Czego się nauczyłem podróżując do Japonii

Strona główna/Kultura, Podróże, Wartości/Czego się nauczyłem podróżując do Japonii

Od dziecka pasjonowała mnie Japonia. Samuraje, wojownicy ninja, fabuła i styl japońskich kreskówek anime, komiksów manga i gier komputerowych, tworzonych przez liczne legendy branży: Nintendo, SEGA, Capcom, Square, SNK i wiele innych. Specyficzny styl, kultura, pismo i twórczość. Charakterystyczne postaci fabularne zapadające w pamięć. Poruszanie głębokich nut emocjonalnych w bogatych fabularnie światach.

Jako nastolatek marzyłem nawet, że moja żona będzie japonką… i w sumie niedaleko wylądowałem, bo Dorota z postury i charakteru mogłaby nią być. Do dzisiaj japońska kultura na całym świecie znajduje rzesze wiernych fanów, trafiając mimo wszystko do osób specyficznych. Nie jest to coś, co odpowiada każdemu tak, jak kultura amerykańska i jej main-stream.

Minęło 30 lat nim doleciałem do tego pięknego kraju, piekąc dwie pieczenie na jednym ogniu. Poleciałem bowiem zwiedzać fabryki i uczyć się metod zarządzania. Zacznę od tego, że samo szkolenie rozczarowało i nie było warte tak dużych pieniędzy. Znacznie taniej poleciałbym na wycieczkę objazdową z biurem podróży – i być może więcej bym zobaczył.

Przejazdy między fabrykami zajmowały dużo czasu, a nie został on wykorzystany np. na wykłady przygotowujące do zwiedzania, lub omawiające to, co zobaczyliśmy. Same fabryki miały zwykle przygotowaną komercyjną, standardową prezentację i niskiej rangi pracownika serwującego wszystkim ten sam „kotlet”. Pojawiły się też problemy językowe, bowiem nasz tłumacz średnio sobie radził z przekładem na język polski – język wyjątkowo trudny.

Trafiły się perełki. Wyjątkową prezentację miała średniej wielkości firma produkująca precyzyjne części do silników. Stanął przed nami sam prezes. I jak to prezes, dał nam głęboką, szeroką, filozoficzną, wieloletnią perspektywę na prowadzenie firmy. Dotknął serca, pokazując wielopokoleniowy proces budowania dużej firmy. Sam przejął fabrykę po ojcu, gdy miała tylko 20 pracowników, a rozwinięcie jej zajęło mu kilkadziesiąt lat. Wiele z tych początkowych lat nie przynosiło żadnego owocu.

Jego kluczem do sukcesu było uznanie ważności pracowników i zespołu, i firmy jako najwyższego dobra. Stał przed nami człowiek pokorny, skromny i podobny do innych pracowników. Poscy przedsiębiorcy szydzili i śmiali się z niego, patrząc na jego skromny ubiór, szary plecak i pospolitą twarz. Ujrzałem ogromne zderzenie dwóch kultur: kolektywistycznej japońskiej i indywidualistycznej polskiej, gdzie – u nas – prezes musi wyglądać lepiej niż wszyscy, być postawnym samcem alfa, jeździć luksusowym samochodem i świecić blaskiem szpanu.

Tymczasem niektórzy koledzy nie zrozumieli, że ta właśnie pokora i umniejszenie się lidera było kluczem do sukcesu tej firmy. Mówił do nas lider 5. poziomu wg typologii Jima Collinsa – stawiający ludzi i interes firmy ponad sobą samym, a przez to zjednujący wszystkich do pracy na rzecz wspólnego dobra.

Przez całe życie kultura i sposób myślenia japończyków wydawały mi się bliskie. Pracowitość, dyscyplina, waleczność, konkret, służba – wydawały mi się wartościami, które dzielę z nimi, a nie podzielają ich ze mną bracia Polacy. Nieco pogłębiłem swoje rozumienie tych rzeczy, dowiadując się więcej o Japonii.

Jeżdżąc po kraju słuchałem opowieści Polaka, przewodnika, który zamieszkał tam na stałe i pojął japonkę za żonę. Zrozumiałem z czego bierze się ich system wartości. Człowiek ma tylko taką wartość, ile wnosi do społeczeństwa, pracując. Stąd też Japończycy dążą do tego, by zapewnić pracę wszystkim w społeczeństwie, nawet kosztem długu publicznego. Japończyk bez pracy nie jest nic warty. Praca jest u nich na bardzo wysokim miejscu w systemie wartości.

Sądzę, bo sprawdzić tego nie miałem szansy, że system ten przenika również rodziny; toteż żony zapewne szanują i respektują pracoholizm mężów. Jest to ich wspólny wkład w społeczeństwo. A mówię tu o żonach, bo panuje tam też skrajny patriarchat. Kobieta ma raczej mniejszą wartość niż mężczyzna; kobieta otwiera drzwi mężowi; kobieta ma rodzić dzieci, zajmować się domem, wspierać męża i usługiwać mu, a facet ma pracować i służyć społeczeństwu. Oczywiście jest to tylko uogólnienie, a spojrzenie młodego pokolenia może się zmieniać.

Gdy zatem w Japonii nie było jeszcze emerytur, człowiek pracował tak długo, jak długo pozwalało mu na to zdrowie. Gdy już nie był w stanie pracować, rodzina (rzekomo) wywoziła go w góry, gdzie po paru dniach zwyczajnie umierał. Jego życie nie miało już wartości. Dla wszystkich było to oczywiste. Teraz możemy zrozumieć, dlaczego samuraj popełniał seppuku / harakiri; życie w hańbie nie miało wartości, a samobójstwo było czynem honorowym.

Na ile prawdziwa jest ta historia, nie wiem. Natomiast pokazuje ona jak rozumieć to, że człowiek niepracujący nie ma wartości. Mówiąc w skrócie: człowiek jako taki, sam w sobie, nie ma wartości. Człowiek ma jedynie taką wartość, jaką ma to, co wnosi do społeczeństwa.

Brzmi to filozoficznie, ale zauważ, że w naszej kulturze życie ludzkie ma nieskończoną wartość, z definicji. Jest to spuścizna, jak sądzę, chrześcijaństwa – dusza ludzka jest nieśmiertelna, a człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga.

Ten fundament wartości przejmują również dzisiejsi niechrześcijańscy, a europejscy lub amerykańscy bojownicy o tolerancję i wolność seksualną, wychodząc z założenia, że każdy powinien być szczęśliwy (każdy ma wartość z definicji), a w tym celu każdy zasługuje na wolność do robienia tego, na co ma ochotę.

W Japonii w ogóle nie chodzi o szczęście jednostki, lecz o prosperowanie narodu. Nie ma tam w ogóle fundamentu pod tytułem „nieśmiertelna jest dusza ludzka, a człowiek stworzony na obraz Boga”. Można powiedzieć, że człowiek jest bardziej jak zwierzę; możemy tu przyjąć obraz człowieka bliższy poglądom ateistów.

W Japonii dominującą religią jest buddyzm, przez wielu uważany raczej za system filozoficzny, a nie religię, gdyż w buddyźmie nie czci się – zazwyczaj – żadnego boga. (W odmianie tybetańskiej występują modły – co ciekawe – m. in. do demonów, aby nas zostawiły w spokoju).

Dodatkowo naleciałości pierwotnej religii pogańskiej – szintoizmu – do dzisiaj są w mocy, a są to wierzenia w liczne duchy (przodków, miejsc, kamieni i roślin…) i demony, tudzież bóstwa. Wiernym zależy na otrzymaniu „ochrony” tych bóstw i duchów, które specjalizują się w określonych obszarach życia, np. dawaniu szczęścia w miłości czy pieniądzach.

Mimo wszystko zmarłych się grzebie, jak w każdej kulturze, z jednej strony wierząc w istnienie duchów przodków, którzy się nami opiekują, z drugiej strony wierząc w reinkarnację, z trzeciej strony wierząc w niebo, lub też nie wierząc w nic. Istnieje tu istne pomieszanie z poplątaniem wzajemnie wykluczających się poglądów. W każdym razie – kulturowo – człowiek musi pracować, aby być kimś i coś znaczyć.

Teraz rozumiemy już pilotów kamikadze. W kulturze, w której wszystko robi się dla innych, a jako jednostka nie znaczysz nic sam z siebie, są oni bohaterami. Złożyli największą ofiarę dla społeczeństwa. A społeczeństwo akceptuje ich śmierć, nie jest to bowiem ani niegodziwość, ani samobójstwo rozumiane tak, jak u nas, ani strata życia, lecz dar i ofiara w obronie kraju przed wrogiem.

Podobnie i dziś, japoński pracownik oddaje swoje życie dla społeczeństwa i dla firmy, dając z siebie wszystko, a rodzina go w tym wspiera. W tym sensie Japończycy wierzą w służbę i mają ogromne poczucie służby.

Jest to ogromny paradoks, bo takie poczucie powinniśmy mieć my, jako chrześcijanie, z jednej strony nieskończenie wartościowi, a z drugiej strony oddający swoje życie za innych. W praktyce to pierwsze przeszkadza nam w tym drugim, i czyni egoistami. Tak się zatem dzieje, że pogańska lub buddyjska Japonia staje się po części bardziej chrześcijańska w swych wartościach, niż Polska.

Są to moje prywatne spostrzeżenia. Jeśli ktoś ma na ten temat bliższe wiadomości, zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Adres e-mail
Imię
Autor |9 września 2016|Kategorie: Kultura, Podróże, Wartości|12 komentarzy

O autorze:

Od 2005 roku prowadzi przedsiębiorców do lepszej jakości życia. Pomaga podwoić dochody i podwoić liczbę godzin wolnego czasu poprzez organizację firmy i innowacje w modelu biznesowym. Założyciel Akademii Biznesu Piotra Michalaka. Przeczytaj więcej o historii Piotra.

12 komentarzy

  1. Blog Zdobywcy 28 września 2016 w 18:28- Odpowiedz

    Japonia – piękny kraj, piękne kobiety, piękne miasta 😉

  2. Jarosław 20 września 2016 w 23:03- Odpowiedz
  3. Jarosław 20 września 2016 w 23:02- Odpowiedz

    Japońskie społeczeństwo przypomina mi niektóre społeczności owadów 🙂 jak np: pszczoły, mrówki czy termity. Życie jednostki poświęcone dla dobra ogółu. Świetny artykuł.
    Jako komentarz odnoszący się Piotrze do stwierdzenia, że „dusza ludzka jest nieśmiertelna” chciałbym zamieścić bardzo interesujący wykład prof. Waltera Veitha, który ostatnio obejrzałem, a z którego wynika, że wiara w nieśmiertelność duszy nie ma oparcia w Biblii, pozdrawiam, Jarek

    • Piotr Michalak 21 września 2016 w 13:08- Odpowiedz

      A czytałeś całą Biblię od deski do deski? 🙂 Ufam, że tak. Więc przecież nawet w Starym Testamencie, który o to jest posądzany, liczne są odniesienia do życia wiecznego. Mam przytoczyć przykłady?

      • Jarosław 22 września 2016 w 07:27- Odpowiedz

        Przeczytałem całą Biblię, Piotrze, ale nigdzie nie znalazłem stwierdzenia, że dusza ludzka jest nieśmiertelna. Czy widziałeś film, do którego link chciałem zamieścić? Dlaczego postanowiłeś go nie publikować?

  4. Bohdan 19 września 2016 w 17:56- Odpowiedz

    Bardzo pouczający przykład. Z wyjątkiem pisowni: Japonka, Japończycy piszę się dużą literą, tak jak Polacy.
    Pozdrawiam

  5. Z zaciekawieniem się czytało. Właśnie kiedyś jak oglądałem jakiś reportaż, to tam w zwykłym dniu nie było w ogóle młodych ludzi na ulicach, praktycznie wszyscy pracują.

    Gdyby Polacy więcej się edukowali to pozakładaliby własne firmy i nie byłoby takiego bezrobocia, ale cóż każdemu do rozsądku nie przemówisz.

    Pozdrawiam
    Dominik
    Specjalista ds marketingu i sprzedaży

  6. piter 19 września 2016 w 14:17- Odpowiedz

    Witaj Piotr.
    Można myślę czerpać z wartości Japończyków ale nie wydaje mi się, że są bardziej chrześcijańscy niż my (chociaż takie wartości jak skromność i pokora których nam brakuje mogą na to wskazywać i może w tym bym się nawet zgodził) 🙂
    Natomiast wg naszej religii każdy z nas stanowi wartość dla Boga, został przez niego wybrany z imienia – to do zbawienia mamy dążyć a te dążenie ma się oczywiście objawiać czynami i miłością bliźniego. Jednak służąc społeczeństwu nie możemy zaniedbywać naszych rodzin, bliskich.
    W sumie to naprawdę nie jest takie proste ale po to mamy sumienia żeby nawet biznes prowadzić w zgodzie z naszymi wartościami.
    Czytam Piotr dalej i się dokształcam mimo sporej ilości lat 🙂

  7. Rafał 19 września 2016 w 13:45- Odpowiedz

    Piotr, świetny tekst!

    Bardzo podobnie jest w krajach Skandynawskich, jeśli chodzi o podejście pracy na rzecz społeczeństwa. Zresztą w USA też przecież praca na rzecz własnej społeczności ma wyjątkowy wymiar. Tego właśnie brakuje trochę tutaj. To się po części wiąże z poczuciem odpowiedzialności za siebie i otoczenie. Myślę, że takiej odpowiedzialności nam nieco brakuje, albo przydałoby się więcej 🙂

    Pozdrowienia!
    Rafał 🙂

  8. Jacek 19 września 2016 w 13:21- Odpowiedz

    Bywając wiele razy w Japonii urzekła mnie ich kultura pracy – może dlatego że mam podobne podejście. to prawda, że mają pracę na pierwszym miejscu. bardzo się również w tej pracy starają i jeśli wykonują coś źle to traktują to jako hańbę i pracują dotąd, aż zrobią swoje zadanie dobrze. To dlatego nie ma dziedziny na Świecie, w której nie byliby najlepsi (japońskie samochody Mazda czy Toyota w rankingu niezawodnych od zawsze w czołówce, aparaty fotograficzne w czołówce światowej Fuji Nikon Canon, sprzęt elektroniczny Sony Panasonic Technics i wiele wiele innych w każdej dziedzinie).

    W Polsce natomiast mentalność pracownika jest taka, żeby wydymać na maksa szefa i odwalić robotę żeby tylko była zrobiona, a jak tylko trafia się ktoś ambitny to reszta go szybciutko sprowadza do swojego poziomu zamiast dorównać do lepszego. W poniedziałek o 8 rano narzekactwo – nawet w radiu można posłuchać cudownych redaktorów jak to mówią „byle do piątku” czy inne pozytywnie nastrajające do pracy popłuczyny a w piątek – o przepraszam w piątunio – na pasach startowych już od 15.45 żeby tylko przypadkiem nie wyjść z pracy minutą po robocie….

    Oczywiście to mocne uogólnienie ale tak to wygląda w dużej mierze co potwierdzają nasze wyniki gospodarcze – ani jedną firmą nie możemy się pochwalić jeśli chodzi o dowolną dziedzinę… chyba, że o czymś nie wiem i w czołówce światowej faktycznie są jakieś polskie rodzynki.

    Mają inną kulturę pracy i nie tylko pracy. nie ma tam złodziei – jak chcesz wejść do toalety to zostawiasz laptop przed wejściem i nikogo to nie dziwi. wracasz i jest. Tam kradzież to hańba. W Polsce kradzież nikogo raczej nie dziwi.

    W Tokyo, czyli w mieście które liczy tyle ludzi co Polska, nie ma koszy na śmiecia całe miast jest czyste – nie znajdziesz nawet jednego papierka. W Polsce mimo kosza na każdym rogu syf i malaria.

    To właśnie dlatego idealnie to pokazuje, dlaczego Japonia to kraj kwitnącej wiśni a Polska to kraj kwitnącej lipy…

    • Piotr Michalak 19 września 2016 w 22:15- Odpowiedz

      Dzięki za świetny komentarz. Wierzę, że dziś z naszym krajem już nie jest tak źle, podobnie jak z nimi tak dobrze – też mają swoje problemy – ale jednak mimo kolorów komentarz daje do myślenia 🙂

    • Rafał 20 września 2016 w 12:59- Odpowiedz

      Z tą wiśnią i lipą coś jest na rzeczy 🙂

Zostaw komentarz