łazienka. Z pokojów sypialnych dostępne wyjście na balkon. Przy pokoju rekreacyjnym garderoba. Obok domu ogród z huśtawką pełen kolorowych kwiatów, w tym m.in. róże – symbol życia (kolce symbolizujące drogę do osiągnięcia celu oraz kwiat będący nagrodą, spełnionym marzeniem).
    Rodzina to my z żoną oraz dwójka naszych dzieci: starszy syn Janek oraz młodsza córka Zosia. Do tego pies i dwa koty, z którymi dzieci będą się wychowywać i kształtować dzięki temu dodatkowo wrażliwość i opiekuńczość. Przede wszystkim w rodzinie panuje miłość, wzajemne wsparcie i zrozumienie. Pozwalamy czasem dzieciom popełnić błąd, aby nie czuły, że za nich decydujemy o ich życiu, ale też pomagamy naprowadzać oraz odkrywać swoje talenty. Dodatkowo uczymy je również inteligencji finansowej i podstaw, aby w przyszłości mądrze gospodarowały swoim majątkiem. Przede wszystkim niech wiedzą, że mogą osiągnąć wszystko, czego pragną poprzez wartość, którą posiadają w sobie.
    Budzimy się o godzinie 8:00 ale wstajemy z łóżka o 9:00. Przez tą godzinę słuchamy razem czegoś inspirującego: jakąś mowę motywacyjną, audiobook z rozwoju osobistego. O godzinie 10:00 rozpoczynamy przyrządzać śniadanie.
    Pracuję głównie w domu, chyba, że zdarzy się spotkanie biznesowe lub konferencja poza domem. Posiadamy własną firmę, którą głównie prowadzę ja, ale żona czasem mi pomaga, choć przede wszystkim skupia się na zajmowaniu się domem, dziećmi, ogrodem, komponowaniem oraz grą na instrumentach (skrzypce, pianino, organy i gitara, na których gra aktualnie oraz wiolonczela, flet poprzeczny i harfa, na których się nauczy). Gabinet do pracy posiadam na parterze. Wyposażone w duże biurko, komputer do pracy MacBook Pro 13 cali oraz bogatą bibliotekę. Aktualnie jeszcze nie wiem, jakiego rodzaju będzie ta firma, ale na pewno musi być zgodna z moją misją i powołaniem. Pracuję do 16:00, reszta dnia zostaje dla rodziny. Kładziemy się spać o 23:00.
    Będziemy spożywać zdrowe jedzenie: warzywa, owoce, sery, prawdziwą szynkę, chleb żytni z piekarni, ryby. Będziemy pić parzoną herbatę zieloną i czerwoną, naturalne soki i oleje oraz wszystkie inne rzeczy potrzebne do naturalnego zapobiegania chorobom. Co tydzień wspólny wypad z żoną do restauracji.
    Chciałbym żyć w przyszłości w luksusie, ale luksus ten ma służyć temu, aby być inspiracją dla ludzi, zwłaszcza tych niewierzących w siebie, w lepszą przyszłość. Poprzez to co osiągnięmy chcemy pokazać kazdemu, że można wszystko osiągnąć nieważne w jakiej sytuacji się aktualnie człowiek znajduje (nawet w obliczu chorób, braku wystarczających środków do wykupu wszystkich lekarstw i pełnej opieki medycznej oraz ograniczaniu jedzenia i różnych przyjemności by przetrwać – co niestety w naszym przypadku aktualnie ma miejsce). Chcemy pokazać, że nawet jeśli najbliższa rodzina w nas wątpi, to jednak możemy coś osiągnąć w tym życiu i stać się przykładem dla innych. I to nas najbardziej motywuje.

  9. Anna 18 marca 2016 w 18:07 - Odpowiedz

    Witam, a co jeśli ktoś jest po prostu mniej zdolny/mniej inteligentny i pomimo gigantycznych starań nie jest w stanie osiągnąć celów jakie sobie stawia? Czy te ‘nawoływania’, żeby patrzeć w swoje serce, aby się odważyć i iść za marzeniami na pewno dotyczą wszystkich? Mam wrażenie, że Bóg stwarza ludzi gorszego i lepszego sortu. Z całym szacunkiem, ale gdyby każdy mógł robić w życiu coś fajnego to mielibyśmy samych profesorów, biznesmenów, lekarzy, prawników, celebrytów etc., a tymczasem mamy pracowników fizycznych, etatowców za 1000 zł itd. Ja osobiście dałam się porwać sercu, ale pomimo pracy po kilkanaście godzin przez kilka lat nie udało mi się. Serce i talenty to jedno, a drugie to popyt na daną rzecz, którego może nie być. Chyba że jest się tzw. ‘znajomym królika’-wtedy ani talent ani pracowitość nie są potrzebne, aby się przebić-obserwuję to niestety notorycznie w otoczeniu……. Pozdrawiam

    • Piotr Michalak 19 marca 2016 w 19:39 - Odpowiedz

      Niestety nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie dziś… faktycznie trudno się z tym pogodzić, że po prostu niektórzy być może są mniej zdolni i… z drugiej strony są liczne przykłady osób mniej zdolnych, które się przebiły, siłą konsekwentnych upartych prób!

  10. Krzysztof 17 marca 2016 w 18:24 - Odpowiedz

    Bardzo inspirujący odcinek. Faktycznie, opieranie się na opiniach innych ludzi może sprowadzić człowieka do parteru, dlatego słucham chętnie, ale z przymrużeniem oka. Mam swój cel, któremu niestety nie mogę się poświęcić w całości, ponieważ zobowiązania bieżące trzeba jakoś pokryć, więc robię to, co potrafię, ale nie wystarcza mi to absolutnie, bo wiem, że to nie jest moja droga.

    Wiem co chcę osiągnąć i jakie wartości są dla mnie najważniejsze. Wiem też, że straciłem wiele lat życia odkrywając to, co chciałbym robić. Z zainteresowaniem słucham Twojego “wykładu”, a właściwie serii wykładów. Mam nadzieję, że jeszcze czegoś się dowiem 🙂 Znacznie łatwiej uczyć się na błędach cudzych (a na pewno taniej), ale nie wydaje mi się, żeby coś mogło mnie odwieźć od moich postanowień. O ile są zgodne z wolą Pana, mam wciąż otwartą drogę…

  11. Ewelinamarta 17 marca 2016 w 14:50 - Odpowiedz

    Twoje nagranie jak zawsze cenne. Jest w nim jednak, jedna mała, pewnie dla większości nie istotna informacja, wobec której trudno jest mi przejść obojętnie do dalszego oglądania. A mianowicie to że: “Zjawisko niekierowania się emocjami jest zaburzeniem układu limbicznego i nazywa się autyzm.”
    Nie chcę się czepiać “pierdół”, ale całym sercem wspieram Twoją misję i myślę że to może być szczegół istotny dla osób które ze zjawiskiem autyzmu mają do czynienia w praktyce.
    Owszem , autyzm może powodować zaburzenie układu limbicznego, ale równie dobrze każdego innego. Ogólnie jest zaburzeniem układu nerwowego a w związku z tym, zależnie od stopnia nasilenia i wielu różnych czynników, może zaburzać każdy z układów na który ma wpływ układ nerwowy.
    Dla kogoś kto osobiście ma do czynienia z autyzmem, informacja którą zamieściłeś brzmi mniej więcej jak: “Zjawisko zaburzenia widzenia to alkoholizm”.
    Pozdrawiam serdecznie

  12. Damian 16 marca 2016 w 22:36 - Odpowiedz

    Dziękuję Ci Piotrze, że dałeś mi niezłego kopa w pękniętą część pleców 😉

    Moje wymarzone życie…
    Mieszkamy w domu stworzonym dla siebie i dla innych spoglądających nieco wyżej niż Ci przeciętni. Rozkręciłem biznes handlowy, międzynarodowy, mam sztab ludzi spoglądających w tym samym kierunku co ja, tworzymy zgrany DREAM TEAM. Lubię to co robię i to pozwala mi to kochać życie z rodziną, bliskimi i ludźmi, którzy chcą tak jak ja od zera stworzyć życie człowieka spełnionego, który rozwiązuje problemy a nie je stwarza.

    Znam język angielski, który przydaje mi się w tym co robię. Dziękuję każdego dnia, że idziemy wspólnie tam gdzie chcemy, a nie musimy. Rok po ślubie urodził się Nasz syn a po roku córeczka. Stworzona przeze mnie firma pozwala mi spędzać wartościowy czas z rodziną, nie myśląc o obowiązkach tylko ciesząc się chwilą.
    Ciągle udoskonalamy siebie, pogłębiamy wiedzę i zarażamy ludzi bez wizji optymizmem i chęcią do łamania zasad ,,MASY,,.

    Napisałem 2 książki o tym jak z zera zrobić plan i punkt po punkcie go realizować oraz o rozpoczynaniu drogi w biznesie.
    Nie lękamy się iść pod wiatr. Dzielimy swoje szczęście aby się mnożyło.
    W roku 2018 spotkałem się z każdym swoim mentorem w cztery oczy, żeby podziękować za to co zrobili w moim życiu. Dzięki Tobie Piotrze mogłem stworzyć w swojej głowie człowieka patrzącego na chłodno na problemy, których nie brakuje. Dzięki temu krok do przodu każdego dnia.

    Każdego dnia jestem lepszy od siebie z wczoraj!!!

    Gdy nadchodzą chwile zwątpienia, zwalniam obroty, wnioski i idę dalej.

    Wielki ukłon w Twoją stronę.
    Pozdrawiam.

  13. Daniel Nowak 16 marca 2016 w 20:57 - Odpowiedz

    Obudziłem się o godzinie 7.00 . Słońce od jakiegoś czasu pukało do naszych okien, wstawał wiosenny poranek. Razem ze mną przebudziła się moja żona. Dałem słodkiego buziaka prosto w czerwone usteczka mojego Rudzielca. Po kilku minutach przytulania i pieszczot wstaliśmy, aby przygotować nasze dzieci do szkoły. Zanim wyszedłem z pokoju wyjrzałem jeszcze przez okno na podnosząca się przy lesie mgłę. Zawsze marzyłem o własnym domu w zaciszu natury i niedaleko od miasta i udało się! 10 minut samochodem i jestem w szkole, kościele, sklepie czy pracy, a tuż pod oknem las, rzeka, świergot ptaków, czasem widać jakiegoś jelenia albo dzika. Piękna sprawa. No i co najważniejsze niedaleko mieszkają nasi przyjaciele i rodzina, którym też się udało coś osiągnąć.
    Z dziećmi jest trochę zabawy, w końcu mamy ich, aż 4. Po odwiezieniu dzieciaków do szkoły kieruję się do biura. Zasiadam przed komputerem z herbatą i kawałkiem ciasta. Jest 8.30 czas spojrzeć na dzisiejsze notowania na Forexie. To wspaniałe uczucie, gdy wiesz, że to Twoje pieniądze zarabiają na Ciebie, a nie ty na nie. Po szybkiej analizie rynku robię niezbędne korekty zleceń i pozwalam żeby pracował zgodnie z wyznaczonym kierunkiem. Jest godzina 9.30 czas zająć się sprawami firmowymi. Całe szczęście udało się nam stworzyć zespół i wprowadzić system zarządzania, dzięki któremu zajmuję się tylko najważniejszymi partnerami oraz strategicznymi decyzjami.
    W zasadzie dzięki inwestycjom i dobremu zarządzaniu w firmie nie musiałbym już jej przewodzić. Ale muszę ciągle coś tworzyć, ciągle być aktywnym. 3 dni w tygodniu to wystarczająco dużo czasu, żeby czuć się spełnionym zawodowo i móc się skupić na budowaniu dobrej jakości i realizacji swojej misji.
    Dzisiejszy dzień to sprawdzenie jak się mają postępy w budowaniu platformy , na której będą publikowane instruktarze dla przyszłych adeptów sztuk kuglarskich. W końcu oprócz szkoleń stacjonarnych i eventów zaczynamy realizować ciekawy projekt o zasięgu globalnym.
    12.00 Po spotkaniu z zespołem, omówieniu głównych spraw i wyznaczeniu celów na nadchodzący tydzień mogę się zając trochę sobą. Przyszedł czas na trening, biznes biznesem, ale trzeba samemu się pobawić z 2 razy w tygodniu żeby nie wypaść z wprawy.
    13.15 Po szybkim prysznicu udaję się do kuchni na obiad. Wczoraj żona przygotowała mi pyszna danie tajskie, kochana Kobieta. O 14 sprawdzam informacje z rynku, wszystko idzie zgodnie z założeniami. Po 15 minutach siadam aby przygotować materiał na jutrzejsze warsztaty dla szkolenia młodych drużynowych w Hufcu. Bycie coachem i autorytetem dla młodych ludzi jest jeszcze bardziej budujące niż prowadzenie firmy.
    Około 15.00 dzieci przychodzą do naszej firmy na zajęcia dodatkowe. Sala gimnastyczna i lustrzana przy siedzibie to był świetny pomysł, oprócz wynajmu tworzymy lokalną kulturę fizyczną i sztukę. Około 16.00 zabieram całą gromadkę do domu. Ogarniam dzieci i potem przytulamy się z zoną przez kilkanaście minut. Do 17.30 mamy czas dla siebie, dzieci zajmują się lekcjami. Czytam nieco o Beskidzie Żywieckim – w sobotę wyjeżdżamy z dziećmi na tydzień w góry. Trzeba chociaż trochę umieć powiedzieć o regionie. O 17.30 z zona zabieramy się za robienie lekkiej kolacji. Po posiłku cała rodzina sprząta, a następnie siadamy w salonie i gramy do 20.00 w ulubione planszówki. Dzieci powoli zaczynają być zmęczone, trzeba je ułożyć do snu.
    Z żonką rozmawiamy jeszcze przez jakiś czas, lubimy ze sobą rozmawiać przy herbacie lub kieliszku wina. Po orzeźwiającej kąpieli jeszcze kilka pieszczot, może jakieś miłosne zapasy i wtuleni w siebie idziemy spać. To był dobry dzień. Jestem Szczęśliwy.

  14. danuta 21 lutego 2015 w 17:26 - Odpowiedz

    Mieszkam w małym miasteczku mój dom jest przytulny czuje się w nim bezpiecznie obudziło mnie wschodzące słońce toaleta śniadanie krzątam po domu jest piękny słoneczny dzień nastraja mnie pozytywnie idę do pracy ,po pracy odpoczynek siedzę na podwórku w cieniu drzew obok bawią się wnuki jestem szczęśliwa

  15. Monika 18 lutego 2015 w 15:50 - Odpowiedz

    Moje wymarzone życie
    Mieszkam w domu otoczonym ogrodem ogródkiem warzywnym i sadem, zatrudniam ludzi którzy zajmują się ogrodem, ogródkiem warzywnym i sadem, którym płacę godziwe pieniądze za ich genialną pracę są to ludzie którzy kochają to co robią. Dom jest średniej wielkości w środku znajduje się przestronna kuchnia z wyspą na środku, z piecem chlebowym obok z jadalnią i spiżarnią. Salon przestronny z kominkiem przed kominkiem leży gruby miękki dywan i w pobliżu znajduje się worek do wygodnego siedzenia, na środku wygodna kanapa z fotelami, z boku pod oknem stoi fotel bujany, pod ścianą stoi pianino, na jednej ze ścian znajduje się regał na całej długości i szerokości z książkami (Biblioteczka), znajdują się tam kwiaty (jeszcze nie wiem jakie dokładnie bo się na tym nie znam, ale są widzę zielone liście).W dolnej części znajduje się jeszcze łazienka dla gości (toaleta, prysznic), pokój do ćwiczeń z dużym oknem balkonowym i moje biuro. W moim biurze są stylowe stare meble, jest przytulnie, ciepło są kwiaty, regał z książkami i materiałami branżowymi są tam również w jednym z regałów kosmetyki i produkty firmy z którą współpracuję. Na biurku przy którym pracuję mam zdjęcie mojego męża Arka i dzieci Kornelki i Klary i jeszcze jednego dziecka (jeszcze go nie ma, ale jak Bóg da to będzie), lampkę, laptopa, mój ulubiony kubek z herbatą. Jest to moje miejsce, w którym się wyciszam, mam czas dla siebie oraz dla Boga. Mam tam miejsce z wygodnym fotelem na ścianie wisi Krzyż i obraz Jezusa Miłosiernego a na małym stoliczku leży Biblia którą codziennie czytam i rozważam. Na piętrze jest łazienka z podgrzewaną podłogą, wanną, toaletą, dużym lustrem. Jest tam również garderoba, sypialnia z dużym łóżkiem z baldachimem „włochatymi” dywanikami, toaletką gdzie robię makijaż, toaletka stoi pod oknem, przez które rozciąga się widok na ogród i sad. Na piętrze znajdują się również pokoje dziewczynek i dwa pokoje do zagospodarowania. W piwnicy znajduje się pralnia i kotłownia. Na placu znajdują się jeszcze duża altana z grillem i wędzarnią. 2 garaże, a nad nimi pokoje gościnne. Domek dla dzieci i plac zabaw. Mój typowy dzień rozpoczyna się o 5 rano, zaczyna się od ćwiczeń, następnie czas na modlitwę i wyciszenie/medytację, śniadanie z rodziną o 7.00, następnie dzieci jadą do szkoły lub przedszkola. Do południa zazwyczaj pracuję w domu, w poniedziałki umawiam spotkania, planuję cały tydzień, we wtorki organizuję śniadanie u mnie w domu dla zespołu kluczowego do południa (rozmawiam o tym co się wydarzyło, co poszło dobrze, nad czym jeszcze każdy z nas musi popracować, co możemy zrobić, aby było jeszcze lepiej, i o tym jakie kroki będziemy podejmować, aby rozwijać biznes. Po południu czas dla dzieci późnym popołudniem i wieczorem mam spotkania domowe lub biznesowe indywidualne lub grupowe. Środa, czwartek czas z dziećmi w zależności od tego o której idą do szkoły, albo rano, albo po południu. Późnym popołudniem i wieczorem w oba dni mam spotkania domowe lub biznesowe indywidualne lub grupowe. Piątek spotkania biznesowe do południa i po południu. Wieczór dla rodziny. Sobota w zależności od soboty są to albo Konferencje firmowe, albo spotkania grupowe, albo szkolenia które ja organizuję lub na które jestem zaproszona do prowadzenia, lub moje szkolenia dla ostrzenia piły. Niedziela dla Boga i rodziny czas odpoczynku. Pracuję w terenie promując produkty i firmę FM Group dopóki istnieje i rozwija się w zgodzie z moimi wartościami. Pokazuję ludziom i uczę ich tego co mogą osiągnąć współpracując z firmą FM Group. Pomagam im zdobyć wiedzę i umiejętności niezbędne do osiągnięcia ich indywidualnego celu jaki przed sobą stawiają, pomagam ich przełamywać ich własne bariery i prowadzić ich w nieznane prostując im ścieżki. Pomagam im wydobyć z siebie to co mają najlepszego w sobie i uczę ich jak mogą dawać siebie innym i być szczęśliwymi tu, teraz i zawsze. Chodzę spać ok. 22.00-22.30. Zdrowo się odżywiamy ( nie wiem jeszcze do końca jak wygląda taka zbilansowana zdrowa dieta), natomiast to co wiem na tą chwilę to, że w diecie mojej i mojej rodziny są owoce, warzywa, mięso, ryby i inne jedzenie z ogródka i hodowli swojskich. Przygotowuję z pomocą” gosposi”(osoby która przychodzi pomagać mi w sprzątaniu oraz gotowaniu, której płacę godziwe pieniądze jest to osoba która kocha to co robi, z którą bardzo dobrze spędza mi się czas i dużo się od niej uczę) przetwory na zimę, przygotowuję półprodukty, co się tylko da przez 1 dzień w miesiącu.
    Kocham moje życie i ludzi wokół mnie. Jestem szczęśliwa.

  16. Aga 11 lutego 2015 w 01:17 - Odpowiedz

    Uwielbiam marzyć, ale w sumie to nie mam takiej konkretnej wizji swojego wymarzonego życia.. Wiem jedno – pragnę żyć świadomie – w zgodzie z nauką Chrystusa i nie zmarnować łaski zbawienia, którą otrzymałam za darmo. Chcę stawać się coraz lepszym człowiekiem, aby bez smutku – za to z wielką radością i pokojem w sercu – zdać Bogu sprawę ze swojego zarządu życiem tu na ziemi i móc cieszyć się szczęściem wiecznym w Niebie.
    A wracając do marzeń.. Obecnie jestem singlem, do zakonu raczej powołania nie mam, więc marzę o kochającym i dobrym mężu, który będzie głową i ostoją przyszłej rodziny z taką liczbą dzieci jaką Bóg obdarzy. 🙂 Chciałabym mieszkać w domku gdzieś na wsi pod miastem, ewentualnie na obrzeżach miasta. Dom oczywiście piętrowy i/lub z przytulnym poddaszem, ponieważ uwielbiam schody w domu! Liczba pokoi jeszcze bliżej nie określona, oczywiście lepiej jak jest ich więcej, poza tym chciałabym mieć kilka dodatkowych pomieszczeń typu: spiżarka na przetwory przy kuchni, pomieszczenie gospodarcze gdzie będzie pralnia, prasowalnia i miejsce na środki czystości, biuro z domową biblioteczką, duży pokój gościnny, a jak da radę to dwa 😉 ..no i skoro mogę sobie pomarzyć to.. a co tam – napiszę – marzy mi się basen! 😀 (oczywiście z dmuchanego przed domem też będę się cieszyła albo z jeziora w okolicy;)) Chciałabym mieć duże podwórko, jakieś zwierzaki typu psy, kot, a w okolicy mogłaby być jakaś zaprzyjaźniona stajnia (dawno temu uczyłam się trochę jazdy konnej i z chęcią powróciłabym do tego oraz zachęciła męża i dzieci). Świetnie byłoby móc zaopatrywać się u sąsiadów z okolicy w świeże mleko od krowy, sery i swojskie jaja oraz mięsko np. na rosół (zdecydowanie jestem fanka i smakoszem dobrego, nie faszerowanego chemią i jak najmniej przetworzonego jedzenia). Warzywa i owoce oczywiście z zadbanego, przydomowego ogródka i małego sadu, o który dbalibyśmy z mężem. Marzy mi się, aby w okolicy, w której będziemy mieszkać było zielono – czyli mile widziane lasy, łąki, rzeka lub jakieś jezioro. Ponieważ jestem miłośniczką natury, w tym małą pasjonatką ornitologii, na naszych rodzinnych spacerach zawsze byłaby lornetka, aby podejrzeć z ukrycia życie naszych skrzydlatych (i nie tylko) przyjaciół. Latem zbieralibyśmy jagody, a jesienią grzyby. Chciałabym też, aby moje dzieci miały możliwość czy to u sąsiadów, czy u dziadków (jeśli byliby rolnikami) wziąć udział w wykopkach ziemniaków czy sianokosach – bardzo miło wspominam z dzieciństwa u dziadków te wspólne prace, które łączyły i służyły budowaniu relacji w rodzinie. W sumie to sami z mężem moglibyśmy mieć małe gospodarstwo agroturystyczne, gdzie rodziny z miast mogłyby do nas przyjeżdżać odpocząć na łonie natury, a także pomagać w pracy w gospodarstwie – taka fizyczna praca na powietrzu gł. dla mężczyzn jest doskonałą formą relaksu i oderwania od codzienności (dla kobiet też – np. ogródek itp.). Marzeniem byłoby, gdyby ten nasz ośrodek wypoczynkowy, który przed chwilą wymyśliłam, spełniał funkcje ewangelizacyjne tzn. dzielilibyśmy się z mężem świadectwem naszego życia z Bogiem na pierwszym miejscu, pomagalibyśmy i udzielali rad w dziedzinie zarządzania finansami po Bożemu, mogłyby również odbywać się u nas kursy ewangelizacyjne.
    Konkretniej co do tego jak wyglądałby mój zwykły dzień, to chciałabym jak do tej pory mieć możliwość udziału w codziennej porannej (ewentualnie wieczornej) Eucharystii. Rano po przebudzeniu (ok. 5 lub 6) oprócz porannej toalety i ubrania się w strój dzienny, ubieram się również w „zbroję duchową” – poprzez modlitwę Pismem Świętym (rano jest cisza, wszyscy śpią i łatwiej można się skupić). Potem pobudka domowników i wspólne śniadanie, po którym dzieci idą lub są odwożone do szkoły, a my z mężem do pracy (jeśli nie mielibyśmy gospodarstwa agroturystycznego, to albo pracowalibyśmy na etacie odkładając pieniądze na własną firmę, albo mielibyśmy firmę – jeszcze nie wiem jaką – działającą w zgodzie z naszym powołaniem i misją każdego z nas – o czym mam nadzieję dowiedzieć się dzięki uczestnictwu w programie Osobista misja). 🙂 Popołudniu łączyłby nas wszystkich wspólny obiad połączony z relacjami z dnia. Po obiedzie i małym odpoczynku przy zdrowym deserze dzieci poszłyby odrabiać lekcje, a my z mężem mielibyśmy czas na własne (lub wspólne) pasje i zajęcia, ewentualnie jak to w domu i wokół – zawsze coś do zrobienia się znajdzie. Wieczorem natomiast łączyłyby nas wspólne zabawy, gry, a od czasu do czasu wartościowy film itp. (telewizor nie wchodzi w sferę moich marzeń, więc filmy będziemy oglądać w laptopie lub małym kinie domowym). Marzy mi się też kominek w salonie. Dzieci chciałabym, aby chodziły spać najpóźniej o 20 lub 21, a my z mężem maksymalnie o północy. Tak mniej więcej to chyba tyle 🙂 na dziś koniec marzeń – pora spać 😉
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  17. Ewelina 22 listopada 2013 w 22:41 - Odpowiedz

    Moje wymarzone życie. Ponieważ uwielbiam naturę mam przytulny, własny 3 pokojowy domek z ogródkiem i oczkiem wodnym, z wodospadem, ze złotymi karasiami. W pobliżu jest las i piękne jezioro. Latem kąpię się w jeziorze, zimą korzystam z kabiny z muzyką i hydromasażem. Raz do roku jeżdżę na wczasy w fajne miejsce na świecie trochę pozwiedzać i odpocząć. Mam jedno śliczne dziecko, które budzi mnie codziennie 6,7 rano swoim niesamowitym uśmiechem. Mam męża (mojego obecnego partnera), który mnie kocha i zaraz jak dziecko wstanie przygotowuje mi codziennie (tortury 🙂 pyszną kawę, ja w zamian za to przygotowuję śniadanie. Odżywiam się zdrowo, jem głównie warzywa, delikatne wędlinki, piję dużo wody. Mam pracę, która jest moją pasją. Jestem menadżerem w branży handlowej. Rozkręcam też własny biznes, żeby nie nudzić się na emeryturze i zapewnić dziecku lepszy start. Jeden z 3 pokoi jest mój i stanowi salon w połączeniu z małym własnym biurem. Spędzam tam sporo czasu poza pracą na etacie próbując rozkręcać własną działalność w internecie. Cały czas się uczę i szkolę, jestem głodna wiedzy. Znajduję też sporo czasu dla swojego dziecka, któremu pozwalam też uczestniczyć w jak największej ilości zajęć dodatkowych tak, by mogło spełnić w przyszłości swoje marzenia i wiedzieć, co chce robić w życiu oraz pomagać innym. Angażuję się w działalność charytatywną, pomagam też rodzinie i znajomym, którzy tego potrzebują. Czasami uczestniczę w wyjazdowych szkoleniach i seminariach. Idę spać późno wieczorem po obejrzeniu dobrego filmu we dwoje, a czasem troje, z poczuciem spełnienia, poza tym telewizor służy mi jako zbieracz kurzu, bo mam tak ciekawe życie, że przestał mi już być potrzebny 🙂

  18. Sebastian 5 października 2013 w 12:11 - Odpowiedz

    Masz rację Piotrze, co do mojego poprzedniego pytania o MLM to nie doprecyzowałem.

    Wiele się mówi o misji w życiu i jest ona ważna. Nie ukrywam, że rozwijanie się w MLM nie jest moją życiową misją aczkolwiek teraz czuję, że chcę się tym zajmować. Chociażby po to, żeby zdobyć wiele umiejętności miękkich (przemawianie, umiejętność budowania grupy).

    Jednocześnie słuchając o tym jak ważne jest skupienie się jedynie na swojej misji życiowej: pamiętam o niej i będę ją realizował, ale póki co nie uważam za słuszne zostawienie wszystkiego i skupienie się tylko i wyłącznie na pasji.

    Co sądzisz o takim rozumowaniu, podejściu?

    • Piotr Michalak 5 października 2013 w 21:27 - Odpowiedz

      Słuszne jest Sebastianie Twoje rozumowanie moim zdaniem, ponieważ nie zawsze jesteśmy na tyle dojrzali, aby zacząć realizować większe powołanie. Czasem droga do tego wiedzie przez zdobycie cennych umiejętności w korporacji czy MLMie. Zresztą nawet rozpoczęcie życia w zgodzie z własną pasją nie zaczyna się od razu od odkrycia jakiejś większej wizji, lecz jest procesem dorastania. Ale czynisz to z pełną świadomością, że ten MLM będzie jedynie kamieniem milowym na Twojej drodze do dalszego wzrastania. Sam znam przedsiębiorców, właścicieli i prezesów poważnych firm, którzy obecnie przez MLM zdobywają szlify potrzebne do przejścia na kolejny poziom; jest to jedna z możliwych dróg i ma sens.

      • Mikołaj Grząślewicz 7 listopada 2013 w 16:40 - Odpowiedz

        Zgodzę się z tym, bo sam zaczynałem swoje działania zarobkowe w internecie właśnie od MLM. Wiem, że bez tego bym nie nabył umiejętności, ani nie zdobył odpowiedniego podejścia do ludzi, nauczył się co w ogóle nie działa. Przy okazji poznaje się ludzi, którzy potem mogą okazać się bezcenni w dalszym rozwoju.

        Najważniejsze to zacząć od czegokolwiek, następnie “w praniu” wyjdzie właściwa ścieżka.

  19. Jola 19 września 2013 w 13:55 - Odpowiedz

    Jestem osobą po czterdziestce,sama opiekuje się niepełnosprawną córką która jest całkowicie uzależniona od mojej pomocy .Moim marzeniem jest wyrwać się z takiego życia jakie mamy obydwie teraz.A MOJE MARZENIE;mieszkam w mojej nowiusieńkiej Rominie w której moge porószać się wózkiem bez żadnych problemów ponieważ wszystko znajduje się na jednym poziomie i co najważniejsze nic nie musze remontować.Wstając rano siadamy przy stole do śniadania całą rodziną ja ,mąż ,dzieci ,jemy to co zdrowe i co lubimy ja np.uwielbiam wędzonego leszcza .Następnie każdy rozchodzi się do swoich zajęć i obowiązków.ja do swojej pracowni w której stoi wymarzona profesjonalna maszyna do haftowania .Siadam przy niej jest ustawiona w strone okna przez które widać piękny zielony krajobraz i mojego męża który z wielką pasją zajmuje się ogrodem .Spokojnie włączam sobie kolejnego audioboka którego tematem jest rozwój osobisty -bardzo lubie wszystkie materiały związane z tym tematem i zabieram się do pracy,Jedną z moich pasji jest haft poprostu nie wyobrażam sobie życia bez niego . Po południu zbieramy się znów wszyscy aby zjęść obiad rozmawiając i wymieniając własne zdania na temat dzisiejszego dnia.Zmywarka bierze się za swoją pace dzieci do odrabiania lekcji ,mąż do poobiedniej drzemki a ja siadam do mojego laptopa i sprawdzam notowania giełdowe , planuje swój dochód pasywny oraz także jego rozchód . I tak mija jeden dzień .Dni w naszym życiu jest dużo każdy inny ja opisalam tylko jeden i w skrócie .Bo chcąc opisać wszystko to trzeba byłoby apisać ksiązke.Jeżeli chodzi o rozwój osobisty troszke już przeszłam mam marenie jest ono jasne mocno sprecyzowane ale jestem bardzo ciekawa co tak naprawde jest moją misją bo czuje że jest jeszcze coś czego mi brakuje.

  20. Anna 16 września 2013 w 11:36 - Odpowiedz

    Kto marzyć umie, i nazwać to czego potrzebuje, ten już bliski jest swego skarbu.

    Rybak, który złapał złotą rybkę wstydził się przyznać, że ta jego skromna chałupka i ukochana w niej osóbka są jego całym życiem.
    Powtarzał rybce żądania innych, ale spełnienie ich nie dało mu szczęścia.

    Bóg również zachęca nas do wypowiedzenia naszych pragnień:
    Zapytał go: co chcesz, abym ci uczynił?
    Panie, abym przejrzał.

    „Otwórz moje oczy o Panie, abym nie bała się marzyć i wypowiadać przed Tobą moje pragnienia.”
    Ciepło domowego ogniska, śmiech szczęśliwych, rozbrykanych dzieci, nieopodal las, do którego rankiem wczesnym wędruję dziarskim krokiem z naszym kudłatym czworonogiem.
    Razem z porannymi świergotami ptaków lub skrzypem świeżego śniegu zimą powierzam Bogu nasz dzień.
    W pokojach dziecięcych jeszcze słychać spokojny oddech drzemiących jeszcze młodzian, z kuchni dobiega zapach świeżo przygotowanego kakao, będzie też i kawa i herbata, dla każdego to, co lubi.
    Pies po długim spacerze zagląda do miski, po czym ufnie zasypia w sieni.
    „Mamo, tato, śniło mi się takie piękne miejsce! Pojedziemy tam?”
    „Witaj Perełko, dzień dobry Promyczku, jak wam się spało? Chodźcie, śniadanie.” Zebrani wokół stołu, ten ma siłę jednoczącą, zgromadzi nas tu dziś jeszcze przynajmniej 3 razy.
    To powiesz nam więcej o tym miejscu ze snu? …
    Jest pół do ósmej! „Proszę wsiadać, drzwi zamykać. Z Panem Bogiem, miłego dnia!”
    Szkoła, przedszkole, praca: Inspirujemy, poznajemy, wspieramy, rozwijamy talenty, budujemy nowe możliwości, uczymy się, zdobywamy doświadczenia, słuchamy, osiągamy sukces.
    Tyle mamy do zrobienia ciekawych rzeczy, tyle wspaniałych rozmów z klientami.
    Wokół spokój, nie ma lęku, jest niespożyty zapał i świeżość. Tu nie jest w modzie kłamstwo, wizytówką jest uśmiech i poczucie: mam dla Ciebie czas.
    Wracamy radośni, choć trochę zmęczeni do domu. Ale nic się nie kończy. Ogród zaprasza nas do wspólnej zabawy. Nadal jest uśmiech i poczucie: mam dla Ciebie czas, jestem tu dla Ciebie.
    Biegamy boso po trawniku. W promykach zachodzącego słońca wszystko ma takie piękne ciepłe kolory. Przypominają trochę ciepłe piaszczyste pagórki tajemniczego Izraela. Przychodzi wieczór. Znowu jednoczy nas stół. Kęsy pysznej kolacji przepychają się ze słowami całodziennych wrażeń. (…) „Ależ to był wyczerpujący i owocny dzień”. Praca daje nam uczucie satysfakcji i ciekawości nowego dnia, pozwala marzyć i realizować pragnienia. „Wiesz Perełko, a co powiesz, gdybyśmy to Twoje miejsce ze snu zobaczyli naprawdę? Może spędzimy tam święta?” Dom i rodzina stymulują nas i karmią nasze serca miłością, niezbędnym pokarmem do codziennej pracy.
    Powoli, spokojnym snem, zasypia cały dom. „Zamykam moje oczy o Panie, bo Ty i we śnie darzysz swych umiłowanych”.

  21. Alicja 15 września 2013 w 21:57 - Odpowiedz

    Moje wymarzone życie

    Mieszkam na Mazurach w domu nad jeziorem i na skraju lasu.
    Wstaję rano, gimnastyka, budzę rodzinę, jemy śniadanie i każdy oddala się do swoich zajęć – dzieci do szkoły, my do pracy.
    Dom – salon, 3 sypialnie, 2 łazienki, pokój gościnny, pokój “organizacyjny” na pranie, prasowanie, itp., gabinet do pracy połączony z biblioteką. No i oczywiście kuchnia, garaż itp.
    Do pracy mam około 500 m – moje biuro jest w ośrodku rehabilitacyjno-wypoczynkowym, którym zarządzamy wspólnie z mężem.
    Rodzina to ja, mąż i dzieci. Mamy też mały zwierzyniec – kury, króliki, psy, koty, koniki. Często odwiedza nas rodzeństwo i rodzice.
    Zżyliśmy się tak z pracownikami naszej firmy, że panuje u nas rodzinna atmosfera. Pomagamy sobie nawzajem w kłopotach.
    Mój dzień:
    godz. 5.30 – pobudka, toaleta, gimnastyka, budzenie dzieci, śniadanie i każdy rozchodzi się w swoją stronę.
    Około godz. 15.00 wracają dzieci ze szkoły (już po zajęciach dodatkowych) i jemy wspólny obiad, który jak zwykle wyszykowała nam kucharka w ośrodku.
    Wspólne rozmowy, spędzanie czasu wolnego schodzi do godz. 18.00.
    Każdy zajmuje się teraz swoimi sprawami – dzieci nauką, mąż jak zwykle poszukuje odpowiedzi na trudne pytania w internecie, a ja mam czas by zająć się pracą naukową.
    Około godz. 20.00 jeszcze raz spotykamy się wszyscy w kuchni, by coś przekąsić przed snem.
    Jak zwykle kładę się spać późno, za późno, ale jest tyle rzeczy do odkrycia, przekazania, dzielenia się, że na wszystko dalej brakuje czasu. Mimo tego, że dzieci już prawie dorosłe.

    Ośrodek to nasza duma – przyjeżdżają tu głównie rodziny z dziećmi na wypoczynek, pomoc i wsparcie. Jesienią i zimą zamienia się w obiekt konferencyjno-szkoleniowy, ale też służy okolicznej ludności w celach zdrowotnych, by nie musieli jeździć do oddalonych dużych miast. Korzysta ona też z wykładów gości zajmującymi się motywacją i doradztwem. Z czasem dzięki temu zanikło bezrobocie w naszym regionie, domy i ogrody wypiękniały, ponaprawiano wszystkie drogi, a nawet zbudowano system dróg rowerowych.
    Dzięki naszym dzieciom udało się poprawić system edukacyjny najpierw w szkołach, do których uczęszczały, a później inne szkoły też się przekonały do tego systemu. Metoda Jacka Weigla okazała się skuteczna. Połączenie vipowskiego podejścia do dzieci z upowszechnieniem metod motywacyjnych dla nauczycieli zaowocowało powstaniem pokolenia ludzi pewnych siebie, otwartych na świat i relacje społeczne. A malkontenctwo w naszym narodzie to już rzadkość…

  22. Toni 15 września 2013 w 10:22 - Odpowiedz

    Jestem emerytem (67), jeszcze czynnym zawodowo. Wymarzone życie:

    1. Wstaję o 4.55, to mi się udaje ostatnio. Marzę o pójściu spać o 22.00.
    2. Poranek: modlitwa, gimnastyka, msza św.
    3. Wieczór: medytacja, rozmowa z żoną, czytanie.
    4. Dom: duży lub mały, ale przestrzenny. Marzę o ogromnej przestrzeni wolności w sobie.
    5. Rodzina: mieszkam tylko z żoną, spotykamy się z dziećmi, wnukami, wspieramy się, a czasem współpracujemy w tym, co robimy, choć każdy ma swoją drogę.
    6. Działanie (pierwsza przymiarka do misji): pomagać ludziom odkrywać ich misję, budzić w nich uśmiech, pomagać im odkrywać sens życia.
    7. Praca dodatkowa: czasem krótkie zlecenie, rysowanie, czasem napisanie małego tekstu.
    8. Czas wolny: czytanie, rysowanie, słuchanie i rysowanie muzyki, gimnastyka.
    9. Ciągłe uczenie się, właściwie to, co robię, jest nieustannym uczeniem się. Przestałem marzyć, żeby być ekspertem.

    Czy dla takiego typa może być, Piotrze, miejsce na Twoim szkoleniu?

  23. Anna N 14 września 2013 w 22:45 - Odpowiedz

    Panie Piotrze – dziękuję, to wszystko co można tu napisać, a znaczy wiele niż najcenniejsza nagroda 🙂

    W przyszłości (co nie oznacza, że tak rzeczywiście będzie)
    – widzę moje dzieci, które wyjechały za granicę i studiują na angielskich uniwersytetach, córka udoskonala artystyczne zdolności, syn postanawia studiować prawo..
    Ja z mężem mieszkamy jeszcze w Polsce, wreszcie daliśmy radę zakończyć budowę naszego domku na obrzeżach miasta. Dom jest mały, najważniejszy taras i ogród wokół domu z dużą ilością drzew (gdzie czuję się jakbym mieszkała w środku lasu)…
    Najważniejsze pomieszczenie w domu to moje biuro (miejsce pracy) biurko stoi naprzeciwko okna, skąd mam widok na zieleń, co rano słyszę śpiew ptaków i to daje mi poczucie, że mimo pracy, której poświęcam większość swojego czasu, jestem blisko natury (nie ma tu wysokich biurowców, hałasu przejeżdżających samochodów..)
    Mąż co dnia wyjeżdża do pracy w mieście 🙂

    Założyłam firmę w branży HR co było od 2007 roku moim marzeniem, ale nie firmę stricte zajmującą się rekrutacją personelu pracowniczego do firm, a pośrednika, dzięki któremu mogę pomagać zarówno pracodawcom poszukującym pracowników, jak i kandydatom poszukującym pracy. Prowadzę serwis internetowy związany z pracą w Polsce i za granicą, zatrudniam X pracowników, których spotkałam na swojej drodze życiowej, wybrałam ich świadomie, nie z przypadku, wiedziałam, że są to ludzie, którzy bardzo dobrze w swojej pracy odzwierciedlą misję mojej firmy i z duszą będą te misję propagować wśród innych.
    Przez wiele lat pracy dla pośrednictw pracy (przed założeniem firmy) obserwowałam jak żądza pieniądza dominuje nad dobrem ludzkim, wielu ludzi wyjeżdżało do pracy za granicą – pozostawionych sami sobie bez dalszego wsparcia agencji pracy, które wcześniej obiecywały coś innego.. Brak etyki, zasad moralnych, wartości i odpowiedzialności społecznej wzbudził we mnie przerażające wewnętrzne weto, postanowiłam zakładając firmę uczulać agencje pracy, pracodawców, bycia odpowiedzialnymi społecznie.. bo przecież bardzo często od nich zależą losy ludzi, często posyłamy ich w nieznane i powinniśmy czuć odpowiedzialność za ich losy. Kandydatów poszukujących pracy uczę jak jej szukać, czego się wystrzegać, czemu nie wierzyć, wspieram ich całkowicie bezpłatnie w tworzeniu dokumentów aplikacyjnych, pokazuję im drogi udoskonalania swoich umiejętności zawodowych, by łatwiej mogli znaleźć wymarzoną pracę lub samozatrudnienie. Oczywiście współpracuję z coachem, który co jakiś czas użycza swoich porad moim użytkownikom…
    Efekt końcowy – buduję firmę odpowiedzialną społecznie, zarażam inne firmy, by były odpowiedzialne społecznie, uczę je przy okazji sprzedawania usług, jak należy się odpowiednio prezentować, jakich zasad przestrzegać…. Mój serwis jest jednak wyjątkowy, mogą korzystać z moich usług firmy tylko godne zaufania, rzetelne i świadczące usługi na poziomie – na takim poziomie, jaki jest u mnie wymagany, by zostali moimi „partnerami – klientami”. Wierzę, że można zmieniać świat na lepsze, trzeba zacząć małymi krokami budzić w ludziach, liderach firm „uczucia”, które powinny przeważać nad rządzą pieniądza..
    Co do dzieci, córka jest szaloną artystką, zaraża optymizmem, chciałabym, by w przyszłości zarażała optymizmem innych ludzi. Co do syna, ja zawsze chciałam być prokuratorem (niestety w trakcie się poddałam, ale pewnie to i dobrze) chciałabym, by mój syn, cokolwiek będzie robił, mógł wspierać ludzi pokrzywdzonych przez los.. myślę, że nasze silne charaktery kiedyś przyniosą wiele dobrego, nic innego nie liczy się w życiu od tego, by nie być obojętnym na brak etyki, której obecnie jest coraz mniej, praktycznie wymiera w ludzkich sercach …

  24. Michał 13 września 2013 w 18:23 - Odpowiedz

    Ręce na drążku i manetce gazu, przed nami pas startowy skąpany w porannym słońcu. Za chwilę otrzymamy pozwolenie na start.To już ostatni etap naszej podróży. Za nami 32 lotniska w 19 państwach – lot dookoła świata na małej awionetce. Warszawa-Berlin-Kopenhaga-Bergen-Szetlandy-Wyspy Owcze-Hornafjodor-Patreksjord-Kulusuk-Nuuk-Kimmirut-Kuujjuaq-Sept Iles-Kingston-Chicago-Calgary-Whitehorse-Scammonbay-Anadyr-Magadan-Jakuck-Bratsk-Murun-Techeng-Kustanay-Niżny Nowogród-Sankt Petersburg-Jyvaskyla-Vasteras-Talin-Ryga-Vilno-Warszawa.
    Spotkania z setkami ludzi poznanych przy organizacji przelotu jak i tych zupełnie przypadkowych. Promocja naszego samolotu i spotkania z Polonią rozsianą po całym świecie.Nowy samolot z polskiej prywatnej firmy obleciał świat; aż nie mogę uwierzyć, że udało mi się przekonać do tej idei tylu ludzi i i instytucji. Dziś wieczorem długo nie zasnę. Żona i córka każą opowiedzieć wszystko ze szczegółami, a i ja jestem ciekawy jak dawały sobie radę; nie było mnie przecież ponad miesiąc z nimi.
    W małym domu tuż za miastem długo będzie paliło się światło w salonie. A jutro obudzą mnie pierwsze promienie słońca, a może wstanę wcześniej aby oglądać wschód słońca z filiżanką kawy i usiądę w swoim gabinecie aby przygotować następną wyprawę, może napiszę o tym książkę… życie jest piękne.

  25. Miśka 13 września 2013 w 15:13 - Odpowiedz

    Moje wymarzone życie:
    1) niezależność, siła, stabilność w połączeniu z dobrem, brakiem krzywdy wobec innych i siebie, z mocnym kręgosłupem moralnym, którego nie muszę narażać na wyjątki w imię przetrwania
    2) dziecko (które mam), z którym mam przyjacielskie relacje
    3) praca związana ze śpiewem (pasja), angielskim i pracą w zespole, z ludźmi
    4) praca bez niekompetentnego i wyzyskującego przełożonego i pracowników
    5) praca za godziwe pieniądze
    6) umiejętność odseparowania się emocjonalnego / funkcjonowania obok szantażystów emocjonalnych, ludzi zaciekłych w walce o swoje kosztem innych, kłamców, dwulicowców i osób niekompetentnych
    7) umiejętność optymistycznego spojrzenia na świat w całości i w każdym, drobnym aspekcie
    8) mocne i trwałe relacje z ludźmi wartościowymi
    9) brak robienia czegoś wbrew sobie celem ustępstw w imię przetrwania
    10) bez ludzi i instytucji “łupiących” uczciwych ludzi i obywateli
    11) bez odrywania się od tematów, które chciałabym dokończyć w spokoju (np. ten komentarz:), bo dziecko, mąż, obiad i odkurzanie, a także bo trzeba się wyspać czyli czasu, czasu, czasu na spokojne i przemyślane realizowanie podjętych tematów jeden po drugim
    12) partner, który nie tylko rozumie, ale i czuje moje potrzeby i nie podporządkowuje mnie sobie
    13) mieć swój cel, nie żyć celami i podporządkowaniem wobec innych
    14) wzrost autorytetów w czasach, gdy takie się niszczy w imię ogłupienia i opętania ludzi przez innych opętanych i ogłupiałych, którzy chcą realizować siebie kosztem innych
    15) wygrać konkurs na sesję Osobistej Misji 🙂

  26. Marcin 11 września 2013 w 21:00 - Odpowiedz

    Wiosną 2092 roku, na ulicach Warszawy nastąpiło wielkie poruszenie. Tłumy ludzi, telewizja, dziennikarze, turyści. Nawet najstarsi mieszkańcy nie pamiętają takiego wydarzenia.
    – Co się dzieje dziadku? – spytał mały Jasio
    – To dziś – odpowiada dziadek – niedawno do Pana odszedł wielki człowiek. Dziś pogrzeb Marcina K.
    – Kim on był? – próbuje dowiedzieć się Jasio.
    – Proszę, w tej gazecie jest artykuł. Przeczytaj, a wszystkiego się dowiesz – odrzekł z uśmiechem dziadek po czym wyszedł z pokoju.
    Jasio chwycił gazetę i w skupieniu zaczął czytać następujące słowa:
    Wszystko zaczęło się w 2013 roku. Kiedy to nie mogąc odnaleźć sensu w swoim życiu postanowił je zmienić. Rzucił swoją obecną szkołę i mimo oporu ze strony swojego otoczenia rozpoczął naukę w dziś najbardziej prestiżowej uczelni w Europie, jednak wtedy dopiero raczkującej, małej szkole a mianowicie ASBiRO. Swoje „nowe” życie zaczął od akcji charytatywnej – chciał pomagać Afryce. To on jest autorem jednej z najważniejszych książek w polskiej literaturze, a mianowicie „Wielkiej Baśni Małych Przedsiębiorców”. Pomógł Afryce w sposób dość zaskakujący. Namówił całą Polskę, by pomogła mu w napisaniu najlepszego w historii podręcznika przedsiębiorczości. Wielka rzesza osób zaangażowała się w pomoc Afryce. Ludzie organizowali zbiórki rzeczy, pieniędzy, każdy dokładał cegiełkę w postaci swoich umiejętności. On natomiast na podstawie relacji z całej akcji napisał niezwykłą baśń, która dowodzi, że nie mając nic na początku, można osiągnąć coś wielkiego. Następnie założył swoją pierwszą firmę. W dzieciństwie uwielbiał układać puzzle oraz klocki. Właśnie ta pasja ukierunkowana na łączenie elementów spowodowała, tak wielki rozwój jego przedsiębiorstwa. Pomagał przedsiębiorcom wydobywać ukryte możliwości z istniejących w ich firmach zasobów i przekuwał je w zysk. Bawił się, wymyślając nowe strategie rozwoju i wizje, tworząc niespotykane dotąd akcje marketingowe, łącząc przedsiębiorców, klientów i kanały dystrybucji. Ciągiem dalszym pasji było szukanie możliwości wykorzystywania dźwigni do każdego działania, dzięki czemu jeden mały pomysł tworzył ogromne zmiany. Tak też powstało mnóstwo franczyzn i licencji, które stworzyła jego firma. On jednak mówił, że nie robi nic wielkiego, układa tylko klocki, dopasowuje elementy. Nie zapomniał jednak o Afryce. Tworzył systemy biznesowe także dla tamtejszej ludności, by pomagać dając wędki a nie ryby. W międzyczasie pomagał również Piotrowi Michalakowi w tworzeniu jedynej w swoim rodzaju, znanej dziś na całym świecie „Chrześcijańskiej Szkoły Biznesu”. Od Piotra Michalaka również zaczęło się odkrywanie pasji jego życia. Opisał mu kiedyś wizję swojego „życia marzeń”, której to wizji trzymał się przez całe życie, by dzięki temu uczynić szczęśliwym siebie oraz innych ludzi. Mimo ogromnego majątku mieszkał skromnie w swoim domku nad morzem, poświęcając wszystko swojej rodzinie. Zabawy z dziećmi, wspólne spacery, budowanie domowego ciepła, to był jego żywioł. Nie zapominając o innych angażował siebie i swój majątek w niezliczone akcje charytatywne, lubił pomagać ludziom. Pasję łączenia elementów wykorzystywał również tworząc muzykę, pisząc wiersze, opisując swoje podróże w sposób nader artystyczny, tak, że ludzie czytający te relacje czuli, jakby ich zabierał na wspólną podróż. Spontaniczny, kochający, kierujący się wartościami chrześcijańskimi, mówił, że jest z pewnością najszczęśliwszą osobą na tym świecie.
    Zachwycony artykułem Jasio pobiegł do dziadka i rzekł:
    – Dziadku, przecież to smutne, że takiego człowieka nie ma już pośród nas. Dlaczego więc nie płaczesz a jesteś szczęśliwy?
    – Tak się składa Jasiu, – odrzekł dziadek – że znałem tego człowieka osobiście. Niedawno mówił mi, że wybiera się w najwspanialsze wakacje swojego życia. Powiedział, że całe życie pracował na bilet w jedną stronę, że z radością zostawia wszystko co ma, bo nic tak naprawdę nie było jego. Dodał także, bym i ja pracował jak najciężej na swój bilet. Teraz rozumiem, co chciał przez to powiedzieć, a ponieważ zawsze życzyłem mu jak najlepiej, dlatego nie płaczę a cieszę się, ponieważ i ja też kiedyś tam wyjadę.

  27. Marcin, Tarnów 11 września 2013 w 12:51 - Odpowiedz

    Rozumiem, że to jest kolejny wstęp do płatnego szkolenia?

    • Piotr Michalak 11 września 2013 w 13:27 - Odpowiedz

      Tak Marcinie, 18 września otwieramy zapisy na 2-miesięczny program mentoringowy.

  28. Sebastian 11 września 2013 w 12:24 - Odpowiedz

    Witam Wszystkich. Piotrze dzięki za świetne wideo.

    Moje wymarzone życie.
    Mój idealny dzień.

    Mieszkam w małej wiosce otoczonej lasami i jeziorami. W małym białym domku z zielonym dachem, na którym są dwa ceglane kominy. Za domem mam śliczny ogródek, taki z jarzynami no wiecie pomidory, ogórki, fasolka szparagowa, no i brzoskwiniowe drzewa ślicznie kwitnące na wiosnę.

    W domu jestem ja, moja żona, dwójka, lub więcej dzieci. Żona realizuje się zawodowo (na etacie, do czasu, aż nasza firma zacznie przynosić dochody na tyle, że się włączy w jej prowadzenie), dzieci uczęszczają do szkół . Razem z żoną zajmujemy się domem, natomiast ja zajmuję się ogródkiem (bardzo to lubię).

    Wstaję o 6 rano, łyk duchowości, jogging 30-40 minut, aby lepiej funkcjonować w ciągu dnia. Następnie śniadanie z rodziną wiecie lubię jajka więc jajecznica dla mnie, lub ryba, może łosoś i owoc, może brzoskwinia, lub pomarańcza.

    ok. 7.30 odwożę dzieci do szkół, żona jedzie do pracy, a ja spoglądam w terminarz czym się dzisiaj zajmuję (planowanie). No i w związku z tym, że szukam swojej pasji życiowej to wymyśliłem sobie to tak, posłuchajcie:
    Od rana jadę odebrać materiały od fachowców, które wcześniej zamówiłem. Wracam do mojego warsztatu, lub biura (no jeszcze nie wiem co jest moją pasją). O 9.00 do pracy przychodzą uczniowie lub praktykanci (jeden lub dwóch z pobliskiego Domu Dziecka, lub Domu Poprawczego). No i pracujemy, pracujemy. O 12.00 przyjeżdża dostawca czego? Nie wiem (j/w). Następnie przychodzi, dzwoni, lub mailuje kilku potencjalnych klientów, których pozyskałem z polecenia. W trakcie pracy oczywiście rozmawiamy i próbujemy rozwiązywać problemy moich uczniów, uczę ich zawodu, ale również staramy się z rodziną uczyć ich jak być rodziną. Pracujemy do 16.00.

    Warsztat, lub biuro mam schludne, zawsze w porządku, są w nich wszystkie potrzebna narzędzia i urządzenia do prowadzenia mojej firmy, i miejsce w którym przyjmuję moich klientów.

    W między czasie żona i dzieci wracają do domu przygotowują obiad. Podczas posiłku rozmawiamy o tym co się wydarzyło, dzielimy się naszymi sprawami. Do 18.00 pomagamy dzieciom przy lekcjach.

    Następnie do 20.00 hobby czas ” wolny” dla każdego. Ja z żoną (która chce razem ze mną prowadzić firmę) planujemy wypady rowerowe po okolicy, lub spływy kajakowe, lub niedzielne podchody w lesie, lub inną formę aktywnego spędzania czasu z rodzinami klientów, kontrahentów, firm z którymi współpracuję, abyśmy mogli lepiej się poznać i powiedzieć sobie w jaki sposób możemy sobie lepiej służyć, aby nawzajem się rozwijać. No i wiecie, moje hobby to inna sfera mojej pasji, którą realizuję “po godzinach”, ale w inny sposób . Organizujemy 2-3 imprezy w roku i zastanawiamy się wspólnie nad tym komu pomóc i w jaki sposób.

    21.00 trzy łyki duchowości, rozmowy z rodziną, lub dobry film może we dwoje, może książka, może papierkowa robota czyli co robię sam, a co zlecam innej firmie np. biuro rachunkowe.

    23.00 Idziemy spać.

    Pozdrawiam
    Sebastian

  29. Monika 10 września 2013 w 21:00 - Odpowiedz

    Witaj. To w jaki sposób opisuję moje wymarzone życie ma związek z tym, co już do tej pory się dokonało, czego doświadczyliśmy jako rodzina i z czym musimy nauczyć się żyć.

    Jest 2030 r. mieszkamy na pięknym zielonym wzgórzu, skąd rozciąga się niesamowity widok na jeziora, łąki i las. Czuję się jak Ania z Zielonego Wzgórza, zawsze marzyłam o takim domku i takiej okolicy. Moje pragnienie się spełniło. Nasz domek jest niewielki, ale ma piękną werandę, na której często odpoczywamy i spędzamy niezapomniane chwile z przyjaciółmi. Mamy dobrych sąsiadów, zawsze gotowych do rozmowy, pomocy i do wspólnego rozwiązywania trudnych spraw. Mamy podobne zainteresowania i poglądy na życie. Domek otoczony jest naturalną roślinnością, mnóstwem starych drzew, a wśród zawieszona huśtawka, gdzie czasem jak dziecko spędzam na niej poranki, wsłuchując się w szum starych brzóz. Mamy czwórkę wspaniałych dzieci. Dwie córki opuściły już dom rodzinny i założyły własne rodziny. Najstarsza córka mieszka kilkadziesiąt kilometrów od domu, ukończyła wymarzone studia i pracuje z dziećmi. Swoich ma już dwójkę. Zawsze kochała dzieci. Gdy miała 10 lat już opiekowała się nie tylko swoim rodzeństwem, ale także wszystkimi dziećmi z okolicy. Z utęsknieniem wyczekiwała kolejnych, jeszcze nienarodzonych dzieci sąsiadów i znajomych. Młodsza córka pracuje jako projektantka. Pomaga kobietom wykreować swój image. Uważa, że każda kobieta powinna delikatnie podkreślać swoją urodę, będąc jednocześnie skromną i elegancką zarówno w sposobie ubierania się, jak i zachowania. Jej motto: bądź zawsze delikatna, subtelna i skromna, tak, by osoba, z którą się spotkasz czuła, że mieszka w Tobie sam Jezus. Mamy jeszcze dwóch synów. Młodszy z nich jeszcze się uczy, mieszka z nami i jest nieocenioną pomocą dla męża. Starszy, ma na imię Krzysiu, jest naszą wielką radością i ….

    Moje życie usłane jest różami, ale tymi z dużymi kolcami. Piękne i przepełnione cierpieniem. Mam cudowną rodzinę, dzieci i kochającego męża, z którym tworzymy nierozerwalną więź od trzydziestu lat. Spoglądam właśnie na męża, który się do mnie uśmiecha, jak piszę te słowa. On wie, że go kocham. Nie czuje się absolutnie ciężarem, choć mógłby…

    Nasze życie biegnie spokojnie, bez pośpiechu. To dlatego, że kochamy to, co robimy i dlatego, że dawno temu przyjęliśmy Wolę Boga, Jego plan dla naszego małżeństwa. To też dlatego, że kochamy się wzajemnie i staramy się każdego dnia tak żyć, by zrobić choć jedną rzecz dla swojego współmałżonka, która wywoła uśmiech na jego twarzy.

    Mój mąż pracuje na wózku inwalidzkim. 20 lat temu dowiedział się o nieuleczalnej chorobie, która zaatakowała jego organizm. Na początku czuliśmy złość, rozpacz, bunt. Z czasem nauczyliśmy się odczytywać wolę Boga. Mąż jest stolarzem artystą. Kocha to co robi. Zawsze mawiał: “Muszę tak pracować i rozwijać swój talent, by choć po części dorównać św. Józefowi. Wiem, że nie będę najlepszy, bo w Niebie jest już lepszy ode mnie w tym fachu, ale każda nowa zdobyta umiejętność sprawi, ze nie będę się czuł zawstydzony, kiedy już się spotkam ze św. Józefem”. Podziwiam mojego męża za charyzmę, jaką ma w sobie, za to, że mimo choroby się nie poddał. A do tego ma dwóch wspaniałych pomocników i uczniów, jakimi są jego synowie.

    Ja maluję. Zawsze marzyłam, by malować, choć nie ukończyłam żadnej artystycznej szkoły. Marzenie jednak nosiłam długo w swoim sercu. W końcu, siedemnaście lat temu, trafiłam na szkolenie p. Piotra Michalaka pt: “Jak osiągnąć wymarzone życie, zarabiać na swojej pasji?”, które pozwoliło mi robić to co lubię.
    Postanowiłam z mężem pracować w domu, służyć mu swoją osobą i swoimi umiejętnościami, z miłością mu towarzyszyć i wypełniać powołanie kobiety, jakim jest bycie żoną. Cieszę się, jak widzę z jakim apetytem wcina moje obiady, jak c
    zachwyca go czysty dom i świeże kwiaty w wazonie.
    Praca męża, to praca w drewnie, precyzyjna i czasochłonna. Patrzę i podziwiam, jak z trudem wykonuje małe szafeczki, półeczki, stoliczki, niestety większych już nie jest w stanie wykonać, choroba mu nie pozwala. Później trafiają w moje ręce. Ja je maluję, zdobię motywami kwiatów i ziół. Tak powstają prace niepowtarzalne, często projektowane wspólnie z naszymi wspaniałymi klientami. Cudownie jest pracować razem. Cieszymy się z mężem, że jesteśmy razem, ze razem pracujemy. chodzimy na spacery, czytamy książki, modlimy się, dzielimy szczęście naszych dzieci, planujemy nasze życie.
    Jest jeszcze Krzyś, nasz starszy syn, któremu pomagamy prowadzić stadninę koni. On też spełnił swoje dziecięce marzenie. Mając 5 lat już wiedział, że zostanie “koniarzem”. Jego pasja jest jego pracą. I dobrze. On też choruje, ale dzięki swojej pracy choroba tak nie postępuje jak u męża. Pracuje lżej i ma misję. Postanowił prowadzić hipoterapię. On sam nie może, bo nie może dźwigać, ale zatrudnił instruktora. Prowadzi hipoterapię i pomaga takim dzieciom jak on, by i im mogło się spełnić kiedyś marzenie, które noszą w swoim sercu.

    Jestem szczęśliwa. Mój mąż i ja to dwoje ludzi, których kiedyś Bóg połączył w jedno i przyrzekł im błogosławić, jeśli będą Go kochać i słuchać. Patrzę na męża i dziękuję Bogu za niego, za każdy dzień spędzony razem, za każdy uśmiech, gest życzliwości, za nasze dzieci i możliwość kochania. Bo miłość, to gotowość służenia drugiemu człowiekowi w zdrowiu i chorobie. Jesteśmy jedno i tak już zostanie na wieki. Jak wątek i osnowa.

    Pozdrawiam

  30. Adrian 10 września 2013 w 17:22 - Odpowiedz

    OPISZ SWOJE WYMARZONE ŻYCIE
    (ze szczegółami)

    1. Gdzie mieszkasz?
    Swoje życie rodzinne wiąże z miejscem, gdzie obecnie buduję dom. Nie jest on z zewnątrz wystrzałowo piękny i wyróżniający się spośród innych, jednak wewnątrz jest przytulny i praktyczny. Wszystko ma w nim swoje miejsce. Jest jasny i przestronny. Otaczają nas w nim ładne i dobrej jakości materiały, z których jest wykończony oraz gustowne meble o prostych liniach. Urządzony jest nowocześnie, ale drewniane podłogi oraz wykończenia dodają mu przytulności i naturalnego zapachu, a jasne ściany przestronności i czystości. Kontrast ciemniejszego drewna z bielą nadaje tym pomieszczeniom elegancji i świadczy o mnie i o mojej żonie. Przebywając w nim, czuję, że jestem tam gdzie powinienem, nie przytłacza mnie nadmiar zbędnych przedmiotów, a przestronność uwalnia moją duszę.

    2. Co czujemy mieszkając w nim?
    Każdy mieszkaniec tego domu wie o tym, że jest to jego „DOM”. Czyli miejsce, do którego zawsze będzie mógł wrócić i jeśli trzeba, zacząć wszystko od nowa. Miejsce w którym zawsze, ktoś będzie na niego czekał. Ktoś życzliwy i kochający. Dla każdego w tym domu znajdzie się również kąt na swoje własne małe królestwo, na swoją pustelnie i ucieczkę. W domu panuje zasada szacunku, do osoby i prywatności, jednak nie zamykamy się jeden na drugiego. Interesujemy się sobą i swoimi problemami. Przedkładamy przyjemność przebywania razem nad inne sprawy domowe, których zawsze jest za dużo. Soboty spędzamy aktywnie, pomagając sobie wzajemnie w wyznaczonych obowiązkach. Każdy wie co ma robić i może liczyć jeden na drugiego. Dzięki temu nie mamy zaległości i brud nie piętrzy się po kątach. W Niedziele natomiast odpoczywamy.
    Wszystkie problemy rozwiązujemy rozmawiając, w najważniejszym miejscu tego domu, w kuchni. To tam jest centrum, serce życia rodzinnego. Które zawsze będzie kojarzyć się z zapachem przygotowywanego obiadu.
    W tym domu to ja jestem głową rodziny i wszyscy o tym wiedzą i mogą czuć się bezpieczni. Nie tylko dlatego, że ustalam zasady, zarabiam pieniądze ale dlatego, że poprzez moje postawy widzą mnie kimś takim.

    3. Jak wygląda twoje otoczenie?
    Dom usytuowałem na uboczu, z dala od zgiełku miasta, które mimo iż jest małe jest bardzo głośne. Z okna swojego pokoju mam widok na góry i lasy, które są bardzo blisko. Ilekroć się im przyglądam, przychodzi mi na myśl Biblijne stworzenie świata, zwłaszcza jesienią kiedy mienią się kolorami rdzawo-złotymi.
    Zbudowaliśmy z żoną piękny ogród, który cieszy swoim widokiem zwłaszcza na wiosnę kiedy wszystko kwitnie. Kamienne mury, altanka, częściowo drewniana elewacja domu dodają temu miejscu przytulności i harmonii. Wszystko jest na właściwym, optymalnym miejscu, jest przemyślane na miarę naszych możliwości i ładne. Miejsce to, świadczy o mnie i o mojej żonie.
    Mam 200m do kapliczki górskiej, często tam chodzę z dziećmi na spacery. Dzieci mają blisko do dziadków, są naszymi sąsiadami. Dziadek uczy Kacpra praktycznych stolarskich zajęć, do których ja zawsze miałem za mało cierpliwości, zresztą on też ma jej tyle samo, po mnie, a żona wraz z Mają pomagają babci przygotowywać przetwory na zimę. Maja jest bardzo pracowita i cierpliwa, po mamie. Najbardziej z tych przetworów lubię paprykę na occie i miodzie.

    4. Co jest moim podstawowym powołaniem, moją nadrzędną misją?
    Moim nadrzędnym powołaniem jest małżeństwo. Do tego zostałem powołany w pierwszym rzędzie.

    5. Jak wygląda twoja rodzina?
    Jesteśmy, zwyczajną rodziną, nie wyróżniającą się z tłumu. Może trochę staroświecką. Nie szukamy na siłę inności, ekstremalnych doznań i poklasku. Mamy niewielkie ale wypróbowane grono znajomych i przyjaciół, którzy mniej lub bardziej podzielają nasze poglądy religijne. Jesteśmy otwarci na sąsiadów, unikamy sporów i zwad ale swojego bronimy jeżeli zajdzie taka potrzeba.
    Zawsze chciałem mieć dużą rodzinę minimum troje dzieci ale nie więcej niż czworo. W domu mamy przygotowane dodatkowe pokoje dla nich w razie „W”.

    6. Jak będę wychowywać dzieci ?
    W moim wymarzonym życiu, podobnie jak moi rodzice nie będę starał się zbytnio wpływać na swoje dzieci i określać im swoich celów jako ich własne. Z Bożą pomocą postaram się jedynie ukierunkować je, poprzez obserwację ich zdolności na rzeczy które mogą stać się ich pasją. Zawsze konsultując wszystko z Bogiem, w końcu to On jest ich ojcem, i wie o nich wszystko. Przede wszystkim będę im pozwalał popełniać błędy tak jak i mnie rodzice pozwalali je popełniać.
    Przekażę im wiarę w prawdziwego Boga, postaram się szanować ich wybory życiowe.

    7. O której rano wstajesz?
    Nie lubię wstawać wczas rano, jednak bardziej mnie męczy i irytuje późne wstawanie oraz poczucie straconego dnia. Poranek mogę zaczynać tak jak teraz o 5:30.

    8. Jak wygląda twój poranek?
    Pomagam żonie przy dzieciach zanim przyjdzie niania. Toaleta poranna zajmuje żonie więcej czasu niż mi. Kiedy wstaję, krótko w myślach oddaję się Bogu i powierzam dzień Jego opiece. Przed wyjazdem, klękam i powierzam mu w opiece swoją rodzinę i modlę się w intencjach. Kiedy jestem na miejscu w pracy zaczynam od Pisma Świętego, karmie się słowem, którym żyję później cały dzień i wracam do niego myślami. Czytam również lekturę, którą niedawno zakupiłem. Dużo czytam. Staram się cały czas poprawiać swoje kwalifikacje i dowiadywać czegoś nowego. Czytam tylko sprawdzone materiały.
    Tak to wygląda teraz i chciałbym aby tak wyglądało to w mojej przyszłości.

    9. Jak wygląda twoja praca?
    Pracę zaczynam o godzinie 10:00. Staram się aby jak najmniej rzeczy mnie zaskakiwało i burzyło mój harmonogram dnia. W tym celu wszystko co tylko mogę deleguję, kupując tym samym czas. Lubię delegować i powierzać innym ważne zadania i sprawiać aby pracownicy stawali się samodzielni, ponieważ wówczas mam możliwość patrzenia na wszystko z dalszej perspektywy. Fakt, może mniej zarobię ale zyskuję wolność, dzięki której mogę koncentrować się na realizacji swoich wizji. Jednocześnie obserwuję swoich pracowników, którym dając coraz to bardziej wymagające zadania, motywuję jednocześnie wpływając na ich rozwój. Lubię dawać wolną rękę w realizacji zadań jednak zawszę kontroluje przebieg zdarzeń aby cel który założyłem został osiągnięty, niekoniecznie dokładnie tak samo, jak ja bym go zrealizował.
    Jestem typem Deal Maker’a, skupiam się na strategii i pasjonuje mnie kiedy umiem wypracować sytuacje w której wszyscy zyskują. Nie lubię natomiast utrzymywania kontaktów ze zbyt dużą ilością osób naraz i dbania o ich potrzeby ponieważ nie jestem w stanie z żadnym z tych ludzi wejść w wystarczająco zażyłą relację. Tym bardziej nie przepadam za rolą telemarketera, akwizytora itp.
    Tak więc moja praca wygląda na ciągłym realizowaniu połączeń, uruchamiania kontaktów, spotkań w których uosabia się mój talent do negocjacji. Dalej, powiększaniu portfela znajomych w oparciu o znajomości które już posiadam oraz dbanie o koszty. Nie lubię jak się coś marnuje i jestem niezadowolony kiedy występują straty wynikające z czyjegoś zaniedbania lub rozrzutności. Czyli reasumując, moja praca polega na łączeniu wszystkiego tego co do tej pory było rozdzielone, dla lepszego i sprawniejszego działania, dając tym samym większe dobro z tego co zostało uzyskane.

    10. Gdzie pracujesz?
    Mam swoje biuro. Jednak najefektywniejszy jestem poza nim, poznając nowych ludzi oraz nowe miejsca. Jestem w ciągłym ruchu i w często zmieniającym się otoczeniu, dającym nowe bodźce i energię do pracy.

    11. Jak wygląda twoje biuro?
    Moje biuro jest przestronne, na środku pod dużym oknem, naprzeciwko drzwi znajduje się stylowe, ciemno-brązowe, drewniane, duże biurko. Na którym zawsze jest porządek i nie ma sterty niepotrzebnych papierów. Po lewej stronie, pod ścianą stoją przeszklone gabloty z książkami, nagrodami i wytwornymi alkoholami. Bliżej drzwi po prawej znajduje się skórzany ciemno brązowy wypoczynek, również stylowo wykończony. Jest bardzo wygodny. Rzadko jednak z niego korzystam, wolę spotykać się z klientami poza biurem na neutralnym gruncie. Zależy mi na tym aby w moim towarzystwie czuli się nieskrepowani i rozmowa szybko przechodziła na poziom dobrej znajomości.

    12. Jak wygląda twój wieczór?
    Wieczór jest czasem, kiedy zbieram cały, nieraz chaotyczny dzień do kupy. Jest to również czas na wyciszenie się oraz odseparowanie się od szumu i zgiełku minionego dnia. Siadam z dziećmi i żoną przy kolacji, takiej zwyczajnej jajko, kakao i świeży chleb pszenny z wypróbowanej piekarni. Wówczas rozmawiamy i planujemy, interesujemy się sobą. Każdy ma okazję opowiedzieć o tym co go frapuje lub interesuje, a czasem po prostu jak mu minął dzień. Dla odmiany oglądniemy film, innym razem nadrobimy wspólnie zaległości domowe. Wieczór to czas uspokojenia, wyciszenia i oddzielenia.

    13. O której idziesz spać?
    Idziemy spać najpóźniej o 23:00, ale najlepiej o 22:00. Dając sobie tym samym czas na potrzebny odpoczynek.

  31. Iza 10 września 2013 w 16:42 - Odpowiedz

    Witam 🙂
    Kolejne świetne wideo. Oby tak dalej! Sam projekt zapowiada się bardzo interesująco. Tak więc tutaj dodaję moje wymarzone życie 🙂

    Mieszkam wraz z rodziną w nadmorskiej okolicy, gdzie poza szumem fal, delikatną bryzą, skrzekiem mew i tą wypełniającą wszystko, kojącą ciszą nie ma nic innego. Żadnego gwaru, szumu samochodów, tylko my i natura w najczystszej postaci. Razem z mężem wspieramy się w kolejnych wyborach życiowych, w podejmowaniu tych ciężkich decyzji, gdzie jeden umysł nie jest w stanie sprostać wymaganiom. To co robimy jest dla nas ważne, tak jak i dziecko, które jest w drodze. Bo wreszcie udało nam się spełnić jedno z założonych dawno marzeń, stworzyć naszemu dziecku takie życie, w którym będzie się czuło bezpieczne, kochane i nie zabraknie mu niczego aby stać się człowiekiem dobrym, pełnym pasji i otwartym umysłem i sercem nie tylko na siebie ale także i na innych.

    Wstaję o wczesnej godzinie, od zawsze byłam rannym ptaszkiem. Kocham poranną ciszę i spokój, tą chwilę gdy świat dopiero budzi się do życia, gdzie cichy pomruk świata miesza się z delikatnymi promieniami wschodzącego słońca. Kilka ptaków wyśpiewuje swoje marzenia tym słodkim, melodyjnym głosem. W tym momencie mam tylko jedno marzenie, jak sprawić, żeby inni zobaczyli w życiu ten ogrom i przepych otaczającego nas świata, jak pokazać im, że żyjąc pełnią życia nie musimy korzystać tylko z dóbr materialnych, ale z każdego branego oddechu, z każdej chwili spędzonej na kontynuowaniu swojej własnej legendy. Jak pomóc im napisać tę legendę.

    Nie mam sztywnych ram czasowych pracy, ona zaczyna się gdy wstaję i kończy gdy kładę się spać. Moja misja jest moją samorealizacją, ta praca daje mi tyle energii, iż mogłabym przenosić góry. Ta energia dodaje mi sił w codziennym życiu, przy wspieraniu najbliższych. Mąż wychodzi do pracy, a ja zasiadam do sztalug. Malarstwo jest moją bramą do kreatywności, to tutaj przychodzą do mnie najlepsze i najbardziej innowacyjne pomysły. To tutaj się rozluźniam, tutaj czuję, że mogę wszystko. Może napiszę poradnik, może wprowadzę w życie nową ideę, która właśnie ukształtowała się w mojej głowie. Najbardziej w tej pracy kocham ten kontakt z ludźmi, ten drobny błysk w ich oczach gdy pomagam im odkryć te niewyczerpane pokłady inwencji, ich własną legendę.

    Dzień dzielę pomiędzy pracę i czas wolny, który poświęcam najbliższym. Bo rodzina jest najważniejsza, czyż nie? Staram się otaczać ludźmi, którzy nie powtarzają do znudzenia, że nic im nie wychodzi, że nic nie potrafią, że ich życie nie jest jakiego by chcieli. To są ludzie, którym pomagam. Wieczorem wychodzę na spotkanie z nowo poznaną dziewczyną, młodą, pełną pasji. Będziemy rozmawiać o wszystkim, będę ją poznawać, bo to jest największy dar jaki możemy otrzymać, historię drugiej osoby, osoby która zaufa nam na tyle aby otworzyć się i odkryć przed nami kompletnie. Te historie, problemy, drobne radości skrywam jak skarby, pamiętam i szczerze podziwiam za chęć rozwoju. W końcu sama też kiedyś byłam w tym miejscu.

    Po miłym spotkaniu wracam do domu, do męża. Tutaj wreszcie możemy na spokojnie porozmawiać, przy lampce wina i trzeszczących polanach w rozgrzanym kominku. On jest jedyną osobą, która mnie dopełnia, która daje mi motywację i potwierdza w tym co robię. Zasypiając znów zastanawiam się, jaką przygodę przyniesie mi dzień następny, może wylot do obcego kraju, może spotkanie z kolejną ciekawą a niepozorną osobą, piesza wędrówka po plaży w świetle księżyca… Przecież możliwości jest tak wiele.

    Pozdrawiam

  32. Bogdan 10 września 2013 w 16:28 - Odpowiedz

    Bardzo fajny i wartościowy materiał.
    Mam tylko jedno pytanie: dlaczego uważasz Piotrze, że bycie masonem jest “nie fajne”? Czyżbyś kiedyś był masonem? Byłby to ciekawy szczegół Twojego życiorysu 🙂
    Pozdrawiam,
    Bogdan

  33. Justyna 10 września 2013 w 15:49 - Odpowiedz

    Piotrze, bardzo lubię oglądać twoje filmy. Słychać i widać na nich twój spokój, pewność, przemyślenie każdego punktu prezentacji. Dziękuję, że dzielisz się z nami swoim doświadczeniem, refleksjami i wiedzą.

    Jakiś miesiąc temu postanowiłam zmienić swoje życie. Poinformowałam przełożoną, że nie przedłużę umowy – pod koniec miesiąca kończę pracę na wygodnej pozycji półautomatycznego odpowiadacza na pytania dotyczące programu lojalnościowego. Praca uśpiła moją kreatywność i ciągłe pragnienie rozwoju.

    Moja wymarzona praca będzie kierowana przeze mnie. Firma pozwoli mi, bym rano wybiegła do lasu natchnąć się energią i przywitać słońce, które daje życie ziołom, warzywom i kwiatom za naszym domkiem. Zdarzy się czasem, że będę się tam zachwycała już wschodem, z sercem bijącym po podbieganiu na górkę. Potem przygotuję śniadanie dla mej budzącej się Drugiej Połówki – płatki owsiane z owocami, ciepłe croissanty z domową nutellą lub kanapki z własnego chleba. Tak posileni pójdziemy do własnych pracowni – ja realizować wyobrażenia Klientów o wyjątkowych personalizowanych podarunkach ręcznie robionych, mój Miły – instrumenty dla relaksacji duszy. Spotykamy się na obiedzie lub na jego przygotowaniach – w zależności od naszego harmonogramu. Jemy przy jasnym stole w czystej jadalni rozmawiając po czesku o naszych sukcesach i planach. W ramach odpoczynku czytamy, oglądamy seriale komediowe, gramy, słuchamy muzyki. Po południu przyjeżdża grupa, dla której prowadzimy warsztaty rozwojowe lub terapeutyczne. Z serdecznością gościmy ich w domeczku postawionym na naszej posesji z naturalnych materiałów, zbudowanym przez nas specjalnie do tych celów. Widzimy, jak ludzie zaczynają się uśmiechać, otwierają się, pokonują swoje trudności, ograniczenia. Wracają lżejsi i pewniejsi siebie, a my witamy znajomych, którzy przyjechali na wieczorne ognisko. Pieczemy jabłka zerwane z przyległego sadu i świeżo wykopane ziemniaki, gramy, śpiewamy, rozmawiamy. Część znajomych zostaje na noc pod chmurką wokół ognia, część wraca do własnych domów.

    Każdy dzień będzie inny – inne przedmioty, inni ludzie, inne spotkania. Raz na tydzień pojadę wysłać pięknie zapakowane zamówienia na pocztę. W jednej w kawiarni zjem ciasto popijając gorącą czekoladą i rozmawiając z przyjaciółką. Na mieście załatwię sprawy i rodzinne zakupy. Wrócę popołudniu do naszego domu na skraju lasu i ułatwię elfom opiekę nad roślinami w ogródku usuwając chwasty i podlewając grządki. Tomasz przygotuje romantyczną kolację i odpoczniemy przy filmie.

    Będzie ciężka praca i radosny wypoczynek. Weekendy na Słowacji pod Tatrami i spracery z psem u rodziców pod szczytami Karkonoszy. A później do swego życia zaprosimy dzieci i będzie jeszcze ciekawiej 😉

  34. Asia 10 września 2013 w 13:53 - Odpowiedz

    Dziękuję Ci Piotrze za przypomnienie że będąc dorosłym można rozmarzyć się jak dziecko…
    Która godzina? Już 11.oo, ale i tak dzisiaj się nie śpieszę. Lecimy na zasłużone wakacje nad morze naszym Pilatusem. Mąż już się nie może doczekać kiedy zasiądzie za jego sterami. Lotnictwo zawsze było jego pasją, a teraz mając w rękach wolant takiego samolotu… wiem, że jest szczęśliwy.
    Jeszcze Pani Natalia skończy sprzątać nasz dom, żebyśmy po powrocie nie zastali bałaganu. Kocham mój prawie 300-metrowy dom, ale naprawdę nie mam czasu go sprzątać, a małe dzieci robią straszny bałagan. Cieszę się, że zapewniam Pani Natalii pracę, a sprząta naprawdę znakomicie.
    Nasze chłopaczki też już się nie mogą doczekać wyprawy, przez cały rok byli bardzo grzeczni i zasłużyli na wyjątkowe wakacje.
    A ja? Ja też się cieszę, choć moje codzienne zajęcie jest tak pasjonujące, że nie wiem czy nie wolałabym zostać i popracować. Wsiąść jutro w moje Volvo i spotkać się z ludźmi z którymi współpracuję… Bezcenne
    Moje zajęcie… jest tak dużo ciekawych zajęć na świecie, że nie mogąc się zdecydować robię wiele z nich 🙂
    Najbardziej ekscytujące są nieruchomości. Zawsze wywoływały we mnie dreszcz emocji. Domy…mieszkania…jak ciekawy mają układ, wykończenie…co można by do nich nowego dodać… Teraz mam kilka mieszkań, które wynajmuję i wybudowałam kilka domów, dzięki którym kilka rodzin ma swoje cztery kąty. Spełniłam ich marzenia o swoim domku, tak samo jak kiedyś spełniło się moje…
    Mam też kilka sklepów internetowych. Dostarczam moim Klientom produktów, które wywołują uśmiech na ich twarzach i dają im radość. Obsługą sklepów zajmuje się firma zewnętrzna, ale ja wnoszę do nich pomysły i realizuję swoją pasję artystyczną. Poza tym fascynuje mnie copywriting, nikomu nie oddałabym napisania tekstów i opisów do moich sklepów.
    Choć mam dużo zajęć, które uwielbiam, mam też więcej czasu dla siebie niż kiedyś. Moda, makijaż, biżuteria to co chyba każda kobieta uwielbia, a ja na pewno, bo jest to częścią mojego zawodu, któremu poświęciłam 9 lat nauki. Niektórzy powiedzieliby, że zajmowanie się swoim wyglądem to samolubstwo, ale jak we wszystkim – trzeba mieć umiar, a jak człowiek jest zadowolony z siebie to i więcej może dać z siebie innym…
    Uwielbiam pomagać ludziom, widzieć, że dzięki mnie są szczęśliwi. Swoim doświadczeniem dzielę się z innymi i rozwiązuję ich problemy. Te, przez które ja kiedyś nie mogłam spać…
    To moje wymarzone życie. Część z jego elementów już jest, część dopiero muszę poszukać. Teraz trochę się pogubiłam, ale może ktoś pomoże mi znaleźć i poukładać pozostałe elementy tej układanki?

  35. Krzysztof Łyżyń 10 września 2013 w 13:28 - Odpowiedz

    Dziękuję. Genialnie przygotowany materiał – jestem pod ogromnym wrażeniem. Fantastyczne narzędzie i system, który przemawia do wzrokowców:)

    Jestem dzieckiem wszechświata, mieszkam w sercach wszystkich mieszkańców układu słonecznego, tej planety, przenikam ich jestestwo na wskroś. Jestem. Jestem i wypełniam ich trzewia. Jestem korą mózgową i hipokampem. Jestem szyszynką i podwzgórzem. Jestem wszystkim we wszystkim. Jestem wszystkim i niczym. Jestem niczym i wszystkim. Jestem wielością w jedności i jednością w wielości. Kroplą wody w oceanie, bez której sama w sobie nie istnieje. Kroplą wody, która drąży nieprzerwanie. Ziarnkiem piasku na pustyni, bez którego przestaje być tym, czym jest. Jestem skałą, która trwa nieprzerwanie. Szumem wiatru i rykiem trąb jerychońskich. Promieniami słońca i luną księżyca, niegasnącą gwiazdą, czarną dziurą…
    Mieszkam w twoim sercu i twoich myślach. Mieszkam w twoich marzeniach i wspomnieniach. Jestem tu i teraz, przedtem i potem. Ode mnie wszystko się zaczyna/bierze swój początek i na mnie wszystko się kończy. Trwam nieprzerwanie.
    Moje otoczenie jest tym, co widzisz również wokół siebie.
    Moją rodziną są również Ci przy twoim boku.
    Nigdy nie wstaję i nigdy się nie kładę. Nigdy się nie budzę i nigdy nie zasypiam.
    Dzień i noc jest jednym i tym samym. Jestem dniem i dzień jest we mnie. Jestem nocą i noc jest we mnie. Jestem tym samym i jedynym. Integralną całością i dezintegracją. Jestem każdym innym i niepoliczalnym. Jestem każdym porankiem i każdym wieczorem tego świata. Każdy poranek jest każdym porankiem tego świata. Każdy wieczór jest każdym wieczorem tego świata. Jestem tym, który był, jest i będzie.
    Co to jest praca? Jestem pracą i praca jest we mnie.
    Jestem przegraną i przegrana jest we mnie – jestem wygraną i wygrana jest we mnie. Jestem każdą porażką i każdym zwycięstwem. Jestem dzieckiem i starcem jednocześnie. Jestem nikim i każdym z osobna. Człowiekiem.
    Jestem twoim wymarzonym życiem i twoje wymarzone życie jest moim, a moje wymarzone życie jest twoim i ty jesteś moim wymarzonym życiem.
    Niczego tu nie było i wszystko już tu było – wszystko tu jest i niczego tu nie ma.
    Niczego nie ma i wszystko jest. Wszystko jest i niczego nie ma.
    Niczego nie będzie i wszystko będzie – wszystkiego będzie i niczego nie będzie.
    Byłem, jestem i będę.

    A teraz poważnie zejdź na ziemię.

    Mieszkam w pięknym malowniczo położonym domu z dużym ogrodem i ogromną pracownią, gdzie tworzy się piękno od świtu do zmierzchu. Dom jest niewielkich rozmiarów, od wystarczający dla wszystkich i każdego z jego domowników. Jest ciepło i przytulnie, jasno i przestronnie. Promienie słońca ślizgają się o każdej porze dnia rozlewając blaskiem po ścianach, aby budzić się z nimi do życia i z nimi razem zasypiać. Stanowi inspirację, pobudza wyobraźnię, dodaje energii tworzenia i wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. Z zewnątrz wydaje się czymś skromnym i niepozornym, od wewnątrz ogromną świątynią oazy spokoju i kosmicznej energii. Choć nie ma w nim niczego wszystko jest na swoim miejscu. Ascetyczny minimalizm podszyty kosmicznym high tekiem. Światło i dźwięk nieustannie podążą za tobą, gdy tego pragniesz. Tworzy oazy spokoju/wyciszenia/medytacji i kosmicznej energii/witalności, gdy jej potrzebujesz. Temperatura pomieszczeń dostosowana za każdym razem do twojego rytmu życia i pogody za oknem reagując na jej kaprysy. Mógłbyś rzec, że to dom samowystarczalny. Zasilany kosmiczną energią, słonecznymi i wiatrowymi kolektorami, siłą wodospadu, szumem liści, kroplami deszczu dudniącymi o dźwiękoszczelne szyby. Jest w nim muzyka lasu, buszu i pustyni, muzyka miasta i wsi, placu zabaw dla dzieci i cisza biblioteki z szelestem stronic w książkach lub zakładu post produkcyjnego, w którym roboty pracują za ciebie; wszystko to w zależności o twojego kaprysu. Cisza, gdy jej potrzebujesz, by w niej przebywać i moc dźwięków, które pobudzają drgania serca i duszy. Dom przyszłości z wizją i misją w samym sobie. Dom, o którym każdy marzy. Czyste piękno, prawda materiałów i dobro emanujące z tkwiącej w nim energii. Dom, w którym wszystko jest na swoim miejscu, w którym niczego nigdy nie brakuje. Stabilny, bo zbudowany na skale, trwa nieprzerwanie stając się symbolem ponadczasowej klasyki. Od początku do końca stanowiący otwartą i spójną całość. Starzeje się wraz z domownikami w sposób naturalny zachowując swoją pierwotną młodość. Iskrzy możliwościami pobudzając wyobraźnię i sprawczą energię.
    Zapewnia jednocześnie kontakt z naturą (morzem i górą, gdzie staw i rzeczka, pole, las i łąka) oraz aglomeracją miejską tętniącą życiem miasta.
    Z domu mam dwa kroki do pracowni, gdzie dzieją się cuda, gdzie wszystko jest możliwe, gdzie dzieci są szczęśliwe. Pracowni, w której każdy może tworzyć na nowo swoją codzienność, by zachwycała pięknem. Gdzie można marzyć, i chodzić po chmurach. Miejsce, w którym skutecznie realizuje się najdrobniejsze w szczegółach marzenie, gdzie urzeczywistnia się każda wizja. Eksperymentalne laboratorium, w którym opracowane systemy sprawdzają się w krystalicznej czystości odkrywając nowe możliwości. Pracownia, w której bezpieczne narzędzia pomagają w rozwiązywaniu najtrudniejszych projektowych problemów. Miejsce, w którym przyjemnie jest się pobrudzić pracą. Miejsce, w którym wszystko co powstaje jest odwołaniem do tego, co w człowieku najpiękniejsze. Do tego, co w człowieku najcenniejsze: miłość, wrażliwość na drugiego człowieka i piękno w nim samym i wokół niego, niespożyta wyobraźnia, i sprawcza energia kreacji właściwego działania zgodnego z wartościami, właściwe rozeznanie. Wszyscy stanowią jedną wielką rodzinę epatując rozeznaniem poczucia właściwej miłości. Każdy odwołując się do samodyscypliny i przyjętego systemu wartości jest sumą wypracowanych nawyków i przyzwyczajeń, które umacniają każdego z osobna. Używa się języka proaktywnego i tworzy synergię szukając trzeciego rozwiązania, by wygrana była po jednej i drugiej stronie. Wszyscy przesiąknięci rozeznaniem piękna, prawdy i dobra, dla wszystkich i każdego z osobna. Każdy nosi w swoim sercu własne pragnienia, które są częścią wspólnego istnienia z szacunkiem dla koegzystencji. Każdy jest w stanie sprostać wymaganiom chwili, która trwa tu i teraz. A prawo moralne jest w nas. Gdzie cenniejsze jest wzajemne obdarowywanie. Gdzie każdy dzięki swej wyjątkowości i niepowtarzalności czuje się częścią większej całości. Wszyscy wpisani we właściwy rytm dni, tygodni i miesięcy, lat trwają w braterskiej jedności i wzajemnej lojalności jako wojownicy światła. Każdy poranek inny i każdy taki sam – jest sumą wszystkich poranków. Każdy wieczór inny i każdy taki sam jest sumą wszystkich wieczorów. Każdy dzień inny i każdy taki sam jest sumą wszystkich dni.
    Chodzę spać z radością w sercu i ostatnim oddechem… w momencie, gdy cichnie śpiew ptaków.
    Zasypiam z uśmiechem na twarzy z nadzieją w sercu na dobry sen i nowy dzień. Pewnością co przyniesie jutro: jeszcze piękniejszy dzień, bo nie wiadomo, czy nie ostatni. Z myślą, że najważniejszą chwila ta, która trwa tu i teraz w gronie kochanych i kochających zawsze inaczej i zawsze tak samo. Pewnością, iż obudzą mnie promienie słońca i śpiew ptaków w czystej czerwieni jedwabnej pościeli. Pewnością integrującej porannej medytacji, dającej witalność do przeżycia kolejnego pięknego dnia. Dnia, w którym praca jest modlitwą, a modlitwa pracą – nad sobą samym, niepokonanym wojownikiem światła, co rozjaśnia mrok twórczej poszukującej duszy. Zwycięstwo publiczne rozpoczyna się od zwycięstwa nad sobą samym. Tworzymy dwa razy najpierw w umyśle, a potem w rzeczywistości.
    Moja praca jest tworzeniem otaczającej mnie rzeczywistości, by zachwycała poczuciem piękna, prawdy i dobra. Moja praca jest publicznym zwycięstwem opartym na zwycięstwie nad sobą samym. Jest ustawicznym poszerzaniem kręgu zainteresowania i oddziaływania. Dzieleniem się rozeznaniem serca i rozumu, mądrością doświadczenia. Aplauzem tłumu. (…)
    Pozdrawiam serdecznie i słonecznie.

  36. Justi 10 września 2013 w 11:13 - Odpowiedz

    Wymarzone życie:

    Mieszkam razem z mężem i czwórką dzieci w domu lub dużym, przestronnym mieszkaniu, w którym jest duży salon. Taki, który spokojnie pomieści kilkanaście osób. Uwielbiam przyjmować gości, dlatego takie miejsce jest dla mnie szczególnie ważne. Gdy nikogo nie zapraszamy, jest to przestrzeń dla dzieci, które mogą się tu swobodnie bawić. Oprócz tego w jednym pokoju posiadam biblioteczkę, która zajmuje całą ścianę od ziemi aż do sufitu. Obok niej jest wygodny fotel, biurko i pojemnik z wieloma smakowymi herbatami. Na fotelu czytam książki z zakresu psychologii i teologii, przy biurku tworzę własne. Opowiadania, poradniki, wywiady z ciekawymi (niekoniecznie znanymi) ludźmi. Obok naszego gniazdka jest zielono, niedaleko jest las i staw, gdzie codziennie spacerujemy.
    Wstaję o 7, pomagam dzieciom w szykowaniu się do szkoły i idę na Mszę, po której udaję się do pracy. Jestem wykładowcą na wyższej uczelni, prowadzę zajęcia na wydziałach psychologicznym, teologicznym lub filozoficznym. Oprócz tego prowadzę szkolenia z zakresu psychologii pracy i własnego rozwoju. Pomagam ludziom rozwijać swoje talenty i odnajdywać swoją ścieżkę zawodową. Prowadzę też spotkania indywidualne, terapię dla kilku osób.
    Wolne chwile poświęcam na zabawę z dziećmi, czas z mężem, sport (wspólna jazda na rowerze, wypady w góry i na basen, łyżwy itp) i rozwijanie siebie. Ważną częścią mojego życia jest też działanie przy parafii i w diecezji w ramach Ruchu Światło-Życie.
    Staram się nieustannie łączyć teologię z psychologią i jak najwięcej pomagać ludziom. Prowadzić konferencje, modlitwy wspólnotowe, pomagać potrzebującym. Uczę tego także moje dzieci.
    Nasze wspólne życie ma głębszy sens i jest nieustannym dawaniem z serca tego, czego sami nauczyliśmy się i czego doświadczamy. A do tego nie stoimy w miejscu, lecz wciąż poznajemy nowe rzeczy, uczymy się nowych umiejętności, poznajemy wiele miejsc i często wyjeżdżamy w ciekawe miejsca.
    🙂

  37. xaero 10 września 2013 w 10:28 - Odpowiedz

    Piotrze, dziękuję ogromnie za tą ostatnią serię filmów.
    Chciałem zapytać co sądzisz o MLM-ie? Chciałbym się tym zająć ale mam pewne ograniczenia i przekonania. Jak je w sobie zwalczyć?

    • Piotr Michalak 10 września 2013 w 13:48 - Odpowiedz

      Jest to po prostu forma kanału dystrybucji. To tak, jakbyś się mnie zapytał “co myślisz o sprzedaży hurtowej” albo “co myślisz o sprzedaży detalicznej”. Zależy o co pytasz 🙂 Forma ta oczywiście ma swoją specyfikę, ale musiałbyś konkretnie dopytać. Co do swoich ograniczeń, może moje najnowsze wideo pomoże 🙂 Właśnie je montujemy.

  38. Dariusz 10 września 2013 w 07:56 - Odpowiedz

    Dobre. Słucham tego w tle, w trakcie pracy. Może trafi do mojej podświadomości.

    Myślę, że dobrze by było nauczyć się marzyć. Tak, może się niektórym wydawać to dziwne, ale nie każdy ma dar kreowania marzeń. Czy takich ludzi los skazał na zapomnienie, cierpienie, samotność, itd.? Oby nie, a mam nadzieję, że tym wpisem pomogę tym, którzy mają problemy z takim małym szczegółem niezbędnym do planowania swoich sukcesów ;).

  39. Servitium -Gustaw Lasek 10 września 2013 w 00:04 - Odpowiedz

    1. Odnośnie pytania “Bartka” w video. Tak sprzedaż książek w Polsce to 1-3 tys. sztuk, ale może warto przetłumaczyć książki na j. angielski i wydać w wersji elektronicznej.
    Zależy też jaka jest tematyka książki.
    Niedawno rozeznawałem temat można samemu wydać na rynek polski i anglojęzyczny książkę w wersji elektronicznej bez żadnych kosztów i ebook ukażę się w największych księgarniach internetowych takich jak: Amazon, B&N, merlin, empik, gandalf itd.
    Reszta jak mówi Piotrek książka to raczej wstęp do innych usług i budowa wizerunku.

    2. Odnośnie Video.
    Świetne nagranie z dużą ilością szczegółów i przykładów z własnego życia GRATULUJĘ!
    Świetnie przedstawiona droga (uważam, że jedyna) “Strach-Serce”.

    3. Osobista Misja
    Ciekawe od niedawna klaruje mi się w głowie obraz czegoś podobnego, ale w innej formie i innym zakresie… ale jeszcze nie teraz, za pewien czas.

    4. Wymarzone życie
    Ćwiczenie wymarzonego życia zrobiłem w 2011 od tamtego czasu niewiele się zmieniło.
    To nie powinno być pierwszym krokiem, bo nie wiesz co przy spisywaniu przyświeca osobom, niektórzy mogą się kierować nie swoimi marzeniami, dobrami materialnymi, nie swoimi przekonaniami i osoby mogą zrobić sobie “kuku”.
    Zdziwią się jak za parę lat okaże się, że to co oni wymarzli nijak się ma tego co wymarzył dla nich BÓG i do czego ich powołał.
    Najpierw trzeba przebudować coś zupełnie innego, dopiero wtedy moje życie zaczęło się zmieniać i do czego innego te zmiany prowadzą.

    • Adrian 10 września 2013 w 09:33 - Odpowiedz

      Nie zgadzam się z tobą Gustawie w jednej kwestii. Właśnie czasem poważne potraktowanie tego aby zastanowić się gdzie prowadzi mnie moje dotychczasowe życie, a jak naprawdę chciałbym aby ono wyglądało może otworzyć furtkę Bogu, w kwestii przemiany nas samych.

      Jeżeli się zdziwią to dobrze, gorzej jakby tego nie zrobili. Przemiana trwa czasem latami. W moim przypadku trwało to 11 lat do dzisiaj. Wielokrotnie robiłem, może nie tak szczegółowo taki przegląd sytuacji i mimo iż Bóg wówczas mógłby dla mnie nie istnieć, to właśnie w takich momentach działał w moim życiu najmocniej doprowadzając mnie jak po nitce do kłębka, do “miejsca” w którym teraz piszę ten post.

      I nawet teraz kiedy Bóg stał się dla mnie najważniejszy, ponownie stoję przed tym samym pytaniem, pytaniem o misję, lecz teraz ma ona najwyższy i najgłębszy sens jaki człowiek może wydobyć ze swojego człowieczeństwa i jest już nazwana na kartach ewangelii. Teraz pozostaje skonkretyzować i zestawić to ze swoim życiem, zdolnościami i ograniczeniami.

      Chętnie wykorzystam te materiały, traktując je z pełną powagą i pokładając nadzieję że i teraz Bóg wskaże mi właściwą drogę.

      Dzieki Piotrek za to co wysyłasz, od dawna prowadzą mnie twoję nagrania i e-maile. Robota, którą wykonujesz przynosi wieki pożytek dla nas. Mówię głównie za siebie ale w głębi serca wierzę, że wielu mogłoby się podpisać pod tymi słowami.

      Tylko pamiętaj, nie obrastaj w pierze :).

  40. Mariusz 9 września 2013 w 19:45 - Odpowiedz

    Moje wymarzone życie 🙂

    Mieszkam w rodzinnym mieście. To duża aglomeracja – stolica Regionu, z którym nierozerwalnie związany jestem ze względu na charakter wykonywanej pracy. Wiadomo, dzisiaj w dobie wszędobylskich komunikatorów, zasięgu sieci – działalność prowadzić można – “jeszcze w po wsadzeniu w cudzysłów” – z niemalże każdego miejsca na mapie. Moja praca polega na fizycznym dostępie do współrealizujących określone przeze mnie zawodowe pomysły. Najważniejsza grupa zamieszkuje mój rodzinny region Wielkopolski. Stąd przynależność zameldowania określa takie, a nie inne miejsce. Pracuję w branży ślubnej i weselnej. Spory zapas wypracowanego w tym temacie czasu. Zaczynałem od wprowadzenia w życie pierwszego w Polsce drukowanego informatora dla narzeczonych. Z czasem wydawnictwo powiększyło się o regionalne czasopismo ( takie do poczytania w tematach dla narzeczonych)…
    Wypracowane przez tyle lat ścieżki, drogi, autostrady przecinające zawodowe doświadczenie doprowadziły do mojego obecnego ” imperium ślubnego”. Broker usług ślubnych – w taki sposób podpisuję nakład moich najnowszych wizytówek 🙂 Doradztwo ślubne, konsultacje, i koordynacja ślubów – trzy w jednym. Rodzynkiem w tym wszystkim jest fakt, ze osobiście znam wykonawców proponowanych usług. Poznałem ich jako ludzi i jako przedsiębiorców. Znam ich ofertę.
    Wreszcie stanął obiekt moich marzeń. Wieloletnie westchnienia duszy zmaterializowały się. Mały, uroczy domek na peryferiach miasta. Wspaniała lokalizacja, na skraju sosnowego lasu. Dookoła zielono, zielono, zielono 🙂 Na przeciw wejścia solidnych rozmiarów dąb. Olbrzymie drzewo, kiedy upuści wszystkie żołędzie, będziemy brodzić po kostki. Dąb, to właśnie przydzielone w horoskopie moje drzewo – tylko dla urodzonych w tym właśnie jednym dniu. Stoi na straży domostwa. Wreszcie na swoim. W największej izbie ogromna narożnikowa czerwona kanapa. Na całej przeciwnej ścianie solidnych rozmiarów monitor. To tu właśnie wyświetlać będę filmowe obrazy ofert dla narzeczonych.
    Przy oknie zupełnie w starym stylu biurko, z rzędu tych z “blatem tenisowym” obok pełne antyku krzesło z oparciem. Wszystko na tle ściany z dębową biblioteką, wypełniona woluminami zawsze w jakiś sposób trącającymi tematów ślubu, wesela, pary, marketingu i reklamy…. jeden boks biblioteki jakby z lekka pustawy, na środkowej półce stoją zaledwie cztery książki … zaledwie? Te książki są mojego autorstwa 🙂 utrzymane w stylu poradnikowym…piąta ( a może będzie to już dziesiąta) właśnie się pisze – to wyjątkowe dzieło :))) powieść z rzędu sensacyjnych – powieść do czytania tajkże mojego autorstwa – o dziennikarzu odkrywającym pewną wielką społeczną tajemnice
    Jest nas czterech i pies, a dokładniej suczka. Ania, moja żona jest osobą niezwykle towarzyską, nawiązuje kontakty zarówno z młodymi jak i z parą narzeczonych. Zajmuje się sprawami księgowości, gospodarczymi, oraz tak zwanym pierwszym kontaktem z narzeczonymi. Dwóch synów Bartek studiuje pedagogikę, uprawia wolontariat udzielając się w amatorskim teatrze. Mateusz rozpoczął trzecią klasę liceum i teraz ambitnie mobilizuje się do zdobycia wysokiego notowania na maturze. Marzą mu się studia na Uniwersytecie Ekonomicznym ( logistyka). Pies? Od czubka nosa do rozciągniętego ogona ( do końcówki) ma równo 1 metr długości 🙂 Niesamowicie wspaniały towarzysz każdego dnia.
    Godzina szósta minut czterdzieści – stoję na nogach w kuchni i przygotowuje śniadanie dla młodszego syna oraz kanapki do szkoły. A zanim to nastąpi regularnie ( w porze sprzyjającej temperaturą) 30 minut przeznaczam na energiczny spacer przebudzeniowy na rowerze. Daleko nie ujadę przez taką chwilę ale po kuchennych zajęciach mam okazję hycnąć jeszcze raz na siodełko i wtedy – gdzie oczy poniosą około dobrej godziny 🙂 Potem kąpiel śniadanko i po poranku zajęcia własne w ogródku zawodowych zainteresowań.
    Przegląd prasy i zbiorów tematycznych w poczcie mailowej. Odpowiedź na pilne zapytania.
    Praca wygląda różnie od przyzwoitej 10.00 rozpoczynam dialogi telefoniczne ( pozyskiwanie ofert) Koło południa przerwa i z daleka od słuchawki. Realizacja umówionych wcześniej spotkań – praca w terenie. Około 16 powrót do domku i czas na posiłek. Wieczorem jedno do dwóch spotkań z narzeczonymi. Dzisiaj była to przejażdżka do dwóch lokali gastronomicznych wybranych – do zakwalifikowania z pakietu, który przedstawiłem w propozycji. Jeszcze o dwudziestej pierwsze, wstępne spotkanie z nową parą narzeczonych. Późniejszym wieczorem przegląd poczty z @ , przygotowanie materiałów nadesłanych do opracowania reklam w informatorze i wysyłka do grafika.
    Godzina 22 spacer z pieskiem 🙂 (długi) Rodzinka ma teraz zajęcia własne, komputer, telewizorek, a ja chwytam do ręki książkę elementarz o seksuologii pieniądza i sukcesu.:)
    Potem jeszcze trochę przygotowań do następnego dnia i obowiązkowo zejście do piwnicznych pomieszczeń – gdzie tworzę dla siebie pasyjny ( od pasji) azyl. Ceglane ściany nierówna betonowa posadzka wszystko pokryte węglowym pyłem ( nie do pozbycia się na stałe) pomieszczenie dawniej wykorzystywano jako skład opału. Właśnie w tym miejscu tworzę sobie galerie starej ślubnej fotografii. Niektóre ubieram w ramy, inne zawieszam na żyłce, stawiam na pólkach, zawieszam pod sufitem – to będzie moje podziemne imperium wypełnione głębokiej nuty wilgocią czasu minionego, starymi fotografiami, kuframi od posagu, walizkami starymi przedmiotami z podobna metryką do daty tych ślubnych zdjęć. A może tego wieczoru dopiszę fragment mojej powieści? Późnym wieczorem najlepiej się pisze, kiedy spokój, cisza i nikt się nie kręci.

    O której idę spać? Najchętniej bym z tego zajęcia zrezygnował, doba zbyt krótka, żeby ją jeszcze bardziej okrawać… wiem, wiem , ze sen to zdrowie 🙂 Przychodzi czas, że i ja chętnie składam na poduszce głowę, mając przekonanie, że sen przyniesie nowy dzień :)))

    Pozdrawiam
    Mariusz

  41. Agnieszka 9 września 2013 w 17:52 - Odpowiedz

    Panie Piotrze, świetnie przygotowane nagranie, które w szczegółowy sposób opisuje kolejne kroki jakie należy wcielić w życie, aby w realny sposób i z entuzjazmem kierować się w całym życiu pasją. W poprzednim komentarzu pod ostatnim nagraniem napisałam, że chciałabym stworzyć spółkę z misją, w oparciu o ważne dla mnie wartości. Moją pasją są góry (także wspinaczka skałkowa) oraz ogólnie aktywność sportowa, ponieważ uważam, że kontakt z przyrodą i ruch są naturalnym lekarstwem dla ciała i ducha, pozwalają zajrzeć w głąb siebie. Dodatkowo sport, wędrówki górskie, czy inne wspólne wyprawy to bardzo dobry sposób na spędzenie czasu z innymi ludźmi, nawiązanie tak ważnych osobistych relacji, których uważam w dzisiejszych czasach brakuje, a żaden wirtualny kontakt nie zastąpi spotkania i rozmowy w cztery oczy. Chciałabym połączyć rozwój osobisty, systemy motywacyjne z górami, sportem. Dziękuję za przykład p. Krzysztofa z firmy Paker, który początkowo również zastanawiał się jak pasję górami zamienić na życie zawodowe – jest dla mnie bardzo inspirujący.
    pozdrawiam

  42. Wojciech 9 września 2013 w 17:27 - Odpowiedz

    Zadanie, które nam postawiłeś Piotrze, mam już opracowane od dawna. Tę wizję akurat gdzieś od dzieciństwa hołubię w mej duszy.

    Jest to wizja polskiego dworu. Życie we dworze. Dwór stanowi tu centrum. Punkt w którym wszystko się skupia i z którego wszystko promieniuje na zewnątrz. Dwór jest skarbnicą wartości. Jest „skrzynią” zawierającą bibeloty i pamiątki, rzeczy, z których każda przywołuje wspomnienie, wartość, miejsce, osoby, historię. Dwór to materialny wyraz polskości. Dwór to muzyka chopinowska, dwór to życie wiejskie, dwór to poezja Mickiewicza i Słowackiego. Dwór to tradycje polskiego romantyzmu, tradycje wolności Polaków, to miejsce gdzie wykuwał się bunt, sprzeciw wobec zła.

    Moja wizja życia zatem to wizja życia wiejskiego. Moje otoczenie to przyroda, las i pola. To domostwa wiejskie ludzi, których znam, z którymi się przyjaźnię, którym pomagam. To tworzenie wspólnoty. To bliskość z Kościołem, z księdzem i zakonem. Rytm czasu reguluje dzwon na wierzy kościelnej. Moja rodzina żyje tym rytmem przyrody, wstaje ze słońcem, i ze słońcem idzie spać. „Pan świata wie jak długo pracować potrzeba; Słońce jego robotnik, kiedy znidzie z nieba, Czas i ziemianinowi ustępować z pola”. Liczę na liczną rodzinę, dom pełen dzieci, które wzrastać będą ucząc się od przyrody i poprzez przyrodę umiłowania ziemi ojczystej. Tradycja wyrażana przez ludzi i otoczenie materialne będzie dla nich skarbnicą wiedzy i kreacją ich osobowości. Dzieci, którym oszczędzone będzie stykać się z bałaganem . Dzieci wzrastające w środowisku, które nie będzie produkować potrzeb nie zaspokajając najważniejszych z nich, tj. potrzeby bliskości, miłości i szacunku. Więzi z ludźmi.

    Moje otoczenie to otoczenie lasu i pola. W otoczeniu tym realizować będę mą pasję i pracę– łowiectwo i rolnictwo. Wstaję jeszcze przed świtem. Żegnam zaspaną żonę pocałunkiem w czoło. W sieni ubieram się w strój łowiecki, siodłam konia, przytraczam mego psa – ogara, i ruszam na polowanie. Latem o 4 rano, zimą o 7-8 zaczyna świtać. Przy księżycowej nocy zimą, przy śniegu, jest szczególnie pięknie i widoczność przez całą noc. Zwierzyna w tym czasie schodzi z pól, z nocnego żeru. Jest to czas zasiadki na zwierza. Polowanie może dać sukces, może nie. Zatem wracam do domu ok. 7 rano ze zwierzyną bądź bez. Żona przygotowuje śniadanie. Na 8 można pójść do kościoła na mszę św.Po mszy zaczyna się dzień pracy w gospodarstwie. Oprzęd zwierzyny gospodarskiej. Obchód pól, planowanie. Od południa czas na pracę w biurze. Przegląd rachunków, plany na następne dni, kontakty z kontrahentami. Gdzieś może jeszcze czas na pisanie doktoratu z prawa rzymskiego(?). Moja kancelaria stanowi jedność z dworem. Jest również płaszczyzną materialnego odbicia charakteru, misji, powołania, życia pełnego. Gdzieś zawieszone trofea myśliwskie, o których mogę każdemu opowiedzieć osobną historię myśliwską. Gdzieś skrzynia na dokumenty, witryna z najcenniejszym księgozbiorem. Biurko. Obiad z rodziną. Po południu znów przegląd gospodarstwa, obór, stajni. Praca fizyczna. Zmęczony wracam na późno popołudniowy wypoczynek. Książki i dzieci, czytanie, śpiewanie, gra na instrumentach. Pod wieczór można znów wybrać się do lasu na polowanie, lub nie. A raczej rekonesans lasu. Gdzie bywa zwierzyna, gdzie ma przejścia, gdzie powoduje szkody w uprawach? A może co ciekawego wyjdzie przed lufę? Jeśli św. Hubert i Bór zdarzy… Wracam wieczorem. Rozmowa z żoną, pożegnanie dzieci. Letni dzień zapada. Zbliża się jesień. A jesień to rykowiska jeleni. Koncert przyrody, który zapiera dech w piersi. Prace polowe kończą się już. Jest więc więcej czasu na las i polowanie. Coraz dłuższe wieczory dają więcej czasu dla rodziny. Dzień kończy wspólna modlitwa małżeńska.

    Wizja życia pełnego, kompletnego, w której każdy akt przeplata się z misją polskiego patrioty, umiłowania Ojczyzny i Kościoła. Wizja życia we wspólnocie z duchami przodków oraz zgodzie z tradycją, z historią Polski oraz historią miejsca. Jest to wizja holistyczna, spójna. Kościół i Polska, praca i dom, rodzina i wspólnota ludzka – wszystko łączy się tu w całość, w przesłanie stworzenia mikrokosmosu polskich, cudownych wartości nie tylko jako skansenu, lecz jako żywego organizmu.

  43. Paweł Protaś 9 września 2013 w 17:22 - Odpowiedz

    Dzięki Piotrze za to video i to co robisz dla siebie i ludzi. Moje wymarzone życie wygląda tak:

    Mieszkam w Polsce w domie, który wielkością pasuje dla jednej rodziny. Jestem ze wspaniałą żoną, która kieruje się podobnymi wartościami co ja i jednocześnie uzupełniamy się i wspieramy się nawzajem. Moją główną wartością jest żyć najlepiej jak potrafię naśladując Jezusa Chrystusa, czyli służba Bogu i ludziom, realizując swoje powołanie.

    Mamy dwoje dzieci: dziewczynkę i chłopca. Od najmłodszych lat wychowujemy ich w duchu wartości chrześcijańskich. Zależy nam, aby odkryli swoje powołanie. Blisko nas jest szkoła prywatna, która powstała z naszej inicjatywy, w której uczą się nasze dzieci i dzieci rodziców, którzy kierują się wartościami chrześcijańskimi. W dalszym etapie życia rozwijają się na wyższej uczelni opartej na tych samych wartościach jak np. Chrześcijańska Szkoła Przywództwa, która niebawem powstanie z Twojej inicjatywy Piotrze:)

    Mój dom jest poza dużym miastem, gdzie słychać głównie odgłosy natury i dużo zieleni – łąki, lasy i w pobliżu jest jezioro i czuć świeże powietrze. Teren jest trochę górzysty. Blisko nas są wybudowane domy rodzin moich przyjaciół, z którymi wspólnie realizujemy nasze powołanie oraz rodzin, których urzekły te okolice i możliwość rozwoju swoich dzieci w szkole chrześcijańskiej. Otaczam się ludźmi z pasją, uśmiechniętych, pozytywnych, gotowych stale do działania i rozwoju. Podchodzących zawsze z pokorą, bo wiedzą, że zawsze można się czegoś nowego nauczyć i coś lepiej zrobić. Są gotowi wspomóc drugiego człowiek w potrzebie.

    Wstaję codziennie o godzinie 5:30. Zaczynam od wypicia soku z owoców, aby dostarczyć potrzebnych witamin mojemu organizmowi. Potem jem lekkie i zdrowe śniadanie. Następnie biegam wokół pobliskiego jeziora 45 minut. Kończę bieg prysznicem. Jak wracam żona przygotowuje śniadanie dla siebie i dzieci. Czasem wstaje wcześniej, aby pobiegać razem ze mną. Zdrowy styl życia jest jednym z elementów ważnych w naszym życiu rodzinnym. Dzieci wstają o godzinie 7. Jak podrosną uczymy ich, aby sami potrafili zrobić dla siebie śniadanie. O 7:45 wychodzimy z dziećmi do szkoły. Obok szkoły jest kościół, więc o 8 rano jesteśmy razem codziennie na Mszy Świętej. Zajęcie w szkole zaczynają się o 9. Wiem, że powierzam swoje dzieci zaufanym nauczycielom, którzy przekażą wiedzę i pokierują moje dzieci właściwą drogą.

    Gdy dzieci są w szkole ja i żona poświęcamy się swoim pasjom. Nasze powołanie to inspirować ludzi, aby mogli odnaleźć swoje powołanie i pomagać im w realizacji ich powołania. Chcę wiedzieć wokół siebie jak najwięcej ludzi szczęśliwy trwale z uśmiechami na twarzy każdego dnia. Na to nie wystarczy chwilowa pomoc, a trwała zmiana, a tylko odkrycie i realizacja swojego powołania to daje.

    Do uzyskania pełni szczeście potrzebna jest haromonia na 3 poziomach: fizycznym (zdrowy styl życia), mentalnym (rozwój osobisty) i duchowym (wiara w coś większego ode mnie, u mnie wiara w Boga).

    Do realizacji czegokolwiek w naszym życiu potrzebne jest zdrowie. Jak o siebie nie zadbamy, to w końcu nasz organizm odmówi posłuszeństwa. A gdy źle się czujemy, to nie ma energii i pełnego zadowolnia nawet z tego, co kochamy robić. Do realizacji powołania potrzebujemy pełnej kontroli nad swoim czasem, aby inne nieważne dla nas sprawy nie blokowały naszych działań. W większości przypadków potrzebne są pieniądze, aby realizować swoje marzenia. Zaspokojenie tych 3 najczęściej pojawiających się potrzeb u ludzi żyjących w cywilizacji prowadzi do odgrzebania swoich marzeń i ich realizacji. Wiedząc o tym fakcie, wykorzystuje go, aby pokazać możliwe ścieżki, aby móc realizować swoje marzenia i tym samym być szczęśliwym człowiekiem.

    Mój każdy dzień to rozmowa z ludźmi, aby pomóc im odkryć swoje powołanie i wspomóc na ile mogę, aby mogli jasno określić swoją drogę w życiu. Spotykam się z ludźmi w różnych miejscach. U mnie w domu, ich domach, hotelach, w Polsce i na całym świecie. Gdy widzę, że moje działania odniosły pozytywny skutek dla drugiego człowieka, to ja czuję się równie szczęśliwy jak ta osoba.

    Swoje powołanie chce realizować przez spotkania i rozmowy z ludźmi, organizowaniem i prowadzeniem szkoleń na żywo jak i przez Internet. Dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem, które nabyłem przez lata swoich działań na różnych polach jak biznesu, zdrowego stylu życia, rozwoju osobistego i technologii. Do realizacji swoich działań wykorzystuję umiejętności tworzenia stron www, które każdego dnia rozwijam. Codziennie poświęcam czas na przeczytanie książki z rozwoju osobistego, biznesu, zdrowia i spraw technologicznych. Uczestniczę stale w szkoleniach o różnej tematyce: szkolenia stacjonarne i internetowe.

    Stały rozwój i ulepszanie swoich działań sprawia mi przyjemność. Jest z tego jeszcze większa przyjemność, gdy to wszystko robię razem z żoną i moimi przyjaciółmi. Tworzymy razem jedną rodzinę. Razem też jesteśmy w stanie szybciej i skuteczniej wpływać pozytywnie na innych ludzi, bo w zespole marzeń, który kieruje się podobnymi wartościami jesteśmy w stanie zrobić wszystko.

    Często też podróżujemy po Polsce i świecie, aby poznać nowe miejsce, nowych ludzi. Jak jest okazja komuś pomóc, to wykorzystujemy taką chwilę bez wahania, aby to zrobić. Jeśli są to wyjazdy zaplanowane biznesowo, to podróżujemy bez dzieci. W takim przypadku dziećmi opiekują się nasi przyjaciele, kiedy oni zostają w domu. Gdy jedziemy wypoczywać i bawić się, to zawsze całą rodziną.

    Co drugi dzień robię ćwiczenia fizyczne, aby mieć w dobrej kondycji wszystkie mięśnie. Jem co około 3 godziny zdrowy posiłek. Na caly dzień jest ich 6. Co 6 godzin piję sok z owoców, aby uzupełnić witaminy. Daje to 3 porcje rozłożone równomiernie na cały dzień. To samo robią moje dzieci i żona. W szkole tak jest ułożony plan zajęć, aby uwzględnić regularne zdrowe posiłki i dostarczanie witamin.

    Odbieramy dzieci o godzinie 15 ze szkoły. Rozmawiamy z nimi po szkole czego dzisiaj się nauczyły, jakie mają przemyślenia, wrażenia z dnia, dyskutujemy na różne tematy, które się pojawią w trakcie rozmowy. Pomagamy w nauce i ćwiczeniach. Następnie poświęcamy czas na zabawę z dziećmi. Resztę dnia dzieci spędzają ze swoimi przyjaciółmi.

    Od godziny 18 do późnego wieczoraj najczęściej spotykami się z ludźmi i przyjaciółmi u nas w domu lub w ich domach, aby móc pomóc kolejnym ludziom oraz przedyskutować plan działania z przyjaciółmi na kolejny dzień. Trwa to najczęściej do godziny pomiędzy 21-22. Po tym dzieci idą spać.

    Na koniec dnia rozmawiam z żoną sam na sam, aby podzielić się nawzajem swoimi wrażeniami, przemyśleniami, uczuciami i doświadczeniami z danego dnia. Idziemy spać pomiędzy godziną 22 a 22:30.

  44. Lucyna 9 września 2013 w 16:50 - Odpowiedz

    Dawno nie pochłonęła mnie tak czyjaś wypowiedź jak Twoja. Coś zapewne jest w Twoim głosie, doborze słów czy…….. sama nie wiem .
    Jestem starszą panią – 66-letnią. Emerytka.Nie narzekam na status finansowy. Zawrotu głowy od nadmiaru kasy też nie mam.
    Życie miałam “dziwne”. Mąż alkoholik. Moje przekonania religijne, moralne i nie wiem jakie jeszcze kazały mi trwać w tym związku.Zdrady, lekceważenia to było na co dzień .Pod wpływem dorosłego syna “załatwiłam” rozwód,bez podziału majątku/ nie można było się dogadać.
    Wyszłam drugi raz za mąż. Było fajnie na chwilę. Były mąż popadł w nędzę, opieka chciała alimentów od syna,więc zaopiekowałam się sparaliżowanym , bez środków do życia.
    Nowy mąż tego nie wytrzymał.Rozstaliśmy się.
    Zostałam w zrujnowanym domu, zadłużona nie płaconymi podatkami itd.
    Ogarnęłam to w jakiś cudowny sposób.
    Moja staruszka Mama /85 lat/ była sama rozchorowała się , więc musiałam się Nią opiekować.
    Zmarła w maju br./po przyjaźni z Alzheimerem/.
    Moja misja sama mnie znalazła. Pomagam ludziom. Tak tłumaczę sobie moje miejsce na Ziemi.
    Teraz zgłębiam tajniki zdrowego odżywiania i uświadamiam ludziom na ile można uciec od chorób poprzez zdrowe odżywianie.
    Sama nie wiem po co to napisałam- taką miałam potrzebę po wysłuchaniu………

    • Piotr Michalak 9 września 2013 w 18:17 - Odpowiedz

      Aż trudno skomentować Twoją historię Lucyno. Samo życie, i w dodatku całe życie. Dziękuję, że się podzieliłaś.

  45. Kazik 9 września 2013 w 12:14 - Odpowiedz

    Stokrotne dzieki…
    Pozdrawiam słonecznie,
    Kazik

  46. Piotrze, dziękuję za wspomnienie mojej skromnej osoby w nagraniu! 🙂

    No cóż…. mogę powiedzieć tyle: bez misji, która dla mnie osobiście polega na zmianie tego świata na lepsze, nie udało by mi się dojść do miejsca, w którym jestem. Po pierwsze dlatego, że ona dawała i daje mi siłę, aby iść wciąż do przodu. Po drugie dlatego, że moja misja przyciąga do mnie klientów, którzy chcą za mną iść (vide: Simon Sinek, o którym wspominasz).

    Początek miałem dość trudny. Odchodziłem z KPMG kiedy miałem już pierwsze dziecko. W mojej branży mój produkt nie był wówczas jeszcze znany. Moja rodzina wątpiła we mnie. A dziś: moja firma rozwija się w tempie 100% na rok. Mam wspaniałych klientów, którzy z reguły są moimi przyjaciółmi i z ogromną przyjemnością obserwuję ich wzrost (to najlepsza dla mnie nagroda). Wszyscy stanowimy unikalną na skalę świata grupę, która sama w sobie ma ogromny potencjał i masę planów na przyszłość.

    Bez wątpienia nie zamieniłbym mojej obecnej firmy na pracę w korporacji. I owszem, bycie przedsiębiorcą to nie jest droga usłana różami, ale jest to droga osobistego rozwoju, która daje masę zadowolenia i szczęścia pod warunkiem jednak, że podążasz za wskazówkami wyznaczonymi przez własną misję i pragnienia.

    Dzięki Piotrze raz jeszcze i pozdrawiam!
    Rafał

Zostaw komentarz